Dizajn w KATO – projektowanie i dane

Nieco niespodziewanie dostałem zaproszenie na dyskusję w ramach Design w Kato. Cykl ten jest prowadzony przez Natalię Pietruszewską-Golbę, Paulinę Urbańską, Tomka Bierkowskiego oraz KATO bar. Formuła spotkania zakłada udział gości, którzy w zależności od upodobań oraz tematu z jakim im się przyjdzie zmagać, ku zaciekawieniu publiczności zgadzają się ze sobą lub wręcz przeciwnie, każdy z osobna obstaje przy swoim – klasyczna dyskusja, można by powiedzieć. Mam nadzieję, że już spotkaliście się z tą inicjatywą, a jeśli nie to koniecznie się zapoznajcie, śledźcie zapowiedzi i wpadajcie posłuchać, albo jeszcze lepiej podyskutować.

Poza mną w dyskusji, oprócz już wcześniej wspomnianych moderatorów, udział wzięli dwaj niezwykle nobliwi goście, tj. Łukasz Trembaczowski (socjolog, koordynator projektów badawczych) oraz Marcel Benčík (projektant, wykładowca ASP w Bratysławie). Edycja na którą nas zaproszono skupiła się na szeroko pojętej wizualizacji danych. Zakres tematyczny jednak został określony na tyle ogólnie, że sama dyskusja potoczyła się stosunkowo swobodnie i ostatecznie zaczęliśmy drążyć to, jak nauka ma się do projektowania i vice versa. Nota bene przed kilkoma laty był to motyw przewodni dwóch konferencji katowickiej ASP tj. Agrafy, a także równie udanego Fest Design 2016, tematyka więc na czasie i  wydaje się interesować nie tylko mnie. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym podczas debaty nie przytoczył kwestii, o których pisałem w Comic Science. Przykładem może być tutaj historia prezentacji CERN wykorzystanej podczas ogłaszania odkrycia bozonu Higgsa. Bardzo interesujące było zderzyć się z opinią Łukasza na ten temat, aby następnie przegadać kwestie kwestie finansowania, świadomości projektowej, wiarygodności badań, jak również wzajemnych chęci i niechęci oraz ról jakie pełnią we wzajemnych relacjach naukowcy i projektanci. Wszystko bardzo i niezwykle ciekawe – dzięki za zaproszenie!

Zobacz również

5. Międzynarodowa Konferencja Projektowa AGRAFA: Attitudes — postawy kontrowersyjne

No i właśnie Agrafa. Agrafa to wydarzenie w skład którego wchodzą konferencja, konkurs projektów studenckich oraz warsztaty, organizowane przez katowicką ASP. Całość jest poświęcona przede wszystkim projektowaniu graficznemu, acz tematyka z roku na rok, coraz częściej i śmielej wybiega w nieco szersze przestrzenie projektowania doświadczeń użytkownika, czy też usług, poruszając niewizualne aspekty projektowania. Co się tyczy mnie, jako konferencyjny słuchacz na Agrafie pojawiam się od 2012 roku – praktykę tę zresztą mogę wszystkim szczerze polecić. W tym roku była to już piąta edycja, tym razem pod hasłem Attitudes tj. postawy projektantów jakie przyjmują wobec codziennych wyzwań. Organizatorzy konferencji odwołując się do słów Andrzeja Pawłowskiego pytają wprost, czy postawa projektanta ma znaczenie, a jeśli tak, jaki ma wpływ na jego profesję.

„Projektowanie jest postawą projektanta wobec środowiska społecznego i środowiska materialnego. Jednym z jego podstawowych celów jest uczynienie życia szczęśliwym. Jest więc również organizowaniem uczuć, a w każdym wypadku wpływaniem na uczucia” Andrzej Pawłowski, Człowiek – środowisko, Inicjacje, Kraków, 1969

Może dlatego, że z wiekiem robię się nieco wygodny, choć cała konferencja była warta wysłuchania, pozwolę sobie opowiedzieć więcej jedynie o trzecim, ostatnim panelu, który wzbudził chyba najwięcej emocji. Pierwszą prelegentką była tu Karin Langeweld, której prezentacja okazała się być czymś w rodzaju – uderz w stół, a nożyce się odezwą. Ale o tym za chwilę. Karin zaprezentowała swoje portfolio, i choć wiele jej projektów było interaktywnych (jak na przykład interaktywne plakaty, które reagowały na przechodniów) i dobrze się je oglądało, to nie poruszały szczególnie ważnych tematów, a większość z tego co zostało zaprezentowane i powiedziane, można podglądnąć na behance.

Kolejnym prelegentem po Karin był Marek Piekarski – ten gość rozwalił całą konferencję! W pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście. Z tego co mi wiadomo na co dzień anarchista, współwłaściciel księgarni Zemsta, grafik, na konferencji reprezentował Kolektyw Rozbrat czyli grupę anarchistyczną (?) działającą w Poznaniu. Zaczął bardzo skromnie, omawiając działania, kontekst i całą dyskusję jaką prowadzi grupa m.in. z władzami Poznania za pomocą różnego rodzaju prowokacji, w które jest zaangażowane projektowanie (plakaty, wlepki, itp.). Ciekawe wydało mi się, że niekomercyjne wykorzystywanie identyfikacji miasta na plakatach komentujących poczynania lub stwierdzenia miejskich dysydentów, zostało zgłoszone do prokuratury jako nielegalne wykorzystanie własności intelektualnej. Przeszło mi wtedy przez myśl, że być może jest to jeden z powodów, dla których herby nie są zbyt chętnie stosowane przez władze miast. W każdym razie Marek okazał się być absolutnie przebojowym i faktycznie jego prezentacja, z czasem zaczęła przypominać wiecową przemowę z rozrzucaniem propagandowych ulotek włącznie. Taki też miała wpływ na całą widownię – co jakiś czas tylko poszerzając uśmiechy i niedowierzanie. W pewnym momencie szturchnąłem Waldka – Waldek, tej prezentacji nie będzie na youtube! Wystąpienie zakończyło się stwierdzeniem, że czasem warto zrobić sobie przerwę w projektowaniu butelek cocacoli i zaangażować się w coś społecznego, co sprawi, że nasze sąsiedztwo będzie lepsze.

Autorami ostatniej prezentacji byli VeraRuedi Baur. Tutaj właściwie tak jak można było się spodziewać, pokazali garść dojrzałych projektów. Nie można było też nie zauważyć ich nakręcenia wystąpieniem Marka, czemu Ruedi dał wyraz już wcześniej, klaszcząc samotnie. Również Baur podkreślili wagę zaangażowanego projektowania, nawiązując do swojej publikacji z infografikami traktującej o trudnych tematach dotyczących ludzkości, czym jak stwierdzili, mogli nadepnąć na interesy kilku swoich potencjalnych klientów. Co się jednak tyczy mojego odbioru ich prezentacji, spodziewałem się czegoś więcej. Może mając po prostu w pamięci wystąpienie Oliviero Toscani’ego kończące Think (in) Visual Communication spodziewałem czegoś podobnego, a może najzwyczajniej wykład Marka trudno było przebyć pod względem ogólnej ekspresji, nieco bardziej stonowanym osobom.

Po części wykładowej każdego modułu miała miejsce dyskusja, i tu wrócę do nieszczęścia jakie miała Karin. Otóż jak widzicie trafiła do bardzo charakternego panelu, który mocno pobudził wszystkich do nieco wywrotowego myślenia. W pewnym momencie z widowni padło pytanie a propos projektu prezentowanego przez Karin. Był to projekt systemu informacji dla wystawy na której prezentowano narzędzia średniowiecznych tortur. Otóż zwiedzający wystawę dostawali latarkę UV po poświeceniu którą, na pozornie pozbawiony jakichkolwiek dekoracji, czy opisów pomieszczenie pojawiały się komiksowe ilustracje (trochę w stylu kreskówki Scooby Doo), objaśniające czemu służył dany przyrząd. Słuchacz z widowni zapytał więc, czy to w porządku, aby traktować skądinąd tak poważny temat w sposób humorystyczny. Karin odpowiedziała podtrzymując słuszność takiego podejścia, na co nieusatysfakcjonowany rozmówca dopytał, czy dla muzeum w obozie koncentracyjnym również wykorzystałaby tego typu stylistykę. Karin tym razem zaoponowała, że nie, że w tym wypadku faktycznie nie wypada, na co padł argument, że przecież ofiary to ofiary… no i kiedy oni tak sobie od zdania do zdania, nagle wybuchnęli państwo Baur – że według nich to skandal, że wystawa została zaprojektowania w ten sposób i oni sobie nie wyobrażają, aby ich dzieci miałyby oglądać coś takiego! Zapadła cisza, prowadzący panel prawie umarł na scenie, po czym gorączkowo zaczął kończyć dyskusję… czy słusznie? Nie wiem, choć mam wrażenie, że podobnie jak artykuły naukowe tak i projekty powinny być poddawane merytorycznej recenzji – w szczególności jeśli stanowią obiekt prezentacji na konferencji tego typu. Czy powinna to być krytyka publiczna, czy raczej obustronnie ślepa recenzja? Z pewnością, ta druga wykluczyłaby niezręczne sytuacje już w obrębie późniejszej publicznej dyskusji. Tym niemniej uważam, że projektowanie zasługuje na poważniejszą dyskusję niż tylko klikanie lajków na behance. Jakby na to nie spojrzeć wydaje się, że tytułowej analizie postaw stało się zadość.

Jeśli chodzi o samą konferencję chyba najlepszą recenzją powinien być fakt, że już nie mogę się doczekać kolejnej jej edycji. Do zobaczenia więc następnym razem, oby jak najszybciej!

Zobacz więcej


Ilustracja tytułowa © Międzynarodowa Konferencja Projektowa Agrafa (system identyfikacji wizualnej: Paulina Urbańska we współpracy ze studentami, liternictwo Paulina Duźniak)

15 lat publikacji w 2+3D w pigułce

W ostatnim już 61. numerze 2+3D, znajdziecie ode mnie wizualne podsumowanie publikacji autorów artykułów – tych uwzględnionych w spisie treści – oraz okładek. Na rzecz niestety było bardzo mało czasu, do tego stopnia, że kiedy kwartalnik był już w druku, wizualizacja była jeszcze w postaci kodu. Z jednej więc strony żałuję, że nie mogłem posiedzieć nad projektem dłużej (bo dane były naprawę ciekawe), a z drugiej cieszę się jednak, że numer nie został opublikowany z trzema pustymi stronami – bo taka sytuacja była również możliwa.

Dane dostarczył Wojtek Kubiena, po ich niewielkiej obróbce zwizualizowałem je z pomocą [Processing, potem jeszcze tylko poprawki do składu.

Jak przestałem kochać design – komentarz do komentarza

Sam nie wiem dlaczego, aż do momentu nadziania się na „Jak przestałem kochać design” Marcina Wichy, nie specjalnie czułem potrzebę komentowania książek, które czytam. W przypadku wyżej wymienionej natomiast, taką potrzebę poczułem, ledwie co napocząwszy książkę – jeszcze w autobusie, w drodze powrotnej z zakupów. Prawdę powiedziawszy zakup książki był przypadkowy. Ot wybrałem się na kiermasz książek do muzeum – spóźniony, jak zresztą zwykle – nie znalazłem niczego ciekawego, a ochota na nowy kurzołap pozostała. Z ratunkiem przyszła muzealna księgarnia, gdzie Wiecha okazał się być jedyną pozycją, która w bliżej nieokreślony sposób mnie zaintrygowała – zabrzmiało jak akt desperacji? To dobrze, to była desperacja. Przekartkowałem biały tomik, jednak z obawy przed patosem i moralizatorstwem odłożyłem z powrotem na półkę. Nie znalazłszy niczego innego wróciłem i nie do końca zadowolony z braku wyboru zatargałem Wichę do kasy.

„Jak przestałem kochać design” jest formą komentarza do zastanego przez autora stanu dizajnerskiej wszechrzeczy pospolitej – w tym okresu transformacji jejże ustroju. Nie jest jednym spójnym tekstem, a raczej zbiorem sytuacji i anegdot, które krążąc jak sępy wokół myśli przewodniej autora, dają jasno do zrozumienia, że coś tu nie do końca ładnie pachnie.

Pomimo mojego wstępnego sceptycyzmu, już pierwsze strony okazały się być zaskakująco dobre. Autor na przekór opisywanej trudnej, osobistej sytuacji związanej z pogrzebem ojca, niezwykle lekko i z humorem zabiera się za obnażanie otaczającej go rzeczywistości. Sposób w jaki wyłuszcza absurdalność sytuacji bez dwóch zdań przywołuje na myśl filmy Barei. Pewnie dlatego z początku książka wydała mi się lekka i przyjemna, z kolejnymi stronami jednak staje się coraz bardziej uszczypliwa. Lekka ironia przechodzi w fazę sarkazmu, aby ostatecznie popaść w cynizm, a momentami może nawet w marazm. Niemniej może być to jedynie moje subiektywne wrażenie. To trochę tak jak ze smakiem taniej oranżady, który z każdym kolejnym łykiem wypiera ze świadomości przyjemne poczucie nostalgii i sentymentu, zastępując je bukietem chemicznych aromatów i emulatorów smaku, które nie pozostawiają złudzeń co do jakości trunku.

Marny lekarz pozostaje lekarzem, przynajmniej dopóki nie straci prawa wykonywania zawodu. Tak samo nauczyciel czy dziennikarz. Nikt nie twierdzi, że artykuły w tabloidach piszą się same. Tymczasem słowo „design” dotyczy wyłącznie produktów wysokiej jakości. Najlepiej od 100 złotych w górę. Reszta, w powszechnym wyobrażeniu, powstała samorodnie. Nikt nie wymyślał kwitów na poczcie. One po prostu są. Nieuchronnie jak pogoda. Niezmiennie jak klimat. A nawet trwalsze od klimatu, pewniejsze od ustroju, starsze od epoki historycznej. — Marcin Wicha

Zastanawiam się nad wyważeniem książki. Autor krytykuje, jednak nie proponuje niczego w zamian – przynajmniej nie wprost. Powoduje to pewien niedosyt – czy to dobrze, czy źle, ciężko powiedzieć. Niezbyt wyraźnie, jednak diagnoza zostaje postawiona, a jest nią… no właśnie: pozorność, ładność, pycha i poklask. Choć „Jak przestałem kochać design” jest opowieścią o kresie miłości – jak twierdzi autor – to na przekór tytułowi nie można oprzeć się wrażeniu, że jest to krytyka podyktowana miłością i troską o ten nasz polski…

Czy więc warto, tę książkę? Jak cholera. Choć to rodzaj lektury z którą niekoniecznie trzeba się zgodzić w stu procentach, to jednak zdecydowanie otwiera na krytyczne podejście do tego co dumnie dizajnem zwykło się określać i dostrzec jego potrzebę w rzeczach niepozornych i codziennych, życiowych.

World Usability Day 2016 – Kraków

Drugi raz z rzędu – więc wygląda na to że nie przypadkowo – znalazłem się krakowskim WUD. Tym razem niestety, w przeciwieństwie do ubiegłego – a i mam nadzieję, że w przeciwieństwie do przyszłego – roku nie wziąłem udziału w warsztatach. Co się jednak tyczy części wykładowej chciałbym wspomnieć dwie bardzo dobre prezentacje, które łączyło krytyczne, acz konstruktywne myślenie oraz wątpliwości wobec fetyszyzowanej wszem i wobec innowacji, która – jak mówcy zauważyli – często bywa celem samym w sobie.

Autorem pierwszej pierwszej z wspomnianych prezentacji był Jacek Gądecki – socjolog i antropolog społeczno-kulturowy zainteresowany badaniem tego, co w uogólnieniu można nazwać pracą zdalną z domu oraz jej wpływem na przestrzeń domu oraz zachowanie domowników. Na tym się jednak nie skończyło, istotnym problemem jaki został również poruszony było zagęszczanie przestrzeni biurowej, co często jest argumentowane swego rodzaju wytrychem, w postaci teorii na temat intensyfikacji gęstości społecznej i jej rzekomego, pozytywnego wpływu na powstawanie innowacji – podczas, gdy tak naprawdę chodzi o redukcję kosztów i mówiąc bez ogródek, upychanie większej liczby pracowników na mniejszej przestrzeni. Autor opowiadał o obszarze styku antropologii i dizajnu jako styku przeszłości i przyszłości. Prezentacja wyważona, problemowa w lekkim akademickim tonie – super. Ogromnie żałuję, że autor nie zgodził się na nagranie prelekcji i nie mogę wam jej podlinkować – wysłuchanie jej było niewątpliwym plusm bycia na konferencji osobiście. Mam jednak nadzieję, że będzie jeszcze niejedna okazja posłuchać Jacka, więc jeśli wam się takowa nadarzy zdecydowanie skorzystajcie!

Drugą ważną prezentacją była prezentacja Marcina Malickiego – ta jest dostępna w postaci nagrania więc nie będę się rozpisywał, tylko polecę każdemu obejrzeć samodzielnie i obowiązkowo. Marcin rozpoczął od obalenia kilku – jak to określił – farjerskich przekonań na temat projektowania, sprawnie przeszedł przez projektowe, objawione git-prawdy, aby ostatecznie skupić się na roli podejmowania decyzji i brania za nie odpowiedzialności.

„Nie chodzi o to żeby mnożyć wątpliwości, zastanawiać się czy to ja, czy ja się nadaję i tak dalej. Tylko po prostu jest wojna – i my albo oni. Na koniec liczy się ten kto się zdecyduje, ten kto chce to zrobić, a nie ten kto jest najlepszy” — Marcin Malicki – cytat nieco wyrwany z kontekstu.

Świetna prezentacja, przekąsem i humorem przywołująca na myśl „Jak przestałem kochać design” Wichy – i kto wie może nawet nie przypadkowo. Całość poparta historiami z projektowego podwórka Marcina, m.in. z okresu pracy w Centralnym Ośrodku Informatyki i pracą nad projektem dowodu osobistego oraz formularzy dla urzędów.

I jeszcze komentarz „do”, a może raczej „po” prezentacji Estimote. W pewnym sensie ma problem z tego typu prezentacjami i nie chodzi tu nawet o niefortunne porównanie użytkownika do białka, ani też konkretnie o Estimote – któremu bądź co bądź gorąco kibicuję. Oczywiście poruszono kilka ciekawych tematów, jednak wszystko wydało się zamykać w obrębie promocji produktu. Szkoda, bo beakony są niezwykle ciekawym rozwiązaniem i to nawet nie tyle technicznym, co reprezentującym problematykę związaną z gromadzeniem wrażliwych danych, czy też szeroko pojętym smart city, będąc wręcz idealnym pretekstem do dyskusji na ten temat. Na konferencji projektowej, bardzo wskazane jest skupić się na krytycznym i problemowym podejściu do obszaru, czy rozwiązania za którym się stoi. Również w przypadku sponsorów, takie podejście wydaje się być bardziej autentycznym i szczerym, a co za tym idzie o lepszym odbiorze.

Na koniec uśmiech do organizatorów — dobra robota! :)

Zobacz więcej

Ilustracja tytułowa © WUD Kraków

TYPO Berlin: Beyond design — moja selekcja

W maju wziąłem udział TYPO Berlin — beyound design. Nie rozpisywałem się wcześniej na tenże temat na blogu, gdyż w pierwszej kolejności miał zostać popełniony tekst do 2+3D1. Skoro jednak publikację mamy za sobą, myślę, że to dobry czas, żeby i tutaj coś napomknąć. Warto zaznaczyć, że „Subiektywne opinie, obiektywne metody”1 nie jest streszczeniem przytoczonych przeze mnie prezentacji, a raczej skupieniem się na ich części wspólnej, która to jak mi się wydało, aż się prosiła o komentarz. Dlatego też, naprawdę polecam te trzy najlepsze wystąpienia skonsumować w całości – są naprawdę ciekawe i wartościowe. Na koniec wspomnę również w dwóch słowach o tych słabszych wystąpieniach.

Catherine Dixon: To hell with mediocrity – adventure beckons!

If you are not thinking as a designer, I don’t know what you are doing” Catherine Dixon

Catherine poruszyła wiele ciekawych kwestii, począwszy od roli projektanta, jego edukacji i warsztatu, zwracając przy tym uwagę na nierozerwalny związek i konieczność zachowania równowagi pomiędzy warsztatem koncepcyjnym, a tym twardym związanym z projektowaniem jako rzemiosłem.

TYPO Talks Video | TT Blog

Nadine Chahine: Designing for Split Second Clarity

Nadine rozpoczęła od podstaw teoretycznych związanych z psychofizjologią widzenia oraz tego w jaki sposób czytamy, aby ostatecznie przejść do omawiania swoich badań nad czytelnością krojów. W trakcie swojej prezentacji przedstawia niuanse oraz problematykę stosowanych przez swój zespół metodyk, a także ciekawe wyniki tychże badań.

TYPO Talks Video | Designing for Split-Second Clarity — prezentacja (slajdy) | TT Blog

Maxwell Roberts: Round in circles and back again – simplicity coherence and the need for evidence based design

We need to backup design by evidences, we need evidence based design – Maxwell Roberts

Choć wydawała się niepozorną, prezentacja Maxwella była według mnie najlepszą na konferencji. Autor opowiedział o niuansach projektowania map schematycznych oraz o związanymi z tym swoimi badaniami. Podczas prezentacji podniesiono wiele kwestii związanych z u użytecznością map schematycznych oraz przytoczono kilka ciekawostek, jak choćby to, że to londyńska mapa Becka nie była pierwszą miejską mapą schematyczną – Berlin miał taką dwa lata wcześniej!

TYPO Talks Video | TT Blog | Tube Map Central — strona Maxwella Robertsa

Trochę słabości

Na konferencji trafiły się też słabsze prezentacje, a również i takie, o których w pewnym sensie można powiedzieć, że rozczarowywały – co ciekawe, często na największej sali Hall. Można tu przytoczyć pewną – której autora ostatecznie postanowiłem nie wymieniać. Prezentacja choć trochę pompatycznie, rozpoczęła się całkiem zachęcająco. Twarde wypunktowanie zasad dobrego designu, autor wygrzmiał o potrzebie odpowiedzialności i moralności, a także szczerości w projektowaniu – negatywnym przykładem miały być systemy informacji przestrzennej na lotniskach, które według prelegenta, bardziej oprowadzają po sklepach, niż kierują podróżnych do bramek. W pewnym momencie jednak prezentację jakby ręką uciął, a przed największą widownią na konferencji mówca rozpoczął reklamę swojego stoiska oraz butiku, w których to, można było nabyć gadżety z literami. Tu oto posypała się seria slajdów i filmów prezentujących szeroki asortyment kubków, talerzy i poszewek na poduszki. Artefakty te, jak twierdził, miały być powodem do dyskusji na temat problemów typografii. Przez moją głowę przemknęło chłodne – ale bulszit. Można było odnieść wrażenie, że z widowni padły oklaski, tylko czy w tym całym moralizowaniu, król nie okazał się być nagi?

Zobacz również


  1. Sebastian Sikora, Subiektywne opinie, obiektywne metody, 2+3D nr. 60 III/2016 str. 74 

Think (in) Visual Communication

Nieco ponad półtora roku po konferencji odnalazłem nieukończoną notkę z Think in Visual Communication. Cóż, nieukończoną już chyba pozostanie – no chyba, że ktoś mi pomoże – ponieważ notatki z pierwszego dnia najzwyczajniej w świecie acz nieco bezczelnie się nie uchowały. Niemniej i tak miło wrócić pamięcią choćby tylko do dnia drugiego tejże.

Drugi dzień konferencji zaczął się niepozornie. Niels Nielsen opowiedział o wykorzystaniu dźwięku w typografii. Problem w tym, że w zasadzie skomponował kilka dżingli do kilku krojów pisma… Czy były trafionymi propozycjami? Może tak, ale to było raczej działanie artystyczne i bardzo subiektywne, a nie jak można było się spodziewać projektowe. Następnie pokazał, że co prawda za dajmy na to zmianą światła międzyliterowego może iść zmiana dźwięku i to już było interaktywne, ale raczej mało było w tym wszystkim komunikacji wizualnej.

W wystąpieniu Hilary Kenna opowiedziała o swoim projekcie wyszukiwarki treści dla bibliotek. Bardzo ciekawa prezentacja. Powiedzmy, że nic dodać nic ująć. Bardzo na temat, ciekawie i bez zbędnych ozdobników. Tak właśnie powinny wyglądać prezentacje na konferencjach – projekt został problemowo omówiony. Sam projekt z resztą wydaje się być naprawdę ciekawym.

Następny był Walter Bohatsch. Niestety w kajeciku zanotowałem, żeby oglądnąć jego wykład jeszcze raz, bo zacząłem intensywnie o czymś myśleć i nie mogłem się skupić. W skrócie opowiadał o procesie projektowania, ale w mniej praktycznym ujęciu. Można powiedzieć, że taka filozofia dizajnu. Niestety do tej pory nie doszukałem się nagrań z konferencji.

Anne Odling wskazała na problem niskiej jakości projektowania w nauce. Jeśli o mnie chodzi, to z satysfakcją przytaknąłem, bo sam już jakiś czas temu popełniłem wpis na blogu traktujący o tym problemie.

Charis Tsevis w tytule swojej prezentacji miał design thinking, na co się wszyscy nastawili, tymczasem pokazał serię reklamowych ilustracji, czy raczej kolarzy swojego autorstwa, które z design thinking nie miały nic wspólnego.

Na końcu był Oliviero Toscani, który okazał się być idealnym zakończeniem dla konferencji. Miał naprawdę baaardzo mocną prezentację, która chyba najbardziej ze wszystkich zapadła mi w pamięć. Na początku stwierdził – choć to była najprawdopodobniej bajera – że napisał przemowę, ale że jest nudna, więc opowie nam coś o swoim życiu i dorobku. 50 lat światowej kariery to jest w końcu coś. Trochę się bałem kiedy zaczynał, że będzie to pokaz slajdów bez treści, z kilkoma fajnymi zdjęciami. Kiedy jednak przeszedł do rzeczy, całość przybrała charakter grzmiącego kazania – wręcz kościelnego, co poniektórych w tym i mnie przyprawiło o uśmiech – z chwilami, w których napięcie się kumulowało i momentami ciszy. Mówił słusznie i namawiał do odwagi – czego z resztą ostatnio (wtedy) mi było potrzeba. Przyjemnie było słuchać z jaką lekkością mówi: — tutaj mój kumpel Andy (Warhol), tutaj okładka Vogue (jedna, druga, trzecia…), tu okładka Elle (jedna, druga, trzecia…), a tu, w Vogue robiłem szesnastoletnią – nie pamiętam dokładnie dajmy na to – Cindy, a tu Angelina, a tu zaprojektowałem logo dla Esprit, a tu kampania dla United Colors of Benetton…

Tu też mam największy zgryz z całej konferencji. Nie orientuję się dokładnie w działaniach United Colors of Benetton, być może robią bardzo dużo na rzecz akcji humanitarnych, ale tak się zastanawiam, mając przed oczyma zdjęcie z kością [il. powyżej] na ile moralne jest wykorzystywanie retoryki — kupując jesteś przeciwko wojnie, popierasz tolerancję — do promocji sprzedaży odzieży. Oczywiście doceniam, że Toscani z własnej inicjatywy przemyca trudne treści dające mocno do myślenia w postaci reklam, z dwojga złego, to chyba mniejsze zło niż to co prezentuje American Apparel, ale mam z tym jakiś problem – w zasadzie cieszę się, że mam z tym problem.

Ostatecznie wszyscy wyszli fajnie nakręceni, a konferencję uważam za bardzo udaną.

Po konferencji poszedłem do Zachęty na „Postęp i higienę”. Trochę mnie ta wystawa przygasiła, na szczęście tylko trochę, a dała dodatkowo do myślenia w kontekście konferencji.

Zobacz również

Ilustracja tytułowa © Think in Visual Communication — Hanna Grabowska, Hanna Stano

Śląska Rzecz dla wystawy Apetyt na radykalną zmianę. Katowice 1865–2015

Choć na facebooku publikowałem już stosowne posty, to warto nie tylko w gwoli formalności wspomnieć, że wystawa Apetyt na radykalną zmianę. Katowice 1865–2015 – przy której projektowaniu miałem przyjemność współpracować – zdobyła pierwsze miejsce w 11-tej edycji konkursu Śląska Rzecz, w kategorii grafika użytkowa. Wyróżnienie jest niezwykle nobliwe toteż raz jeszcze wypada pogratulować i przybić piątkę wszystkim laureatom oraz współwyróżnionym – gratuluję!
Przy tej okazji raz jeszcze polecę zajrzeć za i przed kulisy Apetytu, gdyż jest to projekt, który wyjątkowo dobrze i chętnie wspominam.

Za kulisami

Przed kulisami

Warto wspomnieć również, że do końca sierpnia w Muzeum Śląskim można zobaczyć wystawę poświęconą tegorocznym laureatom Śląskiej Rzeczy.

Oto i autorzy apetycznego sukcesu

Kuratorzy: Karol Piekarski, Paweł Jaworski; Autorzy wystawy: Bartłomiej Krzemiński, Paulina Urbańska, Waldemar Węgrzyn, Zofia Oslislo, Tomasz Bierkowski, Steffen Fiedler, Justyna Kucharczyk, Stephan Thiel, Sebastian Sikora, Sylwia Widzisz-Pronobis, Katarzyna Wolny; Grupa robocza MapLab: Joanna Mękal, Klaudia Mańka, Agata Janko, Agnieszka Majorek, Daniel Dymek, Krzysztof Gargula, Paweł Marynowski; Projekt graficzny: Zofia Oslislo, Paulina Urbańska, Waldemar Węgrzyn, Sebastian Sikora (współpraca); Animacje: Jan Dybała; Produkcja mapy interaktywnej: Stephan Thiel; Tłumaczenia: Rafał Drewniak; Produkcja: Mariusz Prześlica, Marcin Sroka, Eni Hadyna, Sylwia Tomanek-Alagierska; Uczestnicy warsztatów: Anna Bil, Bartosz Chuderski, Agnieszka Małecka, Ewa Pędzińska, Idalia Smyczyńska, Hanna Stano, Marcin Wysocki, Robert Zając; Konsultacje merytoryczne: Adam Frużyński, Joanna Popanda, Joanna Tofilska, Silesian Centre for Cultural Heritage; Dokumentacja fotograficzna: Bartek Barczyk, Krzysztof Szewczyk; Partnerzy: Muzeum Historii Katowic, Archiwum Państwowe w Katowicach, Śląskie Centrum Dziedzictwa Kulturowego, Archiwum Urzędu Miasta; Specjalne podziękowania: Christopher Burke, Irma Kozina, Robert Krzysztofik

Akceleracjonizm – postkapitalistyczne kołacze bez pracy?

Radical Future and Accelerationism 2016 to zorganizowana przez Uniwersytet Jagieloński konferencja, na której pojawiłem się trochę z ciekawości. Z ciekawości, ponieważ jej tematyka była, dla mnie czymś zupełnie nowym, niemniej jako fan podejścia spekulatywnego szybko dałem się zaciekawić. Koncentrowała się bowiem na eksplorowaniu radykalnych wizji przyszłości, a w szczególności na akceleracjonizmie tj. na socjo-politycznej teorii zakładającej, że obecna forma kapitalizmu, w kontekście współczesnej techniki, wyczerpała już swój potencjał i należy doprowadzić do jej redefinicji. Nie są to puste zarzuty, a tę diagnozę wydaje się potwierdzać choćby Thomas Piketty swoimi badaniami, których wnioski opisał w „Kapitałe XXI wieku”.

Na czym jednak taka redefinicja miałaby polegać? Przede wszystkim należy zaznaczyć, że akceleracjonizm nie zakłada odrzucenia czy negacji obecnego systemu, chodzi raczej o budowanie przyszłości, w oparciu o największe osiągnięciach kapitalizmu. Niezwykle istotnym założeniem jest uwolnienie się od pracy jako przymusu, tj. jedynej drogi zapewniającej ludziom podstawowy byt. Zmiana taka zaczyna być możliwa — a jednocześnie wymuszana – właśnie dzięki rozwojowi technicznemu i technologiom automatyzacji. Tym samym, technika miałaby służyć ludziom, a nie maksymalizacji zysków. Nie chodzi tylko zmiany w obrębie funkcjonowania gospodarki, ale również i społeczeństwa, w świadomości którego praca nie definiowałaby już ludzkiej wartości oraz tożsamości. Przyznam się, że dopiero teraz zauważyłem, że zadając pytanie „kim jesteś?” pytana osoba prawie na pewno odpowie jaką pracę wykonuje, i to nawet, w przypadku kiedy jej nie lubi, a w zanadrzu ma ciekawą pasję. Daje do myślenia?

Zobacz koniecznie

Zobacz również

Ilustracja tytułowa © Radical Future and Accelerationism 2016.

Smart City vs Smart Citizen — czyli co tam na okolicznym froncie

Nieco hurtem pozwolę sobie wspomnieć o tym, co słychać — a warto wspomnieć o przynajmniej dwóch konferencjach oraz dwóch grupach roboczych.

Art+bits

Na Art+bits jestem co roku i muszę przyznać, że tegoroczny festiwal był wyjątkowo mocny! Organizatorzy postawili sobie poprzeczkę naprawdę wysoko – i chapeau bas za to. W Art+bits bardzo cenię refleksyjne podejście do technologicznego hura-optymizmu, zorientowanie w kierunku dizajnu krytycznego, i nie mam na myśli jedynie panelu na temat dizajnu spekulatywnego, ale całościową wymowę konferencji. Oczywiście praktycznego podejścia również nie zabrakło, niemniej towarzyszyło mu bardziej odpowiedzialne niż tylko czysto praktyczno-beztroskie spojrzenie na to, w jakim kierunku zmierza projektowanie naszej codziennej rzeczywistości. Takie podejście wydaje się niezwykle cenne – choćby dlatego, że prowadzi do mniej oczywistych i bardziej przemyślanych – żeby nie powiedzieć lepszych – rozwiązań. Z tego też względu Art+bits kupiło mnie bez dwóch zdań i niecierpliwie czekam na kolejną edycję.

W streszczenia nie będę się zapędzał, bo wszystko co miało zostać już jest napisane i to w dodatku w wyśmienitej formie. Poniżej zamieściłem zestaw linków do artykułów i recenzji konferencji — zachęcam przynajmniej rzucić okiem na każdy z nich.

Zobacz relacje z Art+bits:

World Usability Day Kraków

Na WUD w Krakowie oprócz konferencji brałem również udział w dwóch warsztatach lub raczej – jak to nazywam – sprintach projektowych:

Podczas pierwszego projektowaliśmy aplikację pomagającą poruszać się między terminalami na lotnisku. Jako ciekawostkę wspomnę, że projekty praktycznie wszystkich grup powstały w oparciu o beacony — niby nic w tym dziwnego, a wręcz jest to w pewnym sensie oczywiste… czy może nawet modne… no właśnie — jak dla mnie zabrakło nieco krytycznego podejścia do tej technologii, a za najfajniejsze zaprezentowane rozwiązania uważam te, które wykorzystywały już istniejącą infrastrukturę, nie wymagając wyposażenia wszystkich lotnisk na świecie, w sieć niekompatybilnych z większością telefonów beaconów – choć prawdopodobnie jest to przyszłościowe rozwiązanie.

W ramach drugiego warsztatu, wraz z przedstawicielką Muzeum Narodowego w Krakowie, mając za cel promocję MN zaprojektowaliśmy „demokratyczne” miejsce spotkań i coworkingu, w niezagospodarowanej przestrzeni krakowskiego gmachu głównego — wdrożenie tego rozwiązania, to byłoby naprawdę coś!

Ze względu na warsztaty nie byłem na pierwszych prezentacjach, ale z późniejszych warto wspomnieć o Warsztacie Innowacji Społecznej, który poruszył ciekawą kwestię wpływu produktu na relacje społeczne; Grzegorza Gądka, który opowiadał o otwartości i różnorodności funkcjonalnej, w kontekście rewitalizacji przestrzeni miejskiej oraz Macieja Bartosiewicza mówiącego o poprawianiu użyteczności w aplikacjach państwowych.

Zobacz relacje z WUD Kraków:

Koduj dla Polski Kraków — grupa robocza

Jakiś czas temu brałem udział w Open Culture Hack, w ramach którego zaprojektowaliśmy Kulturnik. Bezpośrednio po tym wydarzeniu pojawił pomysł regularnego spotykania się w Wytwórni, w celu dalszej pracy nad projektami. Nieoczekiwanie, spotkania przekształciły się w grupę roboczą Koduj dla Polski Kraków, a na nich pojawiły się baaaaaaardzo ciekawe dyskusje na dosyć trudne tematy m.in.:

  • Regionalne open data w Małopolsce / Krakowie – kto ma otwierać? jak otwierać? co otwierać? dlaczego otwierać? Dyskusja bardzo praktyczna, zorientowana na konkretne krakowskie problemy i wydaje się, że posiadająca duży potencjał sprawczy – myślę, że coś z tego będzie.
  • Dlaczego formuła hackathonów nie jest skuteczna – tj. dlaczego w ramach tego typu wydarzeń nie powstają działające aplikacje lub rozwiązania, a nawet jeśli już coś działa, nie jest rozwijane, czy nawet utrzymywane.

Spotkania są moderowane przez Dawida Sobolaka z Warsztatu Innowacji Społecznych i na przekór nazwie nie skupiają samych programistów, a bardzo nobliwy, interdyscyplinarny zespół – toteż zapraszam wszystkich chętnych, zainteresowanych wszelką formą innowacji miejskiej – nie tylko tą cyfrową. Na moje oko, zespół ten aspiruje do bicia krakowskim Medialabem, ale ciii… ;)

Medialab Katowice — grupa powietrze

Po warsztatach Air pollution: data-journalism to the rescue z katowickim Medialabie myślimy o powołaniu grupy roboczej, która skupiała by osoby zajmujące się, lub po prostu zainteresowane problemami związanymi z zanieczyszczeniem powietrza. Skądinąd wiadomo, że jest trochę takich osób, natomiast w ramach Medialabu chodzi stworzenie platformy do komunikacji między projektami oraz do wspólnych działań, takich jak wspólne występowanie o konsultacje np. z WIOŚ lub po prostu wspólna praca. Pierwsze spotkanie właśnie zostało przeniesione na styczeń — również zapraszam (chyba najlepiej kontaktować się bezpośrednio ze mną), będzie organizacyjnie i na pewno ciekawie.

Z pomniejszych ciekawostek może warto wspomnieć, że udało mi się wpaść na spotkanie grupy DataKRK i nawiązać kilka fajnych kontaktów, ale o tym może już następnym razem.

Graficzna tabela czasu — diagram Marey’a

Ów diagram, z angielskiego opisywany jako visual timetable jest świetnym przykładem zastosowania podejścia od ogółu do szczegółu w projektowaniu informacji — i prawdę powiedziawszy ze względu na swoją przenikliwość jest jednym z moich ulubionych diagramów. Po raz pierwszy zobaczyłem go niedbale nakreślonego długopisem na warsztatach Medialabu Katowice z Krzysztofem Trzewiczkiem — i pamiętam, że już wtedy zrobił na mnie duże wrażenie — potem natrafiłem na niego w publikacjach Tufte’a. Niestety jest rzadko spotykany, i o kolejne przykłady jego implementacji jest stosunkowo ciężko – więc jeśli takowe wpadną wam w ręce, koniecznie dajcie znać!

Historia

Diagram połączeń kolejowych o którym mowa, został zaprojektowany przez XIX wiecznego, paryskiego inżyniera Charlesa Ybry. W swoim oświadczeniu z 1846 wrażał on nadzieję, że jego wynalazek znajdzie zastosowanie w każdej linii kolejowej, nie tylko w celu prezentacji czasu odjazdów i przyjazdów pociągów, ale i wielu innych istotnych z punktu widzenia organizacji ruchu kolejowego zdarzeń. Miał być pomocny m.in. w wykrywaniu nieprawidłowości przy regulowaniu przejazdów pociągów przez newralgiczne elementy infrastruktury jak mosty i tunele. Ybry wierzył, że wyposażeni w jego diagram motorniczy oraz dróżnicy, będą mogli bardzo dokładnie dostosować prędkość pociągów, tak aby zachować bezpieczne dystanse i bezkolizyjność. Jego metoda planowania miała być na tyle niezawodna, że w wyjątkowych sytuacjach miała umożliwiać bezpieczne wprowadzanie „w locie” na linię dodatkowych pociągów, tym samym diagram miał być doskonałym narzędziem przy układaniu rozkładu jazdy, a uproszczony pełnić rolę informacji przeznaczonej dla pasażerów. Nadziei Ybre’a na szerokie wykorzystanie jego diagramu niestety nigdy nie zrealizowano.

Diagram połączenia kolejowego Paryż–Lion
1. Marey É.J., Graphique de la marche des trains sur un chemin de fer; La Méthode Graphique; Paryż; 1885, str. 20

Diagram przyjęło się nazywać od nazwiska Étienne-Jules Marey’a1, znanego skądinąd pioniera kinematografii, który jest również znany z tego, że wykorzystywał fotografię do analizy ruchu2. Zastosował on diagram Charlesa do zwizualizowania połączenia kolejowego Paryż–Lion [il. 1]. Wizualizacja stała się bardzo znana, co za tym idzie diagram zaczął być kojarzony z nazwiskiem Marey’a, a nie swojego twórcy Yrbygo.

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że tabela czasu z wyspy Java [il. 2] z 1937 opisująca tamtejszą linię kolejową, była tak kompleksowym, a jednocześnie szczegółowym dokumentem, że została sklasyfikowana jako tajna — co więcej, przechwycona przez japońskich szpiegów odegrała rolę w planowaniu inwazji na wyspę w 1942 roku3.

<strong>2.</strong> Rozkład jazdy pociągów na wyspie Java zaprojektowany przez Soerabaja-Djokjakarta w 1937<sup>1</sup>
2. Rozkład jazdy pociągów na wyspie Java zaprojektowany przez Soerabaja-Djokjakarta w 19371

Diagram

Dwoma podstawowymi wymiarami tabeli są czas (zazwyczaj w poziomie, od lewej do prawej) oraz przestrzeń (w pionie). Linie poziome biegnące przez cały diagram wskazują lokalizację ważnych elementów infrastruktury jak np. stacje kolejowe — są one rozmieszczone w odstępach, proporcjonalnie do dystansów w jakich obiekty znajdują się względem siebie w rzeczywistości4. Co charakterystyczne, trójwymiarowa przestrzeń na jakiej rozpostarta jest linia komunikacyjna w rzeczywistości, na diagramie zostaje spłaszczona do jednego wymiaru5 — dobrze to widać na zestawieniu rozkładu jazdy nowojorskiego autobusu z mapą na, której oznaczono przystanki [il. 3].

<strong>3.</strong> Rozkład autobusowy przystanku 14th & Washington Street linii Hudson Place Terminal – New York Port Authority Terminal w Nowym Jorku na dni robocze, soboty oraz niedzielę 1 — © E. Tufte
3. Rozkład autobusowy przystanku 14th & Washington Street linii Hudson Place Terminal – New York Port Authority Terminal w Nowym Jorku na dni robocze, soboty oraz niedzielę 1 — © E. Tufte

Na pionowych marginesach diagramu [il. 2], często umieszczany jest drugi (pionowy) wymiar przestrzeni pokazując góry i doliny, które przecina linia (co za tym idzie nachylenie stoków po jakich poruszają się pociągi — co w ich przypadku jest dosyć istotną informacją), a także w rzucie z góry szczegóły infrastruktury jak struktura bocznic oraz ich wyposażenie. Ukośne linie komunikują wiele informacji — w przypadku tabeli czasu z Java, pozwalają określić lokalizację pociągu w czasie, kierunek w jakim się porusza, jego prędkość (do odczytania z nachylenia linii), typ pociągu oraz sezonowość relacji (wzór jakim linia jest poprowadzona). Z kolei na diagramie nowojorskiej linii autobusowej [il. 3], już na pierwszy rzut oka widać, różnice w częstotliwości kursowania autobusów nie tylko w poszczególne dni, ale i na przestrzeni godzin danego dnia. Co więcej z diagramu stosunkowo łatwo odczytać dokładną godzinę odjazdu i dotarcia autobusu do celu, bez konieczności odwoływania się do tekstowego rozkładu.

<strong>4.</strong> Rozkład Szwajcarskich Kolei Państwowych — Chaux de Fonds (1932) 1
4. Rozkład Szwajcarskich Kolei Państwowych — Chaux de Fonds (1932) 1

Na powyższym diagramie przygotowanym na potrzeby szwajcarskich linii kolejowych [il. 4], łatwo zauważyć, że ukośne linie przecinające się jedynie na stacjach — poszczególne odcinki są elementami całej linii, a pociągi mogą się wyminąć jedynie między nimi na zlokalizowanych na stacjach bocznicach. W przeszłości, planowanie niezorientowane wizualnie tego typu relacji było uciążliwe, tabele Ybry’a okazały się być niezwykle pomocnym i wartościowym narzędziem wspomagającym pracę organizatorów ruchu. Współcześnie zarządzanie ruchem jest wspomagane komputerowo, jednak diagram w dalszym ciągu jest pomocny [il. 5].

<strong>5.</strong> Komputerowo generowany diagram operacyjny Japońskich linii kolejowych Tokaido i Sanyo Shinkansen z 12:00, 25 lutego 1985 — pokój kontroli ruchu w Tokyo 1
5. Komputerowo generowany diagram operacyjny Japońskich linii kolejowych Tokaido i Sanyo Shinkansen z 12:00, 25 lutego 1985 — pokój kontroli ruchu w Tokyo 1

W bardziej codziennym użytku uproszczony diagram Ybry’a może znaleźć zastosowanie np. jako element interfejsu aplikacji do planowania podróży i przesiadek. Rozszerzając poniższy diagram podróży Atlanta–Chicago o kolejne miasto poniżej — podobnie jak to ma miejsce na diagramie Marey’a Paryż–Lion [il. 1] — można łatwo stworzyć interfejs wspomagający komponowanie podróży z przesiadkami.

<strong>6.</strong> Wizualizacja podróży Atlanta–Chicago
6. Wizualizacja podróży Atlanta–Chicago1

Przykładem świetnej interaktywnej implementacji diagramu jest Visualizing MBTA Data: An interactive exploration of Boston’s subway system (Mike Barry, Brian Card). Wraz z pozostałymi wizualizacjami i opisami, diagram Merye’a tworzy niezwykle interesującą infografikę [il. 7] — praktycznie wszystkie wizualizacje są interaktywne — warto się pobawić.

<strong>7.</strong> Visualizing MBTA Data: An interactive exploration of Boston's subway system; https://mbtaviz.github.io
7. Visualizing MBTA Data: An interactive exploration of Boston’s subway system; https://mbtaviz.github.io

  1. Wikipedia: Étienne-Jules Marey 
  2. Boria E.; Mapping Time 
  3. Tufte E.; Envisioning information; 1998 
  4. Tufte E.; The Visual Display of Quantitative Information 
  5. Tufte E.; Graphical timetables; edwardtufte.com 

Wizualizacja danych, czy infografika?

Tekst został opublikowany w Ogólnopolskim kwartalniku projektowym 2+3D nr 57 (IV 2015).


Jakiś czas temu, wczytując się w literaturę na temat wizualizacji danych, zderzyłem się z problemem terminologicznym. Znaczenia przypisywane terminom „wizualizacja danych” i „infografika”, jakie znałem z jednych publikacji, nie potwierdzały się w innych. Czasami wyrażenia były stosowane zamiennie, innym razem funkcjonowały jako przeciwstawne. Szczególnie irytuje, że systematyki jednych autorów wywracają do góry nogami to, co twierdzą inni. Problem nie ogranicza się do materiałów polskojęzycznych. W Polsce tematyka wizualizacji nie jest jeszcze zbyt mocno eksplorowana – więc bałaganu można się spodziewać. Jednak materiały angielskojęzyczne, redagowane przez światowej sławy ekspertów, również nie są spójne w tej kwestii.

Oczywiście, szybko zapytałem wyszukiwarkę internetową o różnicę pomiędzy „wizualizacją danych” a „infografiką”. No cóż, nie ma co ukrywać, że nie byłem pierwszym mierzącym się z tą zagadką, i w wynikach otrzymałem całkiem pokaźną listę odpowiedzi na moje pytanie. Pomysły były przeróżne, niemniej kilka z nich powtarzało się bardzo często – co niestety nie znaczy, że były sensowne i należy je przyjąć do wiadomości, przynajmniej nie bezkrytycznie.

Popularne definicje „wizualizacji danych” i „infografiki”

1. Wizualizacja danych jest tworzona przez komputer, a infografika ręcznie.
To bardzo częsta próba wskazania różnicy. Problem w tym, że efekty końcowe tworzenia ręcznego i generowania komputerowego wizualizacji mogą być identyczne. Generowanie wizualizacji za pomocą komputera bywa o wiele szybsze, jednak manualnie można zrobić to równie precyzyjnie – tym bardziej kiedy używa się aplikacji do projektowania grafiki wektorowej – a zastosowany algorytm będzie tak samo skalowalny jak w przypadku wykonywania go przez komputer. Jedyna różnica to poświęcony czas. Takie postawienie sprawy bardzo trafnie skomentował Piotr Kozłowski: Nie chcę obrażać zwolenników tej tezy, ale to dla mnie absolutny bezsens. Czy samochody składane ręcznie nazywamy inaczej niż te wyjeżdżające z fabryki? 1.

Aby zrozumieć, o co chodzi, wystarczy spojrzeć na diagramy tworzone przez XIX-wiecznych prekursorów wizualizacji danych statystycznych [il. 1, 2, 3]. Nie są to upstrzone ilustracjami kolaże, raczej czysta reprezentacja danych, w której bardziej można dostrzec wynik działania algorytmu programu komputerowego niż odręczne opracowanie – a ich autorzy nie mieli przecież zbyt łatwego dostępu do komputerów…

Omawiana definicja opiera się na prostym kojarzeniu tego, co manualne, z przerostem formy nad treścią, a tego, co minimalistyczne i zorientowane na dane, z wytworem maszyny.
Termin „data visualization” – jak to widać choćby w Google Trends [il. 4] – ma dłuższą historię i względnie stabilną popularność, natomiast „infographic” dopiero niedawno, bo około roku 2010, zaczął być wyszukiwany. Jednak w przeciwieństwie do „wizualizacji danych”, „infografika” bardzo szybko zyskała dużą popularność. Co to oznacza? „Wizualizacja danych” jest terminem od dawna używanym przez wąskie grono specjalistów, natomiast „infografika” zaczęła wchodzić do słownika wraz z popularyzacją atrakcyjnych w odbiorze grafik informacyjnych przeznaczonych dla szerokiego grona odbiorców, które zaczęły się rozlewać po internecie. Trend tworzenia „infografik” na masową skalę, wręcz zagraconych tym, co Edward Tufte nazywa chart junk, jeszcze bardziej wzmacnia skojarzenie, na którym opiera się omawiana definicja. Idąc tropem Tufte’a, można by tę definicję przeformułować, mówiąc, że „wizualizacja danych” ma wysoki współczynnik data-ink 2, a „infografika” – niski. Problem w tym, że przy takim podejściu ten sam wykres, w zależności od jego upstrzenia, raz będzie infografiką, a raz wizualizacją danych – co nie trzyma się kupy.

2. Wizualizacja jest obiektywną reprezentacją danych, a infografika subiektywnym przedstawieniem punktu widzenia autora.
Dobrym puntem wyjścia do zastanowienia się nad tą propozycją będzie cytat z zeszytów naukowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie: „Choć same dane nie mają znaczenia ani celu, to dobór odpowiednich symboli może narzucać lub sugerować ich określoną interpretację” 3.

Każda forma przedstawienia danych, nawet tabela, może mieć charakter perswazyjny – tj. przekonywać odbiorcę do przyjęcia punktu widzenia autora – lub informacyjny, prezentować możliwie kompleksowo i obiektywnie dane zjawisko. Dobrym tego przykładem mogą być diagramy przedstawiające planowaną przez demokratów strukturę służby zdrowia w Stanach Zjednoczonych [il. 5, 6].

Jak widać, za pomocą praktycznie tych samych środków i zbliżonego sposobu przedstawiania można uzyskać skrajnie różne diagramy pod względem odwzorowania struktury. Jeden został celowo przesadnie skomplikowany z pobudek politycznych, drugi natomiast stworzony przez „niezależnego” projektanta, któremu – jak się wydaje – zdecydowanie lepiej poszło przystępne zaprezentowanie zależności. Czy więc jeden diagram powinniśmy nazwać infografiką, a drugi wizualizacją danych? Problem występuje nie tylko w przypadku prezentowania danych w postaci relacji. W zależności od parametrów prostego wykresu – jak np. parametry osi – możemy uzyskać i obiektywny, i subiektywny komunikat. Jak widać, na grafice przedstawiającej konsekwencje wygaśnięcia cięć podatkowych George’a W. Busha w programie telewizji Fox celowo obcięto wykres, tak aby różnica pomiędzy dwiema wartościami wydawała się większa [il. 7]. Na tej samej ilustracji po prawej – poprawny wykres słupkowy prezentujący te same dane. Podobnie jest z doborem kolorów na kartogramie, który może w dużym stopniu wpłynąć na odbiór danych, a co za tym idzie – zmienić charakter grafiki z informacyjnego na perswazyjny. Warto zwrócić uwagę, że w powyższych przykładach to nie dane zostały sfałszowane, a jedynie sposób ich transformacji na postać wizualną został tak dobrany, aby wymowa otrzymanego komunikatu była autorowi na rękę.

3. Infografiki używa się, aby opowiedzieć historię lub odpowiedzieć na pytanie. Wizualizacja danych pozwala odbiorcy odnaleźć własną historię lub odpowiedź.
Nie wszystkie wyszukane próby rozróżnienia okazały się tak rażąco niespójne jak dwa pierwsze przykłady. Powyższy sposób odniesienia się do omawianej kwestii szanuje nasze intuicje i w wielu przypadkach pozwoli rozróżnić infografiki i wizualizacje danych. Niestety, definicja nie jest wyczerpująca, nie wydaje się wystarczająco jasna, żeby posługiwać się nią w dyskusjach, ani dość precyzyjna, żeby analizować za jej pomocą przypadki graniczne, nie jest również pomocna w praktyce projektowej.

4. Infografika i wizualizacja to to samo.
W obliczu przedstawionych powyżej trudności bardzo kuszące i w pewnych przypadkach chyba uzasadnione jest używanie terminów zamiennie. Lecz choć niewątpliwie pojęcia wizualizacji i infografiki wydają się częściowo przenikać, to czy na pewno można postawić między nimi znak równości? Mając na uwadze historię oraz konteksty użycia tych pojęć, warto podjąć próbę ich wyklarowania, aby stały się przydatnymi narzędziami w teorii i praktyce projektowej.

Dane, informacja, wiedza

Aby jednak było to możliwe, trzeba spojrzeć na problem na poziomie elementarnym, a co za tym idzie, w pierwszej kolejności zrozumieć, czym są dane i informacje oraz w jakich relacjach względem siebie się znajdują. Przy czym i w tym przypadku konieczna jest ostrożność. Terminy takie jak dane, informacje, wiedza również bywają problematyczne. Nie tylko w języku potocznym, lecz także używane przez specjalistów teorii informacji czy zarządzania wiedzą – pozostają często niejednoznaczne (co wynika częściowo z ich pierwotnego charakteru).

W ujęciu kognitywistycznym tzw. hierarchia podstawowych pojęć poznawczych ma się następująco: dane są reprezentacją faktów, zazwyczaj wybranymi na potrzeby zapamiętania lub analizowania określonych zjawisk 4. Same dane nie mają celu ani znaczenia 5 – są abstrakcyjne i nie muszą być użyteczne 6. Dane trafiają do świadomości odbiorcy w postaci komunikatu i są przekształcane w informacje poprzez kontekstualizację 7, tj. przez odniesienie do tego, co w rzeczywistości reprezentują, oraz do już istniejącej wiedzy odbiorcy – w ten sposób nadawane jest im znaczenie. Dzięki temu jest możliwa ich interpretacja i zrozumienie. Tak więc informacja to dane zawarte w komunikacie, zinterpretowane przez odbiorcę, mające dla niego znaczenie, a jeśli wnoszą do jego świadomości element nowości – zmniejszają jego niewiedzę, stając się elementem jego wiedzy. Jeśli jednak komunikat zawierający dane nie zostanie zrozumiany, jego treść nie znajdzie zaczepienia w istniejącej już wiedzy, to nie zostanie on zinterpretowany i pozostanie jedynie szumem informacyjnym – o czym często wspomina Krzysztof Lenk 8. Warto wspomnieć, że o ile dane są obiektywnym zapisem faktów, o tyle informacja ma charakter subiektywny, to znaczy jeden komunikat, a tym samym ten sam zestaw danych, może być źródłem różnych informacji dla różnych odbiorców, w zależności od posiadanej przez nich wiedzy, ich indywidualnego systemu konceptualizacji oraz sposobu kontekstualizacji danych. „Wynika z tego, że proces interpretacji danych wymaga posiadania określonej wiedzy o opisywanym świecie i o języku, w którym dane są zapisane. Wiedza odgrywa zatem aktywną rolę w procesie interpretacji danych, nadawania im znaczenia” 9. Nowa wiedza powstaje wskutek wyciągania wniosków z już posiadanej wiedzy oraz otrzymanych informacji w określonym kontekście.

Próba definicji

Wizualizacja danych

Wizualizacja danych to proces transformacji danych do postaci wizualnej, tj. do obrazu, lub rezultat takiej transformacji. Wizualizacją można nazwać nie tylko różnego rodzaju grafy, wykresy i diagramy, ale właściwie każdą formę wizualną, która powstała wskutek wykonania na zestawie danych określonego powtarzalnego algorytmu – nieważne, czy za pomocą komputera, czy też manualnie – w tym zapis tekstowy i tabelaryczny. Wizualizacja to również wizualny lub samowizualizujący się zapis danych, jak np. ten pochodzący z dawnych sejsmografów, w których wstrząsy były rejestrowane za pomocą wahadła i najpierw przyjmowały formę graficzną, a dopiero później była możliwa ich transformacja do postaci cyfrowej.

Warto się tu zastanowić nad problemem celowości wizualizacji danych, tj. nad tym, czy sposób kodowania, zapisu danych lub też ich transformacji do postaci wizualnej powinien być podporządkowany czytelności i możliwości ich interpretacji. Innymi słowy, czy wizualizacja musi być użyteczna lub efektywnie komunikować informacje. Wydaje się, że zgodnie z definicją danych 10 i przy założeniu, że wizualizacja jest szczególną formą ich zapisu, można powiedzieć, że jest postacią graficzną jedynie opartą na danych, niekoniecznie realizującą określony cel, czy narzucającą ich interpretację lub mającą sformułowany ówcześnie komunikat. Taka definicja otwiera pole z jednej strony do działań eksploracyjnych, nie do końca mających zdefiniowane cele, a z drugiej do wykorzystania wizualizacji danych w działaniach artystycznych, które w ogóle nie muszą być źródłem informacji, a wciąż mogą być nazywane wizualizacją danych.

Infografika / grafika informacyjna

Wyróżniającą cechą grafiki informacyjnej jest jej – jak łatwo się domyślić – aspekt informacyjny. Wobec tego, co już wiemy o informacji, można powiedzieć, że infografika musi zapewniać danym otoczkę, która z kolei umożliwi ich odniesienie do tego, co opisują, a także do wiedzy odbiorcy. Ale co to właściwie znaczy? Infografika oznacza bardziej kompleksową formę niż wizualizacja danych. Może kierować do odbiorcy jeden lub wiele komunikatów nawzajem się kontekstualizujących, co za tym idzie, wykorzystywać pojedynczą lub wiele wizualizacji danych, może zawierać zredagowany tekst, ilustracje, fotografie itp., wszystko po to, aby zapewnić niezrozumiałym dla odbiorcy danym kontekst i objaśnić, jak je interpretować za pomocą treści, które nawiązują do tego, co już wie. Jak twierdził Kant, „puste pojęcie może się odnieść do jakiejś intuicji empirycznej tylko wówczas, gdy istnieje jakaś aprioryczna zdolność figuratywna, która przygotowuje i wspomaga wtłoczenie nieznanej treści w znaną, zrozumiałą już treść” 11.

Infografika z założenia jest użytecznym i efektywnym źródłem określonych informacji dla danego odbiorcy, jednocześnie już pojedyncza wizualizacja danych, nawet w postaci tabeli lub ilustracja, może funkcjonować jako infografika, kiedy jest źródłem informacji.
Pojawia się jednak pytanie, czy infografika podobnie jak informacja ma charakter subiektywny? Trzymając się definicji, trzeba by stwierdzić, że tak. Specjalistyczne wizualizacje dla laika będą tylko szumem informacyjnym, natomiast dla odbiorcy posiadającego wiedzę, jak je interpretować, będą źródłem konkretnych informacji. Różnicę w pierwszym przypadku będzie czynił opis, jak interpretować, oraz elementy kontekstualizujące, dzięki którym wizualizacja nabierze również dla laika charakteru informacyjnego. Z drugiej jednak strony jeśli zawęzimy grupę docelową i tak zaprojektujemy komunikat, że pojawi się pewność jego poprawnej interpretacji wewnątrz tej grupy, będziemy mieli zawsze do czynienia z infografiką.

Co o tym wszystkim myśleć?

Czemu ma zatem służyć rozróżnianie wizualizacji danych i infografik? Na pewno nie powinno być pretekstem do próżnych sporów słownikowych. Będzie natomiast przydatne w zastanawianiu się, co jest w danej sytuacji celem projektowym, nas projektantów lub autora, którego pracę widzimy. W tym drugim przypadku nie pozwoli dać się nabrać. Kiedy natomiast projektujemy sami, musimy zadać sobie pytanie o cel naszych działań, dlaczego chcemy coś zakomunikować12. Wiedząc dlaczego, możemy zadać sobie pytanie „jak”. Z kolei odpowiedzieć na to pytanie pomoże dalsze doprecyzowanie, m.in. czy nasze działania mają charakter artystyczny czy użytkowy, a jeśli to drugie, to czy wykorzystujemy wizualizację jako narzędzie do eksplorowania danych, dając odbiorcy wolną rękę w poszukiwaniu ewentualnych korelacji (podejście eksploracyjne), czy przedstawiamy zestaw danych, prezentując już określone zależności i wnioski (podejście objaśniające). Czy zależy nam na przekonaniu odbiorcy do konkretnego punktu widzenia, wywołaniu zmiany w zakresie postawy (podejście perswazyjne), czy też na jak najbardziej obiektywnym przedstawieniu problemu, które pozwoli odbiorcy zrozumieć dane zjawisko i dokonać własnych spostrzeżeń, niekoniecznie zgodnych z naszymi (podejście informacyjne) 13.

Kolejne pytanie – jakiego narzędzia powinniśmy użyć? Niewielką ilość danych można sprawnie wyrysować ręcznie, jednak w przypadku dużej liczby danych lub takich danych, które chcemy przetwarzać w czasie rzeczywistym albo interaktywnie, najczęściej konieczne będzie stworzenie dedykowanej aplikacji.

Moim celem nie było postawienie kropki nad i, a jedynie zaznaczenie istnienia problemu, który dodatkowo komplikuje się, kiedy inforgafikę i wizualizację danych umieścimy w szerszym kontekście projektowania informacji, komunikacji wizualnej, projektowania graficznego, grafiki użytkowej itd. Nad wszystkim tym od czasu do czasu warto się zastanowić.

Ilustracja tytułowa © Ogólnopolski kwartalnik projektowy 2+3D


  1. Cytat pochodzi z prywatnej korespondencji autora. 
  2. Pojęcie chart junk i współczynnika data-ink wprowadził Tufte w książce The Visual Display of Quantitative z 1983 roku. Pierwsze oznacza graficzne elementy wykresów i diagramów, które nie są niezbędne w procesie kodowania informacji, drugie niezbędną ilość tuszu potrzebną do zaprezentowania informacji. Im wyższy współczynnik data-ink, tym mniej zbędnych elementów. 
  3. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji;
    www.uci.agh.edu.pl/uczelnia/tad/PSI11/art/Dane_informacje_wiedza.pdf 
  4. Zob. Wiedza, informacja i dane,
    www.inzynieriawiedzy.pl/wiedza/wiedza-informacje-dane 
  5. Zob. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji, dz. cyt. 
  6. Zob. T.H. Davenport, L. Prusak, Working Knowledge,
    Harvard Business Review Press 2000. 
  7. Zob. tamże oraz Wiedza, informacja i dane, dz. cyt. 
  8. Zob. K. Lenk, Wątpliwości projektanta informacji wizualnej, vimeo.com/52745649;
    tenże, Krótkie teksty o sztuce projektowania, Gdańsk [2011], s. 106. 
  9. Zob. Wiedza, informacja i dane, dz. cyt. 
  10. Zob. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji, dz. cyt. 
  11. J.-J. Wunenburger, Filozofia obrazów, tł. T. Stróżyński, Gdańsk 2011, s. 54. 
  12. Zob. R. Kosara, Talk: How to Visualize Data, „Eagereyes: Visualization and Visual Communication”, https://eagereyes.org/talk/talk-how-to-visualize-data 
  13. M. Ciesielska, Komunikacja wizualna w działaniu, http://tworczelaboratorium.weebly.com/uploads/1/0/6/3/10632528/komunikacja_w_dzialaniu.pdf 

Kulturnik — Open Culture Hack

Z małym opóźnieniem donoszę, że nasz Kulturnik, zajął pierwsze miejsce na Open Culture Hack — dziękujemy za wyróżnienie!

O co chodzi? Kulturnik to usługa-narzędzie służące popularyzacji kultury wśród młodych osób. Działamy podobnie jak Endomondo, z tą różnicą, że w zamian za dzielenie się informacjami o swojej aktywności wśród swoich znajomych, użytkownicy Kulturnika będą mogli zdobyć bezpłatne wejściówki na wybrane wydarzenia. Kulturnik aktywizuje również sektor prywatny na rzecz finansowania kultury. Nie jest to jednak serwis społecznościowy choć w założeniu działa w oparciu o zasięg już istniejących serwisów tego typu.

kulturnik2

Zespole! Praca z wami to największa przyjemność — jesteście super! To co zrobiliśmy w tak krótkim czasie to kawał dobrego, rozpracowanego projektu usługi. Praca wszystkich była bardzo ważna, ale pozwolicie, że oznaczę tylko dwoje najwytrwalszych, którzy walczyli ze mną do samego końca.

Zespół na starcie to: Karolina Feluś, Wojciech Olszewski, Sebastian Sikora, Ewelina Czechowicz, Jakub Szewczyk, Filip Zarębiński. Pozostałym zespołom gratulujemy!