5. Międzynarodowa Konferencja Projektowa AGRAFA: Attitudes — postawy kontrowersyjne

No i właśnie Agrafa. Agrafa to wydarzenie w skład którego wchodzą konferencja, konkurs projektów studenckich oraz warsztaty, organizowane przez katowicką ASP. Całość jest poświęcona przede wszystkim projektowaniu graficznemu, acz tematyka z roku na rok, coraz częściej i śmielej wybiega w nieco szersze przestrzenie projektowania doświadczeń użytkownika, czy też usług, poruszając niewizualne aspekty projektowania. Co się tyczy mnie, jako konferencyjny słuchacz na Agrafie pojawiam się od 2012 roku – praktykę tę zresztą mogę wszystkim szczerze polecić. W tym roku była to już piąta edycja, tym razem pod hasłem Attitudes tj. postawy projektantów jakie przyjmują wobec codziennych wyzwań. Organizatorzy konferencji odwołując się do słów Andrzeja Pawłowskiego pytają wprost, czy postawa projektanta ma znaczenie, a jeśli tak, jaki ma wpływ na jego profesję.

„Projektowanie jest postawą projektanta wobec środowiska społecznego i środowiska materialnego. Jednym z jego podstawowych celów jest uczynienie życia szczęśliwym. Jest więc również organizowaniem uczuć, a w każdym wypadku wpływaniem na uczucia” Andrzej Pawłowski, Człowiek – środowisko, Inicjacje, Kraków, 1969

Może dlatego, że z wiekiem robię się nieco wygodny, choć cała konferencja była warta wysłuchania, pozwolę sobie opowiedzieć więcej jedynie o trzecim, ostatnim panelu, który wzbudził chyba najwięcej emocji. Pierwszą prelegentką była tu Karin Langeweld, której prezentacja okazała się być czymś w rodzaju – uderz w stół, a nożyce się odezwą. Ale o tym za chwilę. Karin zaprezentowała swoje portfolio, i choć wiele jej projektów było interaktywnych (jak na przykład interaktywne plakaty, które reagowały na przechodniów) i dobrze się je oglądało, to nie poruszały szczególnie ważnych tematów, a większość z tego co zostało zaprezentowane i powiedziane, można podglądnąć na behance.

Kolejnym prelegentem po Karin był Marek Piekarski – ten gość rozwalił całą konferencję! W pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście. Z tego co mi wiadomo na co dzień anarchista, współwłaściciel księgarni Zemsta, grafik, na konferencji reprezentował Kolektyw Rozbrat czyli grupę anarchistyczną (?) działającą w Poznaniu. Zaczął bardzo skromnie, omawiając działania, kontekst i całą dyskusję jaką prowadzi grupa m.in. z władzami Poznania za pomocą różnego rodzaju prowokacji, w które jest zaangażowane projektowanie (plakaty, wlepki, itp.). Ciekawe wydało mi się, że niekomercyjne wykorzystywanie identyfikacji miasta na plakatach komentujących poczynania lub stwierdzenia miejskich dysydentów, zostało zgłoszone do prokuratury jako nielegalne wykorzystanie własności intelektualnej. Przeszło mi wtedy przez myśl, że być może jest to jeden z powodów, dla których herby nie są zbyt chętnie stosowane przez władze miast. W każdym razie Marek okazał się być absolutnie przebojowym i faktycznie jego prezentacja, z czasem zaczęła przypominać wiecową przemowę z rozrzucaniem propagandowych ulotek włącznie. Taki też miała wpływ na całą widownię – co jakiś czas tylko poszerzając uśmiechy i niedowierzanie. W pewnym momencie szturchnąłem Waldka – Waldek, tej prezentacji nie będzie na youtube! Wystąpienie zakończyło się stwierdzeniem, że czasem warto zrobić sobie przerwę w projektowaniu butelek cocacoli i zaangażować się w coś społecznego, co sprawi, że nasze sąsiedztwo będzie lepsze.

Autorami ostatniej prezentacji byli VeraRuedi Baur. Tutaj właściwie tak jak można było się spodziewać, pokazali garść dojrzałych projektów. Nie można było też nie zauważyć ich nakręcenia wystąpieniem Marka, czemu Ruedi dał wyraz już wcześniej, klaszcząc samotnie. Również Baur podkreślili wagę zaangażowanego projektowania, nawiązując do swojej publikacji z infografikami traktującej o trudnych tematach dotyczących ludzkości, czym jak stwierdzili, mogli nadepnąć na interesy kilku swoich potencjalnych klientów. Co się jednak tyczy mojego odbioru ich prezentacji, spodziewałem się czegoś więcej. Może mając po prostu w pamięci wystąpienie Oliviero Toscani’ego kończące Think (in) Visual Communication spodziewałem czegoś podobnego, a może najzwyczajniej wykład Marka trudno było przebyć pod względem ogólnej ekspresji, nieco bardziej stonowanym osobom.

Po części wykładowej każdego modułu miała miejsce dyskusja, i tu wrócę do nieszczęścia jakie miała Karin. Otóż jak widzicie trafiła do bardzo charakternego panelu, który mocno pobudził wszystkich do nieco wywrotowego myślenia. W pewnym momencie z widowni padło pytanie a propos projektu prezentowanego przez Karin. Był to projekt systemu informacji dla wystawy na której prezentowano narzędzia średniowiecznych tortur. Otóż zwiedzający wystawę dostawali latarkę UV po poświeceniu którą, na pozornie pozbawiony jakichkolwiek dekoracji, czy opisów pomieszczenie pojawiały się komiksowe ilustracje (trochę w stylu kreskówki Scooby Doo), objaśniające czemu służył dany przyrząd. Słuchacz z widowni zapytał więc, czy to w porządku, aby traktować skądinąd tak poważny temat w sposób humorystyczny. Karin odpowiedziała podtrzymując słuszność takiego podejścia, na co nieusatysfakcjonowany rozmówca dopytał, czy dla muzeum w obozie koncentracyjnym również wykorzystałaby tego typu stylistykę. Karin tym razem zaoponowała, że nie, że w tym wypadku faktycznie nie wypada, na co padł argument, że przecież ofiary to ofiary… no i kiedy oni tak sobie od zdania do zdania, nagle wybuchnęli państwo Baur – że według nich to skandal, że wystawa została zaprojektowania w ten sposób i oni sobie nie wyobrażają, aby ich dzieci miałyby oglądać coś takiego! Zapadła cisza, prowadzący panel prawie umarł na scenie, po czym gorączkowo zaczął kończyć dyskusję… czy słusznie? Nie wiem, choć mam wrażenie, że podobnie jak artykuły naukowe tak i projekty powinny być poddawane merytorycznej recenzji – w szczególności jeśli stanowią obiekt prezentacji na konferencji tego typu. Czy powinna to być krytyka publiczna, czy raczej obustronnie ślepa recenzja? Z pewnością, ta druga wykluczyłaby niezręczne sytuacje już w obrębie późniejszej publicznej dyskusji. Tym niemniej uważam, że projektowanie zasługuje na poważniejszą dyskusję niż tylko klikanie lajków na behance. Jakby na to nie spojrzeć wydaje się, że tytułowej analizie postaw stało się zadość.

Jeśli chodzi o samą konferencję chyba najlepszą recenzją powinien być fakt, że już nie mogę się doczekać kolejnej jej edycji. Do zobaczenia więc następnym razem, oby jak najszybciej!

Zobacz więcej


Ilustracja tytułowa © Międzynarodowa Konferencja Projektowa Agrafa (system identyfikacji wizualnej: Paulina Urbańska we współpracy ze studentami, liternictwo Paulina Duźniak)

Think (in) Visual Communication

Nieco ponad półtora roku po konferencji odnalazłem nieukończoną notkę z Think in Visual Communication. Cóż, nieukończoną już chyba pozostanie – no chyba, że ktoś mi pomoże – ponieważ notatki z pierwszego dnia najzwyczajniej w świecie acz nieco bezczelnie się nie uchowały. Niemniej i tak miło wrócić pamięcią choćby tylko do dnia drugiego tejże.

Drugi dzień konferencji zaczął się niepozornie. Niels Nielsen opowiedział o wykorzystaniu dźwięku w typografii. Problem w tym, że w zasadzie skomponował kilka dżingli do kilku krojów pisma… Czy były trafionymi propozycjami? Może tak, ale to było raczej działanie artystyczne i bardzo subiektywne, a nie jak można było się spodziewać projektowe. Następnie pokazał, że co prawda za dajmy na to zmianą światła międzyliterowego może iść zmiana dźwięku i to już było interaktywne, ale raczej mało było w tym wszystkim komunikacji wizualnej.

W wystąpieniu Hilary Kenna opowiedziała o swoim projekcie wyszukiwarki treści dla bibliotek. Bardzo ciekawa prezentacja. Powiedzmy, że nic dodać nic ująć. Bardzo na temat, ciekawie i bez zbędnych ozdobników. Tak właśnie powinny wyglądać prezentacje na konferencjach – projekt został problemowo omówiony. Sam projekt z resztą wydaje się być naprawdę ciekawym.

Następny był Walter Bohatsch. Niestety w kajeciku zanotowałem, żeby oglądnąć jego wykład jeszcze raz, bo zacząłem intensywnie o czymś myśleć i nie mogłem się skupić. W skrócie opowiadał o procesie projektowania, ale w mniej praktycznym ujęciu. Można powiedzieć, że taka filozofia dizajnu. Niestety do tej pory nie doszukałem się nagrań z konferencji.

Anne Odling wskazała na problem niskiej jakości projektowania w nauce. Jeśli o mnie chodzi, to z satysfakcją przytaknąłem, bo sam już jakiś czas temu popełniłem wpis na blogu traktujący o tym problemie.

Charis Tsevis w tytule swojej prezentacji miał design thinking, na co się wszyscy nastawili, tymczasem pokazał serię reklamowych ilustracji, czy raczej kolarzy swojego autorstwa, które z design thinking nie miały nic wspólnego.

Na końcu był Oliviero Toscani, który okazał się być idealnym zakończeniem dla konferencji. Miał naprawdę baaardzo mocną prezentację, która chyba najbardziej ze wszystkich zapadła mi w pamięć. Na początku stwierdził – choć to była najprawdopodobniej bajera – że napisał przemowę, ale że jest nudna, więc opowie nam coś o swoim życiu i dorobku. 50 lat światowej kariery to jest w końcu coś. Trochę się bałem kiedy zaczynał, że będzie to pokaz slajdów bez treści, z kilkoma fajnymi zdjęciami. Kiedy jednak przeszedł do rzeczy, całość przybrała charakter grzmiącego kazania – wręcz kościelnego, co poniektórych w tym i mnie przyprawiło o uśmiech – z chwilami, w których napięcie się kumulowało i momentami ciszy. Mówił słusznie i namawiał do odwagi – czego z resztą ostatnio (wtedy) mi było potrzeba. Przyjemnie było słuchać z jaką lekkością mówi: — tutaj mój kumpel Andy (Warhol), tutaj okładka Vogue (jedna, druga, trzecia…), tu okładka Elle (jedna, druga, trzecia…), a tu, w Vogue robiłem szesnastoletnią – nie pamiętam dokładnie dajmy na to – Cindy, a tu Angelina, a tu zaprojektowałem logo dla Esprit, a tu kampania dla United Colors of Benetton…

Tu też mam największy zgryz z całej konferencji. Nie orientuję się dokładnie w działaniach United Colors of Benetton, być może robią bardzo dużo na rzecz akcji humanitarnych, ale tak się zastanawiam, mając przed oczyma zdjęcie z kością [il. powyżej] na ile moralne jest wykorzystywanie retoryki — kupując jesteś przeciwko wojnie, popierasz tolerancję — do promocji sprzedaży odzieży. Oczywiście doceniam, że Toscani z własnej inicjatywy przemyca trudne treści dające mocno do myślenia w postaci reklam, z dwojga złego, to chyba mniejsze zło niż to co prezentuje American Apparel, ale mam z tym jakiś problem – w zasadzie cieszę się, że mam z tym problem.

Ostatecznie wszyscy wyszli fajnie nakręceni, a konferencję uważam za bardzo udaną.

Po konferencji poszedłem do Zachęty na „Postęp i higienę”. Trochę mnie ta wystawa przygasiła, na szczęście tylko trochę, a dała dodatkowo do myślenia w kontekście konferencji.

Zobacz również

Ilustracja tytułowa © Think in Visual Communication — Hanna Grabowska, Hanna Stano

Graficzna tabela czasu — diagram Marey’a

Ów diagram, z angielskiego opisywany jako visual timetable jest świetnym przykładem zastosowania podejścia od ogółu do szczegółu w projektowaniu informacji — i prawdę powiedziawszy ze względu na swoją przenikliwość jest jednym z moich ulubionych diagramów. Po raz pierwszy zobaczyłem go niedbale nakreślonego długopisem na warsztatach Medialabu Katowice z Krzysztofem Trzewiczkiem — i pamiętam, że już wtedy zrobił na mnie duże wrażenie — potem natrafiłem na niego w publikacjach Tufte’a. Niestety jest rzadko spotykany, i o kolejne przykłady jego implementacji jest stosunkowo ciężko – więc jeśli takowe wpadną wam w ręce, koniecznie dajcie znać!

Historia

Diagram połączeń kolejowych o którym mowa, został zaprojektowany przez XIX wiecznego, paryskiego inżyniera Charlesa Ybry. W swoim oświadczeniu z 1846 wrażał on nadzieję, że jego wynalazek znajdzie zastosowanie w każdej linii kolejowej, nie tylko w celu prezentacji czasu odjazdów i przyjazdów pociągów, ale i wielu innych istotnych z punktu widzenia organizacji ruchu kolejowego zdarzeń. Miał być pomocny m.in. w wykrywaniu nieprawidłowości przy regulowaniu przejazdów pociągów przez newralgiczne elementy infrastruktury jak mosty i tunele. Ybry wierzył, że wyposażeni w jego diagram motorniczy oraz dróżnicy, będą mogli bardzo dokładnie dostosować prędkość pociągów, tak aby zachować bezpieczne dystanse i bezkolizyjność. Jego metoda planowania miała być na tyle niezawodna, że w wyjątkowych sytuacjach miała umożliwiać bezpieczne wprowadzanie „w locie” na linię dodatkowych pociągów, tym samym diagram miał być doskonałym narzędziem przy układaniu rozkładu jazdy, a uproszczony pełnić rolę informacji przeznaczonej dla pasażerów. Nadziei Ybre’a na szerokie wykorzystanie jego diagramu niestety nigdy nie zrealizowano.

Diagram połączenia kolejowego Paryż–Lion
1. Marey É.J., Graphique de la marche des trains sur un chemin de fer; La Méthode Graphique; Paryż; 1885, str. 20

Diagram przyjęło się nazywać od nazwiska Étienne-Jules Marey’a1, znanego skądinąd pioniera kinematografii, który jest również znany z tego, że wykorzystywał fotografię do analizy ruchu2. Zastosował on diagram Charlesa do zwizualizowania połączenia kolejowego Paryż–Lion [il. 1]. Wizualizacja stała się bardzo znana, co za tym idzie diagram zaczął być kojarzony z nazwiskiem Marey’a, a nie swojego twórcy Yrbygo.

Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że tabela czasu z wyspy Java [il. 2] z 1937 opisująca tamtejszą linię kolejową, była tak kompleksowym, a jednocześnie szczegółowym dokumentem, że została sklasyfikowana jako tajna — co więcej, przechwycona przez japońskich szpiegów odegrała rolę w planowaniu inwazji na wyspę w 1942 roku3.

<strong>2.</strong> Rozkład jazdy pociągów na wyspie Java zaprojektowany przez Soerabaja-Djokjakarta w 1937<sup>1</sup>
2. Rozkład jazdy pociągów na wyspie Java zaprojektowany przez Soerabaja-Djokjakarta w 19371

Diagram

Dwoma podstawowymi wymiarami tabeli są czas (zazwyczaj w poziomie, od lewej do prawej) oraz przestrzeń (w pionie). Linie poziome biegnące przez cały diagram wskazują lokalizację ważnych elementów infrastruktury jak np. stacje kolejowe — są one rozmieszczone w odstępach, proporcjonalnie do dystansów w jakich obiekty znajdują się względem siebie w rzeczywistości4. Co charakterystyczne, trójwymiarowa przestrzeń na jakiej rozpostarta jest linia komunikacyjna w rzeczywistości, na diagramie zostaje spłaszczona do jednego wymiaru5 — dobrze to widać na zestawieniu rozkładu jazdy nowojorskiego autobusu z mapą na, której oznaczono przystanki [il. 3].

<strong>3.</strong> Rozkład autobusowy przystanku 14th & Washington Street linii Hudson Place Terminal – New York Port Authority Terminal w Nowym Jorku na dni robocze, soboty oraz niedzielę 1 — © E. Tufte
3. Rozkład autobusowy przystanku 14th & Washington Street linii Hudson Place Terminal – New York Port Authority Terminal w Nowym Jorku na dni robocze, soboty oraz niedzielę 1 — © E. Tufte

Na pionowych marginesach diagramu [il. 2], często umieszczany jest drugi (pionowy) wymiar przestrzeni pokazując góry i doliny, które przecina linia (co za tym idzie nachylenie stoków po jakich poruszają się pociągi — co w ich przypadku jest dosyć istotną informacją), a także w rzucie z góry szczegóły infrastruktury jak struktura bocznic oraz ich wyposażenie. Ukośne linie komunikują wiele informacji — w przypadku tabeli czasu z Java, pozwalają określić lokalizację pociągu w czasie, kierunek w jakim się porusza, jego prędkość (do odczytania z nachylenia linii), typ pociągu oraz sezonowość relacji (wzór jakim linia jest poprowadzona). Z kolei na diagramie nowojorskiej linii autobusowej [il. 3], już na pierwszy rzut oka widać, różnice w częstotliwości kursowania autobusów nie tylko w poszczególne dni, ale i na przestrzeni godzin danego dnia. Co więcej z diagramu stosunkowo łatwo odczytać dokładną godzinę odjazdu i dotarcia autobusu do celu, bez konieczności odwoływania się do tekstowego rozkładu.

<strong>4.</strong> Rozkład Szwajcarskich Kolei Państwowych — Chaux de Fonds (1932) 1
4. Rozkład Szwajcarskich Kolei Państwowych — Chaux de Fonds (1932) 1

Na powyższym diagramie przygotowanym na potrzeby szwajcarskich linii kolejowych [il. 4], łatwo zauważyć, że ukośne linie przecinające się jedynie na stacjach — poszczególne odcinki są elementami całej linii, a pociągi mogą się wyminąć jedynie między nimi na zlokalizowanych na stacjach bocznicach. W przeszłości, planowanie niezorientowane wizualnie tego typu relacji było uciążliwe, tabele Ybry’a okazały się być niezwykle pomocnym i wartościowym narzędziem wspomagającym pracę organizatorów ruchu. Współcześnie zarządzanie ruchem jest wspomagane komputerowo, jednak diagram w dalszym ciągu jest pomocny [il. 5].

<strong>5.</strong> Komputerowo generowany diagram operacyjny Japońskich linii kolejowych Tokaido i Sanyo Shinkansen z 12:00, 25 lutego 1985 — pokój kontroli ruchu w Tokyo 1
5. Komputerowo generowany diagram operacyjny Japońskich linii kolejowych Tokaido i Sanyo Shinkansen z 12:00, 25 lutego 1985 — pokój kontroli ruchu w Tokyo 1

W bardziej codziennym użytku uproszczony diagram Ybry’a może znaleźć zastosowanie np. jako element interfejsu aplikacji do planowania podróży i przesiadek. Rozszerzając poniższy diagram podróży Atlanta–Chicago o kolejne miasto poniżej — podobnie jak to ma miejsce na diagramie Marey’a Paryż–Lion [il. 1] — można łatwo stworzyć interfejs wspomagający komponowanie podróży z przesiadkami.

<strong>6.</strong> Wizualizacja podróży Atlanta–Chicago
6. Wizualizacja podróży Atlanta–Chicago1

Przykładem świetnej interaktywnej implementacji diagramu jest Visualizing MBTA Data: An interactive exploration of Boston’s subway system (Mike Barry, Brian Card). Wraz z pozostałymi wizualizacjami i opisami, diagram Merye’a tworzy niezwykle interesującą infografikę [il. 7] — praktycznie wszystkie wizualizacje są interaktywne — warto się pobawić.

<strong>7.</strong> Visualizing MBTA Data: An interactive exploration of Boston's subway system; https://mbtaviz.github.io
7. Visualizing MBTA Data: An interactive exploration of Boston’s subway system; https://mbtaviz.github.io

  1. Wikipedia: Étienne-Jules Marey 
  2. Boria E.; Mapping Time 
  3. Tufte E.; Envisioning information; 1998 
  4. Tufte E.; The Visual Display of Quantitative Information 
  5. Tufte E.; Graphical timetables; edwardtufte.com 

Wizualizacja danych, czy infografika?

Tekst został opublikowany w Ogólnopolskim kwartalniku projektowym 2+3D nr 57 (IV 2015).


Jakiś czas temu, wczytując się w literaturę na temat wizualizacji danych, zderzyłem się z problemem terminologicznym. Znaczenia przypisywane terminom „wizualizacja danych” i „infografika”, jakie znałem z jednych publikacji, nie potwierdzały się w innych. Czasami wyrażenia były stosowane zamiennie, innym razem funkcjonowały jako przeciwstawne. Szczególnie irytuje, że systematyki jednych autorów wywracają do góry nogami to, co twierdzą inni. Problem nie ogranicza się do materiałów polskojęzycznych. W Polsce tematyka wizualizacji nie jest jeszcze zbyt mocno eksplorowana – więc bałaganu można się spodziewać. Jednak materiały angielskojęzyczne, redagowane przez światowej sławy ekspertów, również nie są spójne w tej kwestii.

Oczywiście, szybko zapytałem wyszukiwarkę internetową o różnicę pomiędzy „wizualizacją danych” a „infografiką”. No cóż, nie ma co ukrywać, że nie byłem pierwszym mierzącym się z tą zagadką, i w wynikach otrzymałem całkiem pokaźną listę odpowiedzi na moje pytanie. Pomysły były przeróżne, niemniej kilka z nich powtarzało się bardzo często – co niestety nie znaczy, że były sensowne i należy je przyjąć do wiadomości, przynajmniej nie bezkrytycznie.

Popularne definicje „wizualizacji danych” i „infografiki”

1. Wizualizacja danych jest tworzona przez komputer, a infografika ręcznie.
To bardzo częsta próba wskazania różnicy. Problem w tym, że efekty końcowe tworzenia ręcznego i generowania komputerowego wizualizacji mogą być identyczne. Generowanie wizualizacji za pomocą komputera bywa o wiele szybsze, jednak manualnie można zrobić to równie precyzyjnie – tym bardziej kiedy używa się aplikacji do projektowania grafiki wektorowej – a zastosowany algorytm będzie tak samo skalowalny jak w przypadku wykonywania go przez komputer. Jedyna różnica to poświęcony czas. Takie postawienie sprawy bardzo trafnie skomentował Piotr Kozłowski: Nie chcę obrażać zwolenników tej tezy, ale to dla mnie absolutny bezsens. Czy samochody składane ręcznie nazywamy inaczej niż te wyjeżdżające z fabryki? 1.

Aby zrozumieć, o co chodzi, wystarczy spojrzeć na diagramy tworzone przez XIX-wiecznych prekursorów wizualizacji danych statystycznych [il. 1, 2, 3]. Nie są to upstrzone ilustracjami kolaże, raczej czysta reprezentacja danych, w której bardziej można dostrzec wynik działania algorytmu programu komputerowego niż odręczne opracowanie – a ich autorzy nie mieli przecież zbyt łatwego dostępu do komputerów…

Omawiana definicja opiera się na prostym kojarzeniu tego, co manualne, z przerostem formy nad treścią, a tego, co minimalistyczne i zorientowane na dane, z wytworem maszyny.
Termin „data visualization” – jak to widać choćby w Google Trends [il. 4] – ma dłuższą historię i względnie stabilną popularność, natomiast „infographic” dopiero niedawno, bo około roku 2010, zaczął być wyszukiwany. Jednak w przeciwieństwie do „wizualizacji danych”, „infografika” bardzo szybko zyskała dużą popularność. Co to oznacza? „Wizualizacja danych” jest terminem od dawna używanym przez wąskie grono specjalistów, natomiast „infografika” zaczęła wchodzić do słownika wraz z popularyzacją atrakcyjnych w odbiorze grafik informacyjnych przeznaczonych dla szerokiego grona odbiorców, które zaczęły się rozlewać po internecie. Trend tworzenia „infografik” na masową skalę, wręcz zagraconych tym, co Edward Tufte nazywa chart junk, jeszcze bardziej wzmacnia skojarzenie, na którym opiera się omawiana definicja. Idąc tropem Tufte’a, można by tę definicję przeformułować, mówiąc, że „wizualizacja danych” ma wysoki współczynnik data-ink 2, a „infografika” – niski. Problem w tym, że przy takim podejściu ten sam wykres, w zależności od jego upstrzenia, raz będzie infografiką, a raz wizualizacją danych – co nie trzyma się kupy.

2. Wizualizacja jest obiektywną reprezentacją danych, a infografika subiektywnym przedstawieniem punktu widzenia autora.
Dobrym puntem wyjścia do zastanowienia się nad tą propozycją będzie cytat z zeszytów naukowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie: „Choć same dane nie mają znaczenia ani celu, to dobór odpowiednich symboli może narzucać lub sugerować ich określoną interpretację” 3.

Każda forma przedstawienia danych, nawet tabela, może mieć charakter perswazyjny – tj. przekonywać odbiorcę do przyjęcia punktu widzenia autora – lub informacyjny, prezentować możliwie kompleksowo i obiektywnie dane zjawisko. Dobrym tego przykładem mogą być diagramy przedstawiające planowaną przez demokratów strukturę służby zdrowia w Stanach Zjednoczonych [il. 5, 6].

Jak widać, za pomocą praktycznie tych samych środków i zbliżonego sposobu przedstawiania można uzyskać skrajnie różne diagramy pod względem odwzorowania struktury. Jeden został celowo przesadnie skomplikowany z pobudek politycznych, drugi natomiast stworzony przez „niezależnego” projektanta, któremu – jak się wydaje – zdecydowanie lepiej poszło przystępne zaprezentowanie zależności. Czy więc jeden diagram powinniśmy nazwać infografiką, a drugi wizualizacją danych? Problem występuje nie tylko w przypadku prezentowania danych w postaci relacji. W zależności od parametrów prostego wykresu – jak np. parametry osi – możemy uzyskać i obiektywny, i subiektywny komunikat. Jak widać, na grafice przedstawiającej konsekwencje wygaśnięcia cięć podatkowych George’a W. Busha w programie telewizji Fox celowo obcięto wykres, tak aby różnica pomiędzy dwiema wartościami wydawała się większa [il. 7]. Na tej samej ilustracji po prawej – poprawny wykres słupkowy prezentujący te same dane. Podobnie jest z doborem kolorów na kartogramie, który może w dużym stopniu wpłynąć na odbiór danych, a co za tym idzie – zmienić charakter grafiki z informacyjnego na perswazyjny. Warto zwrócić uwagę, że w powyższych przykładach to nie dane zostały sfałszowane, a jedynie sposób ich transformacji na postać wizualną został tak dobrany, aby wymowa otrzymanego komunikatu była autorowi na rękę.

3. Infografiki używa się, aby opowiedzieć historię lub odpowiedzieć na pytanie. Wizualizacja danych pozwala odbiorcy odnaleźć własną historię lub odpowiedź.
Nie wszystkie wyszukane próby rozróżnienia okazały się tak rażąco niespójne jak dwa pierwsze przykłady. Powyższy sposób odniesienia się do omawianej kwestii szanuje nasze intuicje i w wielu przypadkach pozwoli rozróżnić infografiki i wizualizacje danych. Niestety, definicja nie jest wyczerpująca, nie wydaje się wystarczająco jasna, żeby posługiwać się nią w dyskusjach, ani dość precyzyjna, żeby analizować za jej pomocą przypadki graniczne, nie jest również pomocna w praktyce projektowej.

4. Infografika i wizualizacja to to samo.
W obliczu przedstawionych powyżej trudności bardzo kuszące i w pewnych przypadkach chyba uzasadnione jest używanie terminów zamiennie. Lecz choć niewątpliwie pojęcia wizualizacji i infografiki wydają się częściowo przenikać, to czy na pewno można postawić między nimi znak równości? Mając na uwadze historię oraz konteksty użycia tych pojęć, warto podjąć próbę ich wyklarowania, aby stały się przydatnymi narzędziami w teorii i praktyce projektowej.

Dane, informacja, wiedza

Aby jednak było to możliwe, trzeba spojrzeć na problem na poziomie elementarnym, a co za tym idzie, w pierwszej kolejności zrozumieć, czym są dane i informacje oraz w jakich relacjach względem siebie się znajdują. Przy czym i w tym przypadku konieczna jest ostrożność. Terminy takie jak dane, informacje, wiedza również bywają problematyczne. Nie tylko w języku potocznym, lecz także używane przez specjalistów teorii informacji czy zarządzania wiedzą – pozostają często niejednoznaczne (co wynika częściowo z ich pierwotnego charakteru).

W ujęciu kognitywistycznym tzw. hierarchia podstawowych pojęć poznawczych ma się następująco: dane są reprezentacją faktów, zazwyczaj wybranymi na potrzeby zapamiętania lub analizowania określonych zjawisk 4. Same dane nie mają celu ani znaczenia 5 – są abstrakcyjne i nie muszą być użyteczne 6. Dane trafiają do świadomości odbiorcy w postaci komunikatu i są przekształcane w informacje poprzez kontekstualizację 7, tj. przez odniesienie do tego, co w rzeczywistości reprezentują, oraz do już istniejącej wiedzy odbiorcy – w ten sposób nadawane jest im znaczenie. Dzięki temu jest możliwa ich interpretacja i zrozumienie. Tak więc informacja to dane zawarte w komunikacie, zinterpretowane przez odbiorcę, mające dla niego znaczenie, a jeśli wnoszą do jego świadomości element nowości – zmniejszają jego niewiedzę, stając się elementem jego wiedzy. Jeśli jednak komunikat zawierający dane nie zostanie zrozumiany, jego treść nie znajdzie zaczepienia w istniejącej już wiedzy, to nie zostanie on zinterpretowany i pozostanie jedynie szumem informacyjnym – o czym często wspomina Krzysztof Lenk 8. Warto wspomnieć, że o ile dane są obiektywnym zapisem faktów, o tyle informacja ma charakter subiektywny, to znaczy jeden komunikat, a tym samym ten sam zestaw danych, może być źródłem różnych informacji dla różnych odbiorców, w zależności od posiadanej przez nich wiedzy, ich indywidualnego systemu konceptualizacji oraz sposobu kontekstualizacji danych. „Wynika z tego, że proces interpretacji danych wymaga posiadania określonej wiedzy o opisywanym świecie i o języku, w którym dane są zapisane. Wiedza odgrywa zatem aktywną rolę w procesie interpretacji danych, nadawania im znaczenia” 9. Nowa wiedza powstaje wskutek wyciągania wniosków z już posiadanej wiedzy oraz otrzymanych informacji w określonym kontekście.

Próba definicji

Wizualizacja danych

Wizualizacja danych to proces transformacji danych do postaci wizualnej, tj. do obrazu, lub rezultat takiej transformacji. Wizualizacją można nazwać nie tylko różnego rodzaju grafy, wykresy i diagramy, ale właściwie każdą formę wizualną, która powstała wskutek wykonania na zestawie danych określonego powtarzalnego algorytmu – nieważne, czy za pomocą komputera, czy też manualnie – w tym zapis tekstowy i tabelaryczny. Wizualizacja to również wizualny lub samowizualizujący się zapis danych, jak np. ten pochodzący z dawnych sejsmografów, w których wstrząsy były rejestrowane za pomocą wahadła i najpierw przyjmowały formę graficzną, a dopiero później była możliwa ich transformacja do postaci cyfrowej.

Warto się tu zastanowić nad problemem celowości wizualizacji danych, tj. nad tym, czy sposób kodowania, zapisu danych lub też ich transformacji do postaci wizualnej powinien być podporządkowany czytelności i możliwości ich interpretacji. Innymi słowy, czy wizualizacja musi być użyteczna lub efektywnie komunikować informacje. Wydaje się, że zgodnie z definicją danych 10 i przy założeniu, że wizualizacja jest szczególną formą ich zapisu, można powiedzieć, że jest postacią graficzną jedynie opartą na danych, niekoniecznie realizującą określony cel, czy narzucającą ich interpretację lub mającą sformułowany ówcześnie komunikat. Taka definicja otwiera pole z jednej strony do działań eksploracyjnych, nie do końca mających zdefiniowane cele, a z drugiej do wykorzystania wizualizacji danych w działaniach artystycznych, które w ogóle nie muszą być źródłem informacji, a wciąż mogą być nazywane wizualizacją danych.

Infografika / grafika informacyjna

Wyróżniającą cechą grafiki informacyjnej jest jej – jak łatwo się domyślić – aspekt informacyjny. Wobec tego, co już wiemy o informacji, można powiedzieć, że infografika musi zapewniać danym otoczkę, która z kolei umożliwi ich odniesienie do tego, co opisują, a także do wiedzy odbiorcy. Ale co to właściwie znaczy? Infografika oznacza bardziej kompleksową formę niż wizualizacja danych. Może kierować do odbiorcy jeden lub wiele komunikatów nawzajem się kontekstualizujących, co za tym idzie, wykorzystywać pojedynczą lub wiele wizualizacji danych, może zawierać zredagowany tekst, ilustracje, fotografie itp., wszystko po to, aby zapewnić niezrozumiałym dla odbiorcy danym kontekst i objaśnić, jak je interpretować za pomocą treści, które nawiązują do tego, co już wie. Jak twierdził Kant, „puste pojęcie może się odnieść do jakiejś intuicji empirycznej tylko wówczas, gdy istnieje jakaś aprioryczna zdolność figuratywna, która przygotowuje i wspomaga wtłoczenie nieznanej treści w znaną, zrozumiałą już treść” 11.

Infografika z założenia jest użytecznym i efektywnym źródłem określonych informacji dla danego odbiorcy, jednocześnie już pojedyncza wizualizacja danych, nawet w postaci tabeli lub ilustracja, może funkcjonować jako infografika, kiedy jest źródłem informacji.
Pojawia się jednak pytanie, czy infografika podobnie jak informacja ma charakter subiektywny? Trzymając się definicji, trzeba by stwierdzić, że tak. Specjalistyczne wizualizacje dla laika będą tylko szumem informacyjnym, natomiast dla odbiorcy posiadającego wiedzę, jak je interpretować, będą źródłem konkretnych informacji. Różnicę w pierwszym przypadku będzie czynił opis, jak interpretować, oraz elementy kontekstualizujące, dzięki którym wizualizacja nabierze również dla laika charakteru informacyjnego. Z drugiej jednak strony jeśli zawęzimy grupę docelową i tak zaprojektujemy komunikat, że pojawi się pewność jego poprawnej interpretacji wewnątrz tej grupy, będziemy mieli zawsze do czynienia z infografiką.

Co o tym wszystkim myśleć?

Czemu ma zatem służyć rozróżnianie wizualizacji danych i infografik? Na pewno nie powinno być pretekstem do próżnych sporów słownikowych. Będzie natomiast przydatne w zastanawianiu się, co jest w danej sytuacji celem projektowym, nas projektantów lub autora, którego pracę widzimy. W tym drugim przypadku nie pozwoli dać się nabrać. Kiedy natomiast projektujemy sami, musimy zadać sobie pytanie o cel naszych działań, dlaczego chcemy coś zakomunikować12. Wiedząc dlaczego, możemy zadać sobie pytanie „jak”. Z kolei odpowiedzieć na to pytanie pomoże dalsze doprecyzowanie, m.in. czy nasze działania mają charakter artystyczny czy użytkowy, a jeśli to drugie, to czy wykorzystujemy wizualizację jako narzędzie do eksplorowania danych, dając odbiorcy wolną rękę w poszukiwaniu ewentualnych korelacji (podejście eksploracyjne), czy przedstawiamy zestaw danych, prezentując już określone zależności i wnioski (podejście objaśniające). Czy zależy nam na przekonaniu odbiorcy do konkretnego punktu widzenia, wywołaniu zmiany w zakresie postawy (podejście perswazyjne), czy też na jak najbardziej obiektywnym przedstawieniu problemu, które pozwoli odbiorcy zrozumieć dane zjawisko i dokonać własnych spostrzeżeń, niekoniecznie zgodnych z naszymi (podejście informacyjne) 13.

Kolejne pytanie – jakiego narzędzia powinniśmy użyć? Niewielką ilość danych można sprawnie wyrysować ręcznie, jednak w przypadku dużej liczby danych lub takich danych, które chcemy przetwarzać w czasie rzeczywistym albo interaktywnie, najczęściej konieczne będzie stworzenie dedykowanej aplikacji.

Moim celem nie było postawienie kropki nad i, a jedynie zaznaczenie istnienia problemu, który dodatkowo komplikuje się, kiedy inforgafikę i wizualizację danych umieścimy w szerszym kontekście projektowania informacji, komunikacji wizualnej, projektowania graficznego, grafiki użytkowej itd. Nad wszystkim tym od czasu do czasu warto się zastanowić.

Ilustracja tytułowa © Ogólnopolski kwartalnik projektowy 2+3D


  1. Cytat pochodzi z prywatnej korespondencji autora. 
  2. Pojęcie chart junk i współczynnika data-ink wprowadził Tufte w książce The Visual Display of Quantitative z 1983 roku. Pierwsze oznacza graficzne elementy wykresów i diagramów, które nie są niezbędne w procesie kodowania informacji, drugie niezbędną ilość tuszu potrzebną do zaprezentowania informacji. Im wyższy współczynnik data-ink, tym mniej zbędnych elementów. 
  3. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji;
    www.uci.agh.edu.pl/uczelnia/tad/PSI11/art/Dane_informacje_wiedza.pdf 
  4. Zob. Wiedza, informacja i dane,
    www.inzynieriawiedzy.pl/wiedza/wiedza-informacje-dane 
  5. Zob. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji, dz. cyt. 
  6. Zob. T.H. Davenport, L. Prusak, Working Knowledge,
    Harvard Business Review Press 2000. 
  7. Zob. tamże oraz Wiedza, informacja i dane, dz. cyt. 
  8. Zob. K. Lenk, Wątpliwości projektanta informacji wizualnej, vimeo.com/52745649;
    tenże, Krótkie teksty o sztuce projektowania, Gdańsk [2011], s. 106. 
  9. Zob. Wiedza, informacja i dane, dz. cyt. 
  10. Zob. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji, dz. cyt. 
  11. J.-J. Wunenburger, Filozofia obrazów, tł. T. Stróżyński, Gdańsk 2011, s. 54. 
  12. Zob. R. Kosara, Talk: How to Visualize Data, „Eagereyes: Visualization and Visual Communication”, https://eagereyes.org/talk/talk-how-to-visualize-data 
  13. M. Ciesielska, Komunikacja wizualna w działaniu, http://tworczelaboratorium.weebly.com/uploads/1/0/6/3/10632528/komunikacja_w_dzialaniu.pdf 

Edward L. Youmans

Ciekawą postacią ze świata grafiki informacyjnej na dziś jest…

Edward Livingston Youmans
1821–1887

Amerykański popularyzator nauki i pionier tego co Richard Feynman określił jako the role of scientific culture in modern society1, pisarz naukowy, wykładowca, założyciel wydawanego do dziś miesięcznika Popular Science (1872) — pierwszego magazynu traktującego o nauce, zaadresowanego do ogółu społeczeństwa — mówiono o nim interpreter of science for the people2.

Z życia i z projektowania

Edward urodził się w Nowym Jorku, jego ojciec był farmerem i mechanikiem, a matka nauczycielką. Można powiedzieć, że już jako trzynastolatek był dociekliwym naukowcem i nauczycielem — za pomocą własnoręcznie wykonanych przyrządów odtwarzał eksperymenty z Natural Philosophy Comstocka, które następnie objaśniał swoim rówieśnikom.

the mind needed rather to be provoked than informed — słowa nauczyciela Youmansa2

Popularyzacja nauki zawsze wiązała się z koniecznością tworzenia skutecznych komunikatów. W celu objaśniania chemii sporządzał proste i przystępne w odbiorze diagramy. Wykorzystywał je również w swoich książkach — już o pierwszej tj. Class-Book of Chemistry mówiono:

At that time a spark of enthusiasm was no more expected in a text-book of chemistry than in a treatise on contingent remainders. But in Youmans’ pages the chemical elements were alive 2

Najbardziej znaną publikacją Youmansa jest ilustrowany infografikami Chemical Atlas; or, the Chemistry of Familiar Objects 3 z 1854 — książka sprzedała się w liczbie 144.000 egzemplarzy.

Prawdopodobnie Youmans inspirował się Euclid’s Elements (1847) Olive’a Byrne’a, gdzie użytko zbliżonego języka wizualnego do kodowania informacji4. Charakterystyczne dla w Atlasie Chemii tegoż, było prezentowanie atomów w postaci kolorowych kwadratów — przy czym każdy pierwiastek miał przyporządkowany kolor, pole kwadratu natomiast, zależało od liczby atomowej (liczby protonów / elektronów) danego pierwiastka. Budowa cząsteczek przypominała zabawę klockami. Różne ich konfiguracje budowały różne cząsteczki i umożliwia różne reakcji. Łącząc je w grupy i zamieniając miejscami można łatwo uzmysłowić sobie modularną budowę i zależności pomiędzy różnymi związkami, a także szybko zrozumieć różne zjawiska jak np. proces spalania.

W XIX w. powszechne było samokształcenie się, dlatego też, ważniejszy od łatwego dostępu do publicznego szkolnictwa, był dostęp do tanich i dobrze zredagowanych książek. Edward dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Na początku swojej kariery zainteresował zjawiskiem rozpowszechnianiem się (dyfuzji) prac naukowych w społeczeństwie. Sam ponawiał ich publikację w Stanach Zjednoczonych, i o ile były ku temu możliwości, robił to za pośrednictwem gazet i periodyków, tak aby dostęp treści był możliwie łatwy i szeroki5. Ostatecznie działania te dały początek założonemu przez niego w 1872 i wydawanemu do dziś miesięcznikowi Popular Science.

W kontekście jego osiągnięć warto wspomnieć, że Youmans od trzynastego roku życia zmagał się z poważnymi problemami ze wzrokiem i przez większość swojego życia był prawie niewidomy.


  1. Maria Popova; How Chemistry Works: Gorgeous Vintage Science Diagrams, 1854; Barin pickinghttp://www.brainpickings.org/2013/01/31/edward-youmans-chemical-atlas 
  2. Royal Society of Chemistry – Edward L. Youmans; www.rsc.org/diversity/175-faces/all-faces/edward-l-youmans 
  3. Youmans Edward Livingston; Chemical atlas, or, The chemistry of familiar objects; 1821-1887; https://archive.org/details/chemicalatlasorc00youm 
  4. John H. Lienhard; Engines of our Ingenuity no. 2063: Edward Youmans; http://www.uh.edu/engines/epi2063.htm 
  5. Wikipedia: Edward L. Youmans; https://en.wikipedia.org/wiki/Edward_L._Youmans 

Make shit happen!

Nie jestem fanem wielkich życiowych guru, którzy mają odpowiedź na wszelkie bolączki w postaci górnolotnych prawd, ani tym bardziej wodzów sprzedających receptę na powszechny dobrobyt, w postaci jakiegoś banału. Czasami jest jednak tak, że wdrożenie pewnych decyzji wymaga solidnego kopa w dupę i jeśli, w takiej sytuacji nie ma nikogo pod ręką, kto powie — nie zastanawiaj się, tylko do cholery do zrób to — wtedy warto rozglądnąć się za taką motywującą głową w internecie. Poniżej cztery pogaduchy do których od czasu do czasu, w razie potrzeby lubię wrócić. Jeśli przydadzą się wam to super, jeśli nie to w zasadzie jeszcze lepiej — warto sprawdzić.

James Victore

Równy gość, projektant i prowadzący skądinąd dobrze znane i lubiane Burning Questionsbio.

It gonna be hard but what’s worst is doing what’s easy. So stop waiting to be enough, stop waiting for a perfect situation—not gonna happen—begin before you will be ready.

Dla projektantów i bardziej zainteresowanych fajny wykład Jamesa na 99U.

Amy Cuddy

Psycholog społeczny. Opowiada o swojej pracy naukowej, ale jak się dalej okazuje nie była dobrze zapowiadającym się naukowcem Harvard Business School, w zasadzie po wypadku samochodowym nie wróżono jej nawet ukończenia studiów — bio.

Fake it ‚til you become it.

Jacek Walkiewicz

Z polskiego podwórka psycholog związany z branżą szkoleniową — może momentami nico pretensjonalny, ale warto — bio.

Dla zainteresowanych jeszcze jedno TEDx’owe wystąpienie Jacka.

III miejsce na Hack4Good 0.6 — Lokalnie

Ostatnio blogowo nieco zamilkłem, więc czas zacząć nadrbiać zaległości! Zacznę od drugiej w tym roku edycji hack4good. Ideii nie będę rozpisywał, możecie o niej przeczytać w moim poście na temat styczniowej edycji oraz na oficjalnej stronie hackathonu. We wrześniowej edycji pochyliliśmy się nad problemami ochrony środowiska, zmian klimatu oraz świadomej konsumpcji.

Co ciekawe w drużynie której byłem członkiem nie było ani jednego programisty co, jak na hackathon było sytuacją dosyć niecodzienną — niemniej jak się później okazało, wcale nie wadą. Praktyki w pracy w multidyscyplinarnym zespole nigdy za wiele — nie ma co ukrywać, że często jest to wyzwaniem samo w sobie — jednak i rezultaty takich działań często są bardzo ciekawe.

Jeśli chodzi o nasz projekt zajęliśmy się na problemem importu żywności, a celem było zachęcenie konsumentów do kupowania lokalnie. Najpierw skupiliśmy się na samym problemie, odkrywając szereg ciekawych zależności i faktów na dziedzinie zdrowia, ochrony środowiska oraz ekonomii. Szybko powstał pomysł, aby podzielić się tymi informacjami z naszymi odbiorcami. Jeśli chodzi o target postawiliśmy na pracę u podstaw, w związku z czym adresatem naszego projektu zostały rodziny z dziećmi. Nie chodzi tylko o wychowywanie najmłodszych, ale o stworzenie pretekstu i pewnej platformy w ramach której dorośli mogliby rozmawiać o odpowiedzialnych zakupach ze swoimi pociechami, tym samym samemu nabywać wiedzy na temat problemu — ot, czasem wystarczy chwila refleksji aby go dostrzec. Ze względu na specyfikę zespołu nie poszliśmy w kodowany produkt. Ostatecznie powstał zestaw faktów i danych na temat kupowania lokalnych i importowanych produktów, a także prosty język wizualny z pomocą którego można przygotować materiały, które posłużą jako pomoc w dyskusji i dydaktyce. Całość została udostępniona na licencji CC BY-NC.

Jako przykład pierwszej implementacji w\w paczki powstał projekt animacji ilustrującej różnice pomiędzy długą, a krótką ścieżką dostaw żywności. Doskonałym przykładem okazało się jabłko. Scenariusz animacji zakłada wykorzystanie kontrastu i pokazanie w pierwszej kolejności ścieżki dostawy polskiemu konsumentowi jabłek z Argentyny (~120.000 km), a następnie takich uprawianych lokalnie tj. do 150 km od docelowego odbiorcy. Scenariusz uwzględnia wcześniej wspomnia fakty i zależności przy tym występujące. Animacja może z łatwością zostać przeprojektowana na info-plakat lub inną formę komunikatu wizualnego.

Pomimo, że powstał szczegółowy scenariusz, grafika i wstępny projekt w After Effects, samej animacji nie ukończyliśmy i biedna czeka na łaskawego animatora, który chciałby poświęcić jej kilka chwil :)

Niestandardowe jak na hackathon podejście zaowocowało III miejscem jakim zostaliśmy uhonorowani — z czego jesteśmy bardzo dumni.

Jeśli chodzi o pozostałe zespoły baaardzo polecam zainteresowanie się projektem Holepatchers, który zajął pierwsze miejsce lokalnie oraz drugie na międzynarodowym szczeblu. Polecam śledzić newsy na profilu na fb — bo dzieje się.

Dla ciekawskich wspomnę jeszcze o drugim miejscu, które zajął projekt FoodSurfing.pl. Ze szczegółami projektu FoodSurfing możecie zapoznać się w prezentacji.

Zobacz więcej

Processing + Arduino + Eclipse (+ Proclipsing) — tutorial

W związku z tym, że ostatnio w ramach Medialab majstrowałem co nieco — postanowiłem opublikować mały tutorial wyjaśniający jak zacząć korzystać z Processing komunikującego się z Arduino a wszystko nie w processingowym edytorku, ale w Eclipse.

Dlaczego warto korzystać z Eclipse?
IDE (o ile w ogóle można o tym edytorku tak powiedzieć) dostarczane wraz z Processing, sprawdza się w przypadku malutkich programików. Jednak w momencie, kiedy nasza aplikacja zaczyna obrastać klasami, jej debugowanie (wyszukiwanie i naprawianie błędów) staje się praktycznie niemożliwe. Nawet w przypadku poszukiwania nie wiadomo gdzie, postawionej nieświadomie kropki, processingowy edytorek lubi się zgubić, a wręcz wprowadzić nas w błąd. Wtedy pozostaje tylko wertowanie całego kodu (wszystkich klas) linijka po linijce — w Eclipse (oraz innych poważnych IDE) takiego problemu nie ma. Błędy w składni są lokalizowane w locie, a do tego mamy do dyspozycji zestaw narzędzi umożliwiających prześledzenie co dzieje się z programem w trakcie jego działania oraz wspomagających zarządzenie kodem oraz całym projektem. Dodatkowo do Eclipse możemy zainstalować plugin Proclipsing ułatwiający pracę z Processing.

A teraz konkrety, czyli jak zacząć korzystać z Processing + Arduino w Eclipse (+ Proclipsing):

  1. Instalujemy Arduinoszczegóły na temat instalacji Arduino na stronie Arduino.
  2. Instalujemy Processingszczegóły na temat instalacji Processing na stronie projektu Processing.
  3. Konfigurujemy Processing oraz Arduino tak aby się ze sobą komunikowały za pomocą podstawowej metody wykorzystującej Firmata (wgrywamy Firmata do Arduino, instalujemy biblioteki Arduino oraz Serial dla Processing, testujemy za pomocą przykładowego kodu, nie zapominając o ustawieniu poprawnego portu COM w ów kodzie) — wszystko krok po kroku jest opisane w instrukcji na Android Playground.
  4. Jeśli wszystko poszło dobrze, przykładowy kod (sekcja Example) wklejony do Processing IDE, powinien się uruchomić i sterować stanem pinu 13 podłączonego Arduino (działanie powinno być również obserwowalne dzięki wbudowanej LED na płytce w pobliżu pinu 13, choć nie wszystkie wersje Arduino takową posiadają).
    Jeśli jednak stan pinu 13 pozostaje bez zmian, Processing nie zwraca żadnego błędu, a diody TX, RX na Arduino nie mrugają, prawdopodobnie podałeś niewłaściwy port COM via który ma się komunikować z Arduino. Metoda println(Arduino.list()); wylistuje wszystkie dostępne porty COM w konsoli, a wchodząc do Arduino IDE następnie menu Tool → Serial Port sprawdzamy pod którym z nich jest podpięte Arduino. W linijce ‚arduino = new Arduino(this, Arduino.list()[XXX], 57600);zaXXX` należy wpisać numer portu COM na którym komunikuje się Arduino z komputerem (w przykładzie domyślnie jest 0, czyli pierwszy na liście).
  5. Instalujemy Eclipse IDE for Java Developers: http://www.eclipse.org/downloads/packages/eclipse-ide-java-developers/indigosr2
  6. Instalujemy Plugin Proclipsing: szczegółowy opis instalacji na stronie Proclipsing.
  7. W Eclipse tworzymy nowy projekt File → New Project → Processing → Processing Project → Next → Podajemy nazwę projektu „Project Name” proponuję ArduinoTest, lokalizację processingu tj. folder w którym znajduje się plik processing.exe „Processing Path” oraz folder z processingowymi projektami „Processing Sketch Path” (łatwo go zlokalizować w Processing IDE: Ctrl+K)
  8. Jeśli wskazaliśmy prawidłowe foldery, w okienkach „Select Libraries” to Import powinny pojawić się checkboxy umożliwiające łatwy import bibliotek do naszego projektu już na starcie — zaznaczamy w górnym serial, w dolnym arduino → klikamy Finish.
  9. W okienku Package Explorer lub Project Explorer rozwijamy nasz projekt ArduinoTest → src → arduinotest → (podwójny klik) ArduinoTest.java
  10. Usuwamy wszystko i wklejamy program testowy:
package arduinotest;

import processing.core.PApplet;
import cc.arduino.*;
import processing.serial.*;

public class ArduinoTest extends PApplet
{

 Arduino arduino;
 int ledPin = 13;

 public void setup()
 {
  println(Arduino.list());
  arduino = new Arduino(this, Arduino.list()[0], 57600);

  //nie zapomnij podać poprawny numer portu COM
  arduino.pinMode(ledPin, Arduino.OUTPUT);
 }

 public void draw()
 {
  arduino.digitalWrite(ledPin, Arduino.HIGH);
  delay(1000);
  arduino.digitalWrite(ledPin, Arduino.LOW);
  delay(1000);
 }
}

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, po uruchomieniu (CTRL+F11), program będzie sterował pinem 13, dokładnie tak, jak to miało miejsce w punkcie 4. kiedy uruchamialiśmy przykładowy program z poziomu Processing IDE.

Jeśli macie pytania, uwagi, coś nie działa, etc. — piszcie, chętnie pomogę :)

Problemy

Jeśli używacie JDK x64/Windows x64 możecie spotkać się z czymś takim:

java.lang.UnsatisfiedLinkError:
D:Eclipse workspaceArduinoTestlibbaseserialrxtxSerial.dll:
Can't load IA 32-bit .dll on a AMD 64-bit platform thrown
while loading gnu.io.RXTXCommDriver java.lang.UnsatisfiedLinkError:
D:Eclipse workspaceArduinoTestlibbaseserialrxtxSerial.dll:
Can't load IA 32-bit .dll on a AMD 64-bit platform
at java.lang.ClassLoader$NativeLibrary.load(Native Method)
at java.lang.ClassLoader.loadLibrary0(Unknown Source)
at java.lang.ClassLoader.loadLibrary(Unknown Source)
at java.lang.Runtime.loadLibrary0(Unknown Source)
at java.lang.System.loadLibrary(Unknown Source)
at gnu.io.CommPortIdentifier.(CommPortIdentifier.java:123)
at processing.serial.Serial.list(Unknown Source)
at cc.arduino.Arduino.list(Arduino.java:139)
at arduinotest.ArduinoTest.setup(ArduinoTest.java:14)
at processing.core.PApplet.handleDraw(Unknown Source)
at processing.core.PApplet.run(Unknown Source)
at java.lang.Thread.run(Unknown Source)
Exception in thread "Animation Thread" java.lang.RuntimeException:
Error inside Serial.ports()
at processing.serial.Serial.errorMessage(Unknown Source)
at processing.serial.Serial.list(Unknown Source)
at cc.arduino.Arduino.list(Arduino.java:139)
at arduinotest.ArduinoTest.setup(ArduinoTest.java:14)
at processing.core.PApplet.handleDraw(Unknown Source)
at processing.core.PApplet.run(Unknown Source)
at java.lang.Thread.run(Unknown Source)

Wynika to z faktu, że plugin Proclipsing, domyślnie ładuje do naszego projektu 32 bitową wersję pliku rxtxSerial.dll obsługującego komunikację z portem szeregowym (COM) — musimy go teraz zastąpić wersją 64 bitową:

  1. W Project Explorer rozwijamy ArduinoTest → lib → base → (prawy przycisk myszy) serial → Import → General → File System → Next
  2. Następnie przy polu From Directory klikamy Browse, wyszukujemy folder z Processingiem (w którym znajduje się plik processing.exe), dalej rozwijamy i wskazujemy modes\java\libraries\serial\library → windows64 → OK
  3. Po prawej stronie zaznaczmy checkbox rxtxSerial.dll → Finish, powinien pojawić się komunikat „Overwrite ‚rxtxSerial.dll’ in folder ‚ArduinoTest\libs\base\serial’?” → Yes.
  4. Po uruchomieniu programu powinno wszystko działać.

Zobacz więcej

Programowanie i elektronika na ASP — kilka słów o warsztatach Processing i Arduino

Jakiś czas temu, a dokładnie od 30.03 do 04.04 na katowickiej ASP można było wziąć udział w warsztatach pt. „Wykorzytanie platformy [Arduino][arduino] do Tworzenia interaktywnych obiektów i instalacji” (prowadzonych przez Pan Generator) oraz warsztatów pt. „Interakcja, projektowanie, programowanie w środowisku Processing” (prowadzonych przez Piotra Ceglarka). Wyzwanie dla prowadzących warsztaty było tym większe, że dla większości osób (głównie studentów ASP) biorących udział w warsztatach, był to pierwszy kontakt z programowaniem oraz projektowaniem układów elektronicznych.
To co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, to entuzjazm i chęć zrozumienia jakimi wszyscy pawali i pomimo tego, że materiał (jak na pierwszy raz) nie był łatwy to, realizacja kolejnych etapów projektów szła naprawdę sprawnie.

Oba wydarzenia uważam za bardzo istotne, jeśli chodzi o edukację projektantów. Chcąc nie chcąc zaawansowane technologie to nasza codzienność i potężne narzędzie. Co więcej nawet na ASP, a może w szczególności tam, nie można od nich uciekać — oczywiście nie chcę zamęczać programowaniem ilustratorów (choć i oni mogą zdobyć w tej materii cenne doświadczenie), ale nie wyobrażam sobie, aby projektanci z zakresu wzornictwa/form przemysłowych, interakcji czy informacji, nie mieli kontaktu z podstawami programowania/wykonywania wstępnych prototypów. Nie twierdzę, że powinni oni biegle programować, ale posiadać wiedzę ogólną w tym zakresie (w szczególności na temat możliwości oraz ograniczeń technologicznych), umożliwiającą wykonanie prostych prac oraz sprawną komunikację z inżynierami/programistami. W Polsce takie podejście do Studentów Akademii Sztuk Pięknych może budzić lekkie zdziwienie, jednak słuchając Jana Kubasiewicza, Agnieszki Szóstek czy Jorge Meza Aguilar, zauważyłem, że studenci w innych krajach w dużej mierze samodzielnie realizują działające instalacje oraz prototypy, często właśnie w oparciu o [Arduino][arduino] i Processing. Mając na uwadze to, oraz zacięcie uczestników w/w warsztatów chyba nie ma wątpliwości, że należy zadbać chociażby podstawową edukację w tym zakresie.

A swoją drogą, ciekaw jestem czy warsztaty te wypłynęły na fali tego co zostało powiedziane na 3. Międzynarodowej Konferencji Projektowej AGRAFA (o której niedawno pisałem)?

Jeśli kogoś temat zainteresował, w najbliższym czasie bo 7–10. czerwca 2012 na katowickiej ASP odbędą się kolejne warsztaty z majsterkowania, a dokładniej Medialab pt. „Interaktywny modularny syntezator dźwięku dla początkujących” (prowadzenie: Ronnie Deelen i Piotrek Ceglarek).

###Zobacz więcej:

3. Międzynarodowa Konferencja Projektowa AGRAFA — w skrócie

Udając się na konferencję miałem nadzieję, usłyszeć na niej choćby częściowe odpowiedzi na przynajmniej kilka z miliona nurtujących mnie pytań. Jednak kiedy się zakończyła, zdałem sobie sprawę, że w głowie mam jeszcze więcej niewiadomych. Nie należy jednak rozumieć tego tak, że wystąpienia nie były dostatecznie merytoryczne — powiedziałbym, że wręcz przeciwnie — pojawienie się nowych pytań jest spowodowane raczej uświadamianiem sobie swojej niewiedzy, a w związku z tym dostrzeżeniem problemów, o których jeszcze niedawno nie miało się pojęcia. To co mnie jednak podbudowało, to to że w wielu kwestiach moje zdanie było zgodne z poglądami referentów, a i w wątpliwościach jak się okazało nie jestem sam — czasem świadomość tego, że myśli się we właściwym kierunku pomaga (mam nadzieję, że i tym razem tak będzie).

Jeśli chodzi o tematykę konferencji odniosłem wrażenie, że nie do końca była ona zrealizowana zgodnie z jej hasłem przewodnim „Badania naukowe w projektowaniu graficznym. Projektowanie graficzne w badaniach naukowych”. Trochę mi brakowało głosu i punktu widzenie osób, nie tyle projektujących, co wykorzystujących projektowanie graficzne i pracę projektantów w swoich działaniach (w tym badaniach naukowych). Nie jestem jednak rozczarowany, charakter całego wydarzenia był bardzo projektowy i ukierunkowany na interakcję — czyli dokładnie tak jak bym sobie tego życzył.

Nie będę się zbytnio rozwodził i analizował poszczególnych wystąpień, postaram się jedynie zarysować ich tematykę.

Jorge Frascara — przedstawił przykłady zastosowania złego designu, postulował także potrzebę prowadzenia badań podczas procesu projektowania, aby takich sytuacji uniknąć.

Severin Wucher — zaprezentował interaktywny stół, który jest używany do prezentacji zbiorów muzeum. Dzięki wielu możliwym wizualizacjom danych, stanowi również narzędzie do prowadzenia badań nad ów zbiorami.

Jan Kubasiewicz — mówił o projektowaniu interakcji w odniesieniu do projektów realizowanych w Dynamic Media Institute and Massachusetts College of Art and Design. Zainteresowanym polecam e-booka „The Experience of Dynamic Media” zawierającego opisy zrealizowanych projektów z ostatnich kilku lat (do pobrania za free, a i dmivideo jest).

Anja Stoffler i Kristofer Oedekoven — opowiedzieli o wystawie Moving Types — letters in motion.

Joachim Sauter — jedno z najciekawszych (jak dla mnie) wystąpień i to nawet nie ze względu na treść — bo projekty Joachima Sautera / Art+com już znałem — ale ze względu na sposób w jaki autor o nich opowiadał. Joachim wręcz zarażał kreatywnością, słuchając jego prezentacji, sam mimowolnie zacząłem bazgrolić nowe pomysły w notatniku, które wręcz obcesowo zaczęły atakować moją głowę.

Indra Kupferschmid — bardzo ciekawa prezentacja problemu klasyfikacji fontów na przykładzie projektu realizowanego dla jednego z dystrybutorów. Autorka opowiadała również o „Frutieryzacji” lotnisk, a także o tym, że (jak można było się spodziewać) badania na własnych studentach nie dają obiektywnych wyników, a jedynie potwierdza tylko to czego się ich nauczyło ;)

Guillermina Noël — zaprezentowała problematykę projektowania materiałów terapeutycznych, dla osób cierpiących na afazję (zaburzenia mowy). Podkreślona została waga jednoznaczności, klarowności, a także kontekstu w procesie projektowania tego typu materiałów.

Marina Emmanouil — omówiła współpracę projektantów, specjalistów oraz użytkowników podczas realizowania projektów.

Alecos Papademos — opowiedział o etapach tworzenia komiksu Logicomix. Wszyscy mieli możliwość zaobserwowania jak począwszy od bardzo ogólnego konceptu krystalizuje się ostateczny produkt. Później stwierdzono, że proces ten przebiega bardzo podobnie, również w przypadku innego typu prac projektowych.

Karel van der Waarde — wyjaśniał przenikające się zależności i etapy zachodzące podczas procesu projektowania. Poruszył również bardzo istotną kwestię, mianowicie w odniesieniu do studentów stwierdził, że pierwszy udany projekt, jaki zrealizują po zakończeniu edukacji, ukształtuje ich karierę nawet na trzydzieści lat do przodu (niezależnie czy się z tym zgodzimy czy też nie, daje do myślenia).

Jorge Meza Aguilar — poruszył problematykę interdyscyplinarności oraz zakresu wiedzy projektantów w kontekście programu ich edukacji. Warto przytoczyć jedną z jego myśli: być może zamiast kolejnego projektu realizowanego przez studentów z cyklu „jak zaprojektować lampę”, może byłoby lepiej porozmawiać o tym czym jest światło, jakie funkcje pełni w społeczeństwie, aby lepiej zrozumieli to co tak naprawdę mają się zaprojektować.

Panel dyskusyjny — bardzo udaną i wartościową częścią konferencji okazał się panel dyskusyjny. Ujawnił kilka istotnych problemów i różnic zdań w szczególności na tematy zawiązane z edukacją projektantów. Dyskutowano o potrzebie kompleksowego i interdyscyplinarnego podejścia do edukacji, jak i o potrzebie zadania sobie pytania jaki zakres wiedzy i umiejętności powinien posiadać projektant. Pytano, czy to aby na pewno dobrze, że uczelnie kształcące projektantów, są zamknięte na specjalistów z innych dziedzin (np. inżynierów, programistów) — tyczy się to w szczególności projektowania form/wzornictwa gdzie znajomość technologii jest niezbędna. Przy okazji, można było zaobserwować różnice w podejściu do edukacji projektowania w Polsce, gdzie jest ono mocno związane ze sztukami pięknymi, a innymi krajami w których coraz częściej projektowanie zaczyna obierać zdecydowanie bardziej utylitarny kierunek.

Niestety, nie jestem w stanie omówić wszystkich wystąpień, ponieważ nie udało mi się być na wszystkich prezentacjach, a na innych z różnych powodów nie robiłem notatek. Niemniej, myślę że ogólny obraz tego co można było usłyszeć i zobaczyć na konferencji zarysowałem.

Inne relacje z konferencji:

Badania naukowe vs projektowanie graficzne — w przeddzień konferencji

Pierwszy stycznia tj. już jutro rozpocznie się 3. Międzynarodowa Konferencja Projektowa, tym razem hasłem „Badania naukowe w projektowaniu graficznym. Projektowanie graficzne w badaniach naukowych.” Wydarzenie jest organizowane przez Wydział Projektowy katowickiej ASP, a wykłady poprowadzą: Alecos Papadatos (GR), Gerard Unger (NL), Jan Kubasiewicz (USA), Joachim Sauter (DE), Jorge Frascara (CA) oraz Lucienne Roberts (UK) — szczegóły na stronie konferencji.

Na uwagę zasługuje przede wszystkim hasło konferencji, które bardzo trafnie przedstawia to co się ostatnimi czasy dzieje w szeroko pojętej nauce oraz projektowaniu graficznym.

Nauka znalazła się etapie, w którym zrozumienie przez przeciętnego człowieka tego czym dokładnie zajmują się naukowcy jest najczęściej niemożliwie — co więcej, sami naukowcy nie są w stanie przełożyć bardzo drobiazgowej wiedzy na na postać powszechnie oczywistą. Jest to o tyle istotne, że badania naukowe potrzebują argumentacji popierającej ich finansowanie. Społeczeństwo coraz bardziej zdystansowane do współczesnej nauki i żyjące w realiach gospodarki konsumpcyjnej, najzwyczajniej potrzebuje motywacji oraz oczywistych korzyści jakie może pozyskać w ramach poczynionych inwestycji. Wytłumaczenie może i cyniczne, ale w dużej mierze prawdziwe w szczególności, dla badań których efekty nie przekładają się bezpośrednio na rozwój gospodarki — poświadczyć mogą min. naukowcy z Fermilabu (tak a propos ostatnich doniesień o bozonie Higgsa). Należy również pamiętać, że samo dojście do pewnych wniosków w ramach badań naukowych i zauważenie problemu często jest jeszcze dalekie od jego rozwiązania. Często zrozumienie problemu przez społeczeństwo jest konieczne tak jak to jest w przypadku ochrony środowiska, poszanowania praw człowieka czy prowadzenia transparentnej polityki.

W tym kontekście projektowanie graficzne jest narzędziem za pomocą, którego jest możliwe tworzenie nośników wiedzy (takich jak materiały edukacyjne), które swoją klarowną formą będą przedstawiały społeczeństwu procesy, fakty oraz złożone informacje w sposób łatwy do interpretacji oraz będą zachęcały do zgłębiania wiedzy, a przez to będą wspierały tworzenia społeczeństwa opartego na niej.

Co ciekawe coraz częściej słyszy się o zorientowaniu projektowania na użytkownika. Niby nic nowego, a jednak w kontekście projektowania interakcji, okazuje się, że praktycznie, każdy projekt powinien być traktowany indywidualnie i dostosowany do wymagań ściśle określonej grupy użytkowników. Określenie takiej grupy, a także jej preferencji i zachowań odbywa się właśnie na podstawie badań, których wyniki mają bezpośredni wpływ na dalsze postępy w danym projekcie. Dzięki temu jest możliwe projektowanie urządzeń, interfejsów, systemów informacji czy nawigacji tak, aby te (z punktu widzenia użytkownika) w magiczny sposób wiedziały czego mu w danej chwili potrzeba i pomagały mu osiągnąć bardziej lub mniej świadome cele.

Czego spodziewam się po konferencji?
Przede wszystkim sporej dawki projektowego pragmatyzmu — czyli tego co lubię.