Racjonalizacja procesu, czyli A Vision Engineering z Tomem Gilbem

W ramach WUD Silesia miałem okazję wziąć udział w warsztatach z Tomem Gilbem. Jeśli chodzi o Toma, jest on jednym z prekursorów zwinnego podejścia do wytwarzania produktów, a w szczególności oprogramowania. Nad pierwszymi projektami realizowanymi w tym duchu, pracował już w latach 60-tych, co jak się wydaje, uzasadnia to, że mówi o sobie Agile Grandpa.

Jeśli miałbym opisać Toma, to napewno wspomniałbym o tym, że jest wyjątkowo energicznym (starszym?) panem, lubiącym nader treściwe slajdy, częste dygresje oraz o tym, że jest znany ze swojego inżynierskiego i racjonalnego podejścia do procesu.

Podczas warsztatów zwrócił szczególną uwagę na trzy zasadnicze aspekty:

  • Aby już na samym początku projektu, zbudować możliwie pełną mapę interesariuszy i relacji między nimi – ważne, aby nie ograniczać się jedynie do tych mających bezpośredni kontakt z produktem lub usługą;
  • Zawsze dostarczać wartości, a nie funkcje, czy rozwiązania;
  • Natomiast wszystko co dostarczamy powinno dać się zmierzyć, a nasze działania dążyć do osiągnięcia mierzalnego – najlepiej w sposób ilościowy – celu.

Można więc powiedzieć, że zwrócił szczególną uwagę na kwantyfikację wszystkich dostarczanych wartości i racjonalizację podejmowanych decyzji w oparciu o metryki – a jak sam stwierdził: zmierzyć można wszystko, nawet miłość. Aktualnie, idea wykorzystywania metryk będących podstawą oceny wytwarzanych rozwiązań nie powinna być niczym, co wymagałoby specjalnego objaśniania. Pomimo tego procesy decyzyjne wielu projektów w dalszym ciągu funkcjonują w oparciu o subiektywne opinie, czy widzimisię np. szefa lub klienta.

W zarysie idea jest prosta i odwołuje się do stwierdzenia, że jeśli nie potrafisz wyrazić czegoś w postaci liczbowej to najprawdopodobniej nie wiesz o czym mówisz1. W praktyce sprowadza się to do jasnego i jednoznacznego określenia celów tudzież skutków jakie planujemy osiągnąć, a które dla odbiorców reprezentują określone wartości. Często okazuje się konieczne przeprowadzenie dekompozycji złożonych wartości na ich składowe. Następnie zdefiniowania dla każdego z nich metody pomiaru oraz kluczowych dla oceny progów. Dopiero mając tak zdefiniowane wymagania możemy skupić się na etapie ideacji, wymyślaniu lepszych i gorszych rozwiązań, a następnie rzetelnie podejść do ich oceny.

Praca w oparciu o racjonalny proces nie zawsze jest łatwa i wymaga pewnej dyscypliny – w szczególności na początku. Jednak takie podejście ma wiele zalet, a z tych bardziej oczywistych warto wspomnieć choćby o tym, że:

  • Wspomaga definiowanie poprawnych wymagań projektowych – chyba każdy projektant zetkną się z zadaniami, które miały niejasno zdefiniowany cel lub były opisem nowego featchera, a nie problemu. Konieczność zmierzenia skuteczności rozwiązania wymusza jasne i jednoznacznie określenie tego, co chcemy osiągnąć, a przy tym skupienie się w pierwszej kolejności nie na kształcie rozwiązania, a na problemie;
  • Świadomość skali zadania – wiedząc dokładnie jak dużą zmianę planujemy, odpowiednio podejdziemy do zarządzania zasobami potrzebnymi na rozwiązanie problemu oraz do projektowania konkretnych rozwiązań;
  • Usprawnia komunikację – dekonstruując złożone problemy, łatwiej je objaśnimy wszystkim interesariuszom, kiedy panuje zgoda co do tego, co jest celem zespołu oraz jaka będzie metoda pomiaru skuteczności rozwiązania, unikamy wielu niepotrzebnych nieporozumień, tak na etapie projektowania jak i akceptacji rozwiązania;
  • Otwieramy się na wiele różnych rozwiązań – celem jest osiągnięcie konkretnego progu metryki, co można osiągnąć na wiele różnych sposobów;
  • Pomaga radzić sobie z błędami poznawczymi – pracując w oparciu wyłącznie o intuicję bardzo łatwo paść ofiarą błędów poznawczych (tak własnych jak i cudzych): zafiksować się na rozwiązaniach, które lubimy lub stracić zdolność spojrzenia na projekt z szerszej perspektywy2. Wcześniej zdefiniowane metryki zapewniają nam utrzymanie sztywnych ram dla oceny rozwiązań, a co za tym idzie ich możliwie obiektywną ocenę;
  • Projekt pod kontrolą – kontrolując na bierząco wiele różnych metryk, mamy kompleksowy obraz tego jak dostarczane feathery i zmiany wpływają na różne aspekty projektu. Trzeba pamiętać, że usprawniając coś w jednym aspekcie, łatwo niepostrzeżenie popsuć coś w innym – metryki pomogą to ujawnić.

Więcej o tym co Tom ma do powiedzenia możecie dowiedzieć się czytając o frameworkach, których jest autorem: Planguage3, EVO4, jego teksty, dostępne również w polskim tłumaczeniu, a także oglądając jego prelekcje (linki poniżej). Jeśli natomiast myślicie o osobistym spotkaniu z Tomem – do czego zachęcam – to cały czas organizuje on warsztaty, a i od czasu do czasu można go spotkać w Polsce, np. na WUD Silesia. Więc warto śledzić internety.

Zobacz również


  1. Parafraza słów Lorda Kelvina: „When you can measure what you are speaking about, and express it in numbers, you know something about it, when you cannot express it in numbers, your knowledge is of a meager and unsatisfactory kind; it may be the beginning of knowledge, but you have scarely, in your thoughts advanced to the stage of science”. 
  2. Zob. D. Kahneman; Pułapki Myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym. 
  3. Zob. T. Gilb; Competitive Engineering: A Handbook For Systems Engineering, Requirements Engineering, and Software Engineering Using Planguage 
  4. Zob. T. Gilb; Evo: The Evolutionary Project Managers Handbook 

World Usability Day 2016 – Kraków

Drugi raz z rzędu – więc wygląda na to że nie przypadkowo – znalazłem się krakowskim WUD. Tym razem niestety, w przeciwieństwie do ubiegłego – a i mam nadzieję, że w przeciwieństwie do przyszłego – roku nie wziąłem udziału w warsztatach. Co się jednak tyczy części wykładowej chciałbym wspomnieć dwie bardzo dobre prezentacje, które łączyło krytyczne, acz konstruktywne myślenie oraz wątpliwości wobec fetyszyzowanej wszem i wobec innowacji, która – jak mówcy zauważyli – często bywa celem samym w sobie.

Autorem pierwszej pierwszej z wspomnianych prezentacji był Jacek Gądecki – socjolog i antropolog społeczno-kulturowy zainteresowany badaniem tego, co w uogólnieniu można nazwać pracą zdalną z domu oraz jej wpływem na przestrzeń domu oraz zachowanie domowników. Na tym się jednak nie skończyło, istotnym problemem jaki został również poruszony było zagęszczanie przestrzeni biurowej, co często jest argumentowane swego rodzaju wytrychem, w postaci teorii na temat intensyfikacji gęstości społecznej i jej rzekomego, pozytywnego wpływu na powstawanie innowacji – podczas, gdy tak naprawdę chodzi o redukcję kosztów i mówiąc bez ogródek, upychanie większej liczby pracowników na mniejszej przestrzeni. Autor opowiadał o obszarze styku antropologii i dizajnu jako styku przeszłości i przyszłości. Prezentacja wyważona, problemowa w lekkim akademickim tonie – super. Ogromnie żałuję, że autor nie zgodził się na nagranie prelekcji i nie mogę wam jej podlinkować – wysłuchanie jej było niewątpliwym plusm bycia na konferencji osobiście. Mam jednak nadzieję, że będzie jeszcze niejedna okazja posłuchać Jacka, więc jeśli wam się takowa nadarzy zdecydowanie skorzystajcie!

Drugą ważną prezentacją była prezentacja Marcina Malickiego – ta jest dostępna w postaci nagrania więc nie będę się rozpisywał, tylko polecę każdemu obejrzeć samodzielnie i obowiązkowo. Marcin rozpoczął od obalenia kilku – jak to określił – farjerskich przekonań na temat projektowania, sprawnie przeszedł przez projektowe, objawione git-prawdy, aby ostatecznie skupić się na roli podejmowania decyzji i brania za nie odpowiedzialności.

„Nie chodzi o to żeby mnożyć wątpliwości, zastanawiać się czy to ja, czy ja się nadaję i tak dalej. Tylko po prostu jest wojna – i my albo oni. Na koniec liczy się ten kto się zdecyduje, ten kto chce to zrobić, a nie ten kto jest najlepszy” — Marcin Malicki – cytat nieco wyrwany z kontekstu.

Świetna prezentacja, przekąsem i humorem przywołująca na myśl „Jak przestałem kochać design” Wichy – i kto wie może nawet nie przypadkowo. Całość poparta historiami z projektowego podwórka Marcina, m.in. z okresu pracy w Centralnym Ośrodku Informatyki i pracą nad projektem dowodu osobistego oraz formularzy dla urzędów.

I jeszcze komentarz „do”, a może raczej „po” prezentacji Estimote. W pewnym sensie ma problem z tego typu prezentacjami i nie chodzi tu nawet o niefortunne porównanie użytkownika do białka, ani też konkretnie o Estimote – któremu bądź co bądź gorąco kibicuję. Oczywiście poruszono kilka ciekawych tematów, jednak wszystko wydało się zamykać w obrębie promocji produktu. Szkoda, bo beakony są niezwykle ciekawym rozwiązaniem i to nawet nie tyle technicznym, co reprezentującym problematykę związaną z gromadzeniem wrażliwych danych, czy też szeroko pojętym smart city, będąc wręcz idealnym pretekstem do dyskusji na ten temat. Na konferencji projektowej, bardzo wskazane jest skupić się na krytycznym i problemowym podejściu do obszaru, czy rozwiązania za którym się stoi. Również w przypadku sponsorów, takie podejście wydaje się być bardziej autentycznym i szczerym, a co za tym idzie o lepszym odbiorze.

Na koniec uśmiech do organizatorów — dobra robota! :)

Zobacz więcej

Ilustracja tytułowa © WUD Kraków

Smart City vs Smart Citizen — czyli co tam na okolicznym froncie

Nieco hurtem pozwolę sobie wspomnieć o tym, co słychać — a warto wspomnieć o przynajmniej dwóch konferencjach oraz dwóch grupach roboczych.

Art+bits

Na Art+bits jestem co roku i muszę przyznać, że tegoroczny festiwal był wyjątkowo mocny! Organizatorzy postawili sobie poprzeczkę naprawdę wysoko – i chapeau bas za to. W Art+bits bardzo cenię refleksyjne podejście do technologicznego hura-optymizmu, zorientowanie w kierunku dizajnu krytycznego, i nie mam na myśli jedynie panelu na temat dizajnu spekulatywnego, ale całościową wymowę konferencji. Oczywiście praktycznego podejścia również nie zabrakło, niemniej towarzyszyło mu bardziej odpowiedzialne niż tylko czysto praktyczno-beztroskie spojrzenie na to, w jakim kierunku zmierza projektowanie naszej codziennej rzeczywistości. Takie podejście wydaje się niezwykle cenne – choćby dlatego, że prowadzi do mniej oczywistych i bardziej przemyślanych – żeby nie powiedzieć lepszych – rozwiązań. Z tego też względu Art+bits kupiło mnie bez dwóch zdań i niecierpliwie czekam na kolejną edycję.

W streszczenia nie będę się zapędzał, bo wszystko co miało zostać już jest napisane i to w dodatku w wyśmienitej formie. Poniżej zamieściłem zestaw linków do artykułów i recenzji konferencji — zachęcam przynajmniej rzucić okiem na każdy z nich.

Zobacz relacje z Art+bits:

World Usability Day Kraków

Na WUD w Krakowie oprócz konferencji brałem również udział w dwóch warsztatach lub raczej – jak to nazywam – sprintach projektowych:

Podczas pierwszego projektowaliśmy aplikację pomagającą poruszać się między terminalami na lotnisku. Jako ciekawostkę wspomnę, że projekty praktycznie wszystkich grup powstały w oparciu o beacony — niby nic w tym dziwnego, a wręcz jest to w pewnym sensie oczywiste… czy może nawet modne… no właśnie — jak dla mnie zabrakło nieco krytycznego podejścia do tej technologii, a za najfajniejsze zaprezentowane rozwiązania uważam te, które wykorzystywały już istniejącą infrastrukturę, nie wymagając wyposażenia wszystkich lotnisk na świecie, w sieć niekompatybilnych z większością telefonów beaconów – choć prawdopodobnie jest to przyszłościowe rozwiązanie.

W ramach drugiego warsztatu, wraz z przedstawicielką Muzeum Narodowego w Krakowie, mając za cel promocję MN zaprojektowaliśmy „demokratyczne” miejsce spotkań i coworkingu, w niezagospodarowanej przestrzeni krakowskiego gmachu głównego — wdrożenie tego rozwiązania, to byłoby naprawdę coś!

Ze względu na warsztaty nie byłem na pierwszych prezentacjach, ale z późniejszych warto wspomnieć o Warsztacie Innowacji Społecznej, który poruszył ciekawą kwestię wpływu produktu na relacje społeczne; Grzegorza Gądka, który opowiadał o otwartości i różnorodności funkcjonalnej, w kontekście rewitalizacji przestrzeni miejskiej oraz Macieja Bartosiewicza mówiącego o poprawianiu użyteczności w aplikacjach państwowych.

Zobacz relacje z WUD Kraków:

Koduj dla Polski Kraków — grupa robocza

Jakiś czas temu brałem udział w Open Culture Hack, w ramach którego zaprojektowaliśmy Kulturnik. Bezpośrednio po tym wydarzeniu pojawił pomysł regularnego spotykania się w Wytwórni, w celu dalszej pracy nad projektami. Nieoczekiwanie, spotkania przekształciły się w grupę roboczą Koduj dla Polski Kraków, a na nich pojawiły się baaaaaaardzo ciekawe dyskusje na dosyć trudne tematy m.in.:

  • Regionalne open data w Małopolsce / Krakowie – kto ma otwierać? jak otwierać? co otwierać? dlaczego otwierać? Dyskusja bardzo praktyczna, zorientowana na konkretne krakowskie problemy i wydaje się, że posiadająca duży potencjał sprawczy – myślę, że coś z tego będzie.
  • Dlaczego formuła hackathonów nie jest skuteczna – tj. dlaczego w ramach tego typu wydarzeń nie powstają działające aplikacje lub rozwiązania, a nawet jeśli już coś działa, nie jest rozwijane, czy nawet utrzymywane.

Spotkania są moderowane przez Dawida Sobolaka z Warsztatu Innowacji Społecznych i na przekór nazwie nie skupiają samych programistów, a bardzo nobliwy, interdyscyplinarny zespół – toteż zapraszam wszystkich chętnych, zainteresowanych wszelką formą innowacji miejskiej – nie tylko tą cyfrową. Na moje oko, zespół ten aspiruje do bicia krakowskim Medialabem, ale ciii… ;)

Medialab Katowice — grupa powietrze

Po warsztatach Air pollution: data-journalism to the rescue z katowickim Medialabie myślimy o powołaniu grupy roboczej, która skupiała by osoby zajmujące się, lub po prostu zainteresowane problemami związanymi z zanieczyszczeniem powietrza. Skądinąd wiadomo, że jest trochę takich osób, natomiast w ramach Medialabu chodzi stworzenie platformy do komunikacji między projektami oraz do wspólnych działań, takich jak wspólne występowanie o konsultacje np. z WIOŚ lub po prostu wspólna praca. Pierwsze spotkanie właśnie zostało przeniesione na styczeń — również zapraszam (chyba najlepiej kontaktować się bezpośrednio ze mną), będzie organizacyjnie i na pewno ciekawie.

Z pomniejszych ciekawostek może warto wspomnieć, że udało mi się wpaść na spotkanie grupy DataKRK i nawiązać kilka fajnych kontaktów, ale o tym może już następnym razem.

Medialab Kraków — design thinking w projektowaniu innowacji na rzecz zmiany społecznej

Jako krakus (taki oryginalny z metką, certyfikatem i hologramem), a także regularny uczestnik projektów katowickiego Medialabu, nie mogłem się powstrzymać od wzięcia udziału w Medialabie krakowskim. Warsztaty są organizowane przez Warsztat Innowacji Społecznych i trwają dwa weekndy, podczas których w multidyscyplinarnych zespołach pracujemy nad rozwiązaniami wcześniej zidentyfikowanych problemów społecznych. W przeciwieństwie do sposobu działania katowickiego Medialabu, który można określić ciągłym (a może nawet instytucjonalnym), krakowski Medialab jest wydarzeniem.

Pierwszorzędnym celem warsztatów jest nauka posługiwania się narzędziami i metodykami czerpiącymi z idei design thinking, drugorzędnym zaś wypracowanie działającego rozwiązania wykorzystującego internet. W związku z tym prace podczas pierwszego weekendu były podporządkowane ścisłemu harmonogramowi. Miało to swoje plusy jak i minusy, niemniej mając na uwadze priorytet edukacji, podejście uważam za bardzo trafne i skuteczne — często mi brakuje sztywnego planu działania podczas różnego rodzaju warsztatów. Podczas drugiego weekndu skupiliśmy się już na pracy, a sposób jej organizacji zależał os samej grupy — u nas było luźno, co nie znaczy że nieskutecznie ;) Oprócz regularnych uczestników każdy z zespołów posiadał przyporządkowanego tzw. mentora czyli moderatora, programistę oraz projektanta grafiki. Takie zaplecze praktycznie zapewniało każdemu zespołowi zdolność wypuszczenia prototypu.

W skrócie przebieg warsztatów wyglądał następująco:

  1. Określenie potencjału i kompetencji zespołu, tego co potrafimy i tego co wiemy;
  2. Zidentyfikowania inspirującego nas problemu;
  3. Określeniu grupy docelowej i jej potrzeb;
  4. Na bazie zidentyfikowanych potrzeb zaproponowanie rozwiązania oraz zaprojektowanie jego funkcjonalności;
  5. Stworzenie prototypu
  6. Opracowanie strategii marketingowej i dotarcie do grupy docelowej.

Zespół, którego byłem członkiem pracował nad serwisem Zróbmy co! dedykowanym przede wszystkim osobom zaraz przed lub bezpośrednio po obranie dyplomu, pracującymi nad swoim pierwszym projektem i mającymi problem ze skompletowaniem multidyscyplinarnego zespołu. Nasz serwis ma pomagać przełamać lody i taki zespół skompletować, niezależnie czy mamy pomysł czy chcemy zaangażować się w ciekawą inicjatywę.

Warsztaty bardzo fajne i edukacyjnie wartościowe — polecam!

Zobacz więcej

Hack4Good 0.5 — Hacking a better world together

Dwa tygodnie temu, w Krakowie miało miejsce bardzo fajne wydarzenie tj. Hack4Good 0.5 Kraków. Hack4Good jest międzynarodową serią hackatonów (ta została organizowana w 30 miastach na całym świecie), zorientowanych na rozwiązywanie prospołecznych problemów zgłoszonych przez m.in. różnego rodzaju NGO oraz aktywistów. Na realizację rozwiązania, począwszy od zebrania zespołu, aż po działającą aplikację było jedynie 48 godzin. Może wydawać się to niewiele, jednak oglądając prezentacje projektów kolejnych grup, trudno było odnieść wrażenie, że jeszcze dwa dni wcześniej nikt nie znał problemu, nad którym będzie pracował.

Oczywiście nie wszystkim i nie wszystko udało się dopiąć na ostatni guzik, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby projekty nie mogły być rozwijane po zakończeniu weekendowego eventu — tak jak się to dzieje z projektem mojego zespołu. Oczywiście całe wydarzenie miało charakter nonprofit w sensie finansowym, bo nawet pomijając nagrody za najlepsze realizacje, profity były naprawdę niezłe — jak choćby wartościowe nowe znajomości.

© Wideorelacja — Marcin Grochowina

###Hack4Good dla Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej
Zespół którego byłem członkiem (w składzie Bartosz Janota, Bartosz Polnik, Radosław Chamot, Sebastian Sikora, Tomasz Abramski), podjął się rozwiązania problemów z jakimi boryka się Wawelska Kooperatywa Spożywcza tj. ułatwienia procesu składania zamówień oraz wspomaganie jej bieżącej działalności. W dużym skrócie kooperatywa spożywcza jest nieformalną grupą ludzi, którzy wspólnie kupują żywność bezpośrednio od lokalnych rolników. Korzyścią takiego rozwiązania jest dobra cena (wynikająca z hurtowej siły nabywczej oraz pominięcia pośredników) i pewne, ekologiczne źródła produktów. Ciekawym aspektem jest również swego rodzaju partycypacja produkcji. Dzięki Ewie (przedstawicielce Wawelskiej Koop) naprawdę nieźle zapoznaliśmy się z życiem i funkcjonowaniem kooperatywy. Podczas researchu udało nam się zidentyfikować kilka obszarów działalności, w stosunku do których mogliśmy zaproponować realne rozwiązania:

  • Zarządzanie zamówieniami;
  • Organizowanie pracy i zadań członków na rzecz kooperatywy;
  • Pozyskiwanie nowych źródeł produktów.

Research



Ostatecznie, ze względu na ograniczenia czasowe zdecydowaliśmy się skupić na problemie zarządzania zamówieniami członkowie–kooperatywa. Jest to podstawowy problem. Dotychczasowa organizacja kooperatywy (w tym składanie zamówień) jest realizowana za pomocą ogólnodostępnego i ogólnoedytowalnego przez członków arkusza kalkulacyjnego. Jak łatwo zauważyć takie rozwiązanie jest bardzo wrażliwe na błędy i na dłuższą metę po prostu niewygodne.

Rozwiązaniem jakie zaprojektowaliśmy, a chłopaki od backendu cały czas realizują, jest autorska aplikacja webowa pomagająca okiełznać cały ten galimatias. Technologia jaką wykorzystuje nasza aplikacja to: JAVA, Spring MVC / Security, Hibernate, JSP, HTML + CSS + Bootstrap. Dodatkowo widząc pewne braki, pozwoliłem sobie na mały redesign logo oraz strony kooperatywy.

Redesign in progress

Jak wspomniałem, prace cały czas trwają, jednak już teraz można powiedzieć, że nasze narzędzie z całą pewnością zostanie wykorzystane przez zaprzyjaźnioną kooperatywę. Oczywiście cały projekt jest otwarty, więc i inne kooperatywy również będą mogły z niego skorzystać, a także w ramach potrzeby rozwinąć czy też zmodyfikować.

I na koniec jeszcze nasza finałowa prezentacja, przedstawiana na koniec eventu. Niestety działanie aplikacji demonstowaliśmy na żywo, z tego względu prezentacja nie zawiera opisu samej aplikacji. Logo również przeszło kolejny, acz już nieco mniejszy redesign, więc zainteresowanych aktuanym stanem projekciku muszę prosić o cierpliwość. Na chwilę obecną rzecz stoi lokalnie, ale jak tylko będzie online — podlinkuję.

Zobacz więcej

Open Data Day — grupa robocza

Tak jak wspominałem w poprzednim poście, 23 lutego to światowy dzień otwartych danych publicznych. Z tej okazji katowicki Medialab przygotował trzy dni hucznych obchodów tj. cały zestaw warsztatów, wykładów oraz spotkań z zaproszonymi gośćmi i specjalistami (również z zagranicy). Co więcej powołano do życia grupę roboczą, która podjęła się prac nad dwoma projektami.


Startujemy

Pierwszy projekt zakładał opracowanie wizualizacji/infografiki na podstawie danych pozyskanych z katowickiego urzędu pracy. Drugim zadaniem było zaprojektowanie na poziomie projektu UX społecznościowo-narzędziowego serwisu internetowego, wspomagającego dzielenie się oraz pracę z danymi (dedykowanego przede wszystkim pracownikom organizacji pozarządowych oraz urzędnikom).








Wstępny szkic infografiki nt. bezrobocia.

Prace grupy roboczej były prowadzone przez w sumie przez 5 dni, nie licząc czasu jaki niektórzy uczestnicy poświęcili dodatkowo na dokończenie projektów indywidualnie.
W efekcie, na chwile obecną, projekt wizualizacji informacji można uważać za prawie skończony, natomiast serwis internetowy jest na etapie zdefiniowanej koncepcji, którą będzie można zaprezentować np. w celu ubiegania sie o dofinansowanie dalszych prac.

To co, mogę powiedzieć od sobie, to że praca w grupie to nie przelewki i warto poświęcić trochę czasu na zaprojektowanie samego procesu projektowego. :)




Struktura i funkcjonalność serwisu wymiany danych.

dodano 16 grudnia 2013

Prezentacja projektu grupy, której członkiem byłem czyli katalogu Daniel:

Zobacz również:

Comic Science — projektowanie graficzne w nauce

Na wstępie, przepraszam za skrót myślowy, ale pisząc o nauce, będę miał na myśli przede wszystkim nauki ścisłe, techniczne.

Czwarty lipca 2012 to wielki dzień dla współczesnej nauki. Podczas konferencji zorganizowanej przez CERN, ogłoszono odkrycie nowej cząstki subatomowej — prawdopodobnie bozonu Higgsa. Cząstki poszukiwanej od ~45-ciu lat, której istnienie jest kluczowe, dla obecnej formy modelu standardowego (najlepszej teoria opisująca budowę materii jaką mamy). Wielkie przedsięwzięcie, najbardziej skomplikowana technika jaką stworzył człowiek, doniosłe odkrycie i jak na ironię, kiedy oczy całego świata zwrócone były ku kolejnym slajdom prezentacji, opisującej meandry doświadczenia oraz jego wyniki — ukazał się… Comic Sans.

Graphic design ∩ Science = Comic Sans

Nie chcę żeby mnie źle zrozumiano — nie zamierzam nikogo wytykać palcem za typograficzne foux pas. Niemniej jednak, całe zajście wydało mi się być dobrą okazją do refleksji, na temat relacji pomiędzy środowiskami związanymi z nauką, a tymi związanymi z projektowaniem graficznym. Otóż wydaje się, że relacje te mają się dosyć słabo, o ile w ogóle o takowych można mówić.

Wizualne nieużytki nauki ciągną się aż po horyzont i nie ma co ukrywać, jest to niepożądany stan rzeczy. Niepożądany z wielu względów. Przede wszystkim jednak dlatego, że kreuje negatywny wizerunek nauki w społeczeństwie. Nauka zaczyna być identyfikowana z czymś nieatrakcyjnym i niedbałym, ale także niezorganizowanym i nielogicznym. Oczywiście nie chodzi mi o to, aby względy estetyczne czy wizerunkowe miały konkurować z merytoryką. W tym wypadku, nawet najlepszy dizajn nie powinien mieć prawa rywalizowania z treścią. Niemniej, często bywa tak, że nową wiedzę lub nowe technologie trzeba „sprzedać” — czy to w obrębie przemysłu, czy też w ramach dystrybucji wiedzy w społeczeństwie. Wtedy, formą przekazywanych informacji możemy w znacznym stopniu pomóc lub zaszkodzić merytoryce. Nie chodzi tu tylko o pierwsze wrażenie, którym możemy zachęcić lub zniechęcić potencjalnego odbiorcę do zapoznania się z treścią. Trzeba również pamiętać o tym, że czytelność oraz forma w jaką jest opakowana treść, ma istotny wpływ na proces interpretacji, uczenia się oraz ewentualną interakcję. Co więcej, warstwa graficzna umożliwia kodowanie (za pomocą kolorów, układu, piktogramów) bardzo wielu informacji i zależności, w sposób bardziej naturalny, a jednocześnie mniej obciążający odbiorcę aniżeli czysty tekst. Ważne jest dlatego, odpowiedzialne i świadome korzystanie ze środków graficznych tak, aby jako warstwa znaczniowa nie generowały sprzecznych i niechcianych skojarzeń lub komunikatów.

Rubierze

W przypadku wspomnianej konferencji CERN — pomimo tego, że wiarygodności i dbałości o szczegóły podczas prowadzenia badań, naukowcom odmówić z całą pewnością nie można, to wizualny aspekt buduje wręcz przeciwne wrażenie — prezentacji niechlujnej, niespójnej i przygotowanej na kolanie, w najlepszym wypadku na użytek wewnętrzny. Niska jakość wizualna prezentacji, w pewnym stopniu może nawet obniżać rangę tego wydarzenia, w oczach niewiele rozumiejącego, ale za to trzymającego za finansowy kurek społeczeństwa.

50. slajd prezentacji Status of Standard Model Higgs searches in ATLAS
fot. © Denis Balibouse (The Guardian „Higgs boson and Comic Sans: the perfect fusion”)

Podobny obrót przyjmują sprawy, w przypadku wielu polskich placówek naukowych i rozwiązań technicznych. Pomimo tego, że często są one wysoce konkurencyjne i nowatorskie, to bardzo niedbale podchodzi się do problemu budowania ich wizerunku — w tym dbałości o wysoką jakość publikacji oraz identyfikacji wizualnej.

Nawet w przypadku bardzo głośnych, polskich osiągnięć naukowych, jak polski niebieski laser, dbałość o komunikację wizualną nie prezentuje się zbyt dobrze. Po kilku chwilach spędzonych na stronie spółki TopGaN (producenta polskiej „niebieskiej optoelektroniki”), można nabrać przekonania, że jest to raczej mało ciekawa, garażowa firma, nijak nie związana z tym, co kiedyś okrzyknięto polskim skarbem. Pomimo kontrowersji związanych z projektem rozwoju polskiego, niebieskiego lasera, funkcjonuje on w świadomości dużej części społeczeństwa jako powód do dumy z rodzimej nauki. Stanowi więc niemałą cegiełkę w postrzeganiu polskiej nauki, co w moim mniemaniu wiąże się z pewną odpowiedzialnością za jego wizerunek i zasługuje na kilka godzin pracy profesjonalnych projektantów.

Obecnie, naszą narodową nadzieją na zaistnienie w świecie wysokich technologii i nadwiślańską dolinę krzemową, jest polska technologia produkcji grafenu. Niestety na ślad jej marki, nie natrafiłem. Temat jest jeszcze świeży, niemniej już teraz miałem nadzieję znaleźć oficjalną stronę z aktualnymi informacjami na temat polskiego grafenu, skierowaną do inwestorów, przedsiębiorców, ale również do społeczeństwa. Skoro mamy się czym chwalić, róbmy to!

Trzeba również pamiętać, że komunikacja z odbiorcą powinna opierać się o jasne i spójne komunikaty. Przykładem braku takiej spójności może być strona instytutu Adeviq. Placówka ta, zachęcając do współpracy praktycznie każdego zainteresowanego i chętnego do pracy, swoją niewątpliwie ciekawą działalność otwiera na społeczeństwo. Jednocześnie doświadczenia płynące z korzystania z witryny internetowej instytutu, są zdecydowanie negatywne i zniechęcające. Nie dość, że struktura strony przypomina labirynt, to odwiedzający jest traktowany kalejdoskopem niczego nie kodujących kolorów. W efekcie czego, dezorientacja bardzo szybko bierze górę nad motywacją, a sfrustrowany użytkownik ucieka, zanim jeszcze zdąży się czegokolwiek dowiedzieć.

Strona internetowa Polskiej Akademii Nauk www.pan.pl
il. © Polska Akademia Nauk (www.pan.pl)

Ostatnim przykładem z rodzimego podwórka, o jakim chciałbym napisać, są publikacje Polskiej Akademii Nauk — instytucji będącej swego rodzaju wizytówką polskiej nauki. Zrzeszająca najwybitniejszych polskich naukowców i opiniująca bardzo ważne, a nierzadko drażliwe społecznie problemy organizacja, powinna posługiwać się materiałami, które swoją formą (wizualną i użytecznościową) uwiarygodniają jej stanowisko oraz budzą zaufanie. Tymczasem, już konfrontacja ze stroną internetową PAN budzi wręcz przeciwne odczucia. Co więcej, strona swoją estetyką zahacza o lata 90-te, co bardziej zniechęca, niż nastraja do myślenia o nowych technologiach czy innowacyjności — a przypomnę, mówimy o wizytówce polskiej nauki!

Punkty widzenia

Oczywiście, nie można mieć pretensji np. do fizyków o niską jakoś wizualną. Jednak jeżeli źle zaprojektowane formy publikacji (np. strony internetowe), przez wzgląd na błędy w projekcie informacji, użyteczności czy składzie, w znacznym stopniu utrudniają dostęp do treści, należałoby się zastanowić, nad zleceniem ich projektowania osobom bardziej kompetentnym w tej materii, aniżeli przysłowiowemu asystentowi po godzinach. Niestety, w wielu przypadkach naukowcy nie wydają się być świadomymi, istnienia problemów z odbiorem ich publikacji.
Co więcej, można odnieść wrażenie, że istnieje swego rodzaju przyzwolenie na niską jakość wizualną i użytecznościową publikacji związanych z nauką, co jest argumentowane stereotypowym przekonaniem, że projektowanie graficzne to tylko estetyzacja, która w dodatku nie przystoi naukowemu pragmatyzmowi.
Problem pojawia się jednak, gdy tego typu podejście, obserwujemy w przypadku emitowanej na cały świat (opiniotwórczej) konferencji, w ramach której, ogłaszane jest najważniejsze odkrycie ostatnich 50-ciu lat.

Z drugiej strony, podczas gdy tak wiele materiałów publikowanych przez ośrodki nauk technicznych, prezentuje niski poziom czytelności, użyteczności oraz estetyczny. Projektanci nie wydają się być zainteresowani, zmianą tego stanu rzeczy. Można wręcz odnieść wrażenie, że szukając samorealizacji w co bardziej modnych, acz często próżnych przestrzeniach, przegapiają okazje wzięcia udziału w wydarzeniach istotnych, a bywa, że (tak jak przypadku konferencji CERN) w wydarzeniach o znaczeniu wręcz historycznym. Może to wynikać z faktu, iż wizualizacja informacji oraz projektowanie publikacji o charakterze naukowym, wymaga nierzadko poświęcenia większej ilości czasu na samo zrozumienie zagadnienia oraz opracowanie projektu informacji, niż na działania graficzne. Wiąże się również z absolutnym podporządkowaniem estetyki, merytoryce (funkcji oraz treści), w związku z czym, może wydawać się mało atrakcyjnym i ograniczonym polem do wizualnej samorealizacji projektantów.
Niemniej świadczyłoby to o bardzo powierzchownym podejściu do projektowania, a także zorientowaniu na projekty, które swoją jakość oraz wartość budują przede wszystkim w oparciu o pustą estetykę.

Istnieje również pole, na którym dosłownie interesy obu stron tj. projektantów i naukowców zbiegają się. Mowa oczywiście o finansach. W roku 2013 nauka w Polsce ma otrzymać finansowanie na poziomie 0,4% PKB (włącznie z dofinansowaniem z UE), co jak uważają specjaliści, jest budżetem niewystarczającym na skuteczną działalność, w zakresie prowadzenia badań oraz edukacji. Kiedy jednostki naukowe muszą martwić się o środki na swoją podstawową działalność, trudno jest od nich wymagać dbałości o jakość komunikacji wizualnej, a co za tym idzie organizowania dodatkowych budżetów na projektowanie graficzne. Projektanci z kolei, za swoją pracę mają prawo oczekiwać uczciwej zapłaty, jeśli trudno o takową ze strony nauki — trzeba zrozumieć, że decydują się na realizację projektów o charakterze co bardziej komercyjnym.

Rozwiązania

Pewnym lekarstwem na zaistniały problem, mogłaby się stać współpraca szkół i uczelni projektowania graficznego oraz ux z placówkami badawczymi i uczelniami technicznymi. Bardzo interesującą i posiadającą duży potencjał, wydaje się możliwość realizowania prac dyplomowych, zorientowanych na potrzeby komunikacji wizualnej nauk technicznych i ścisłych. Z punktu widzenia studenta ASP, możliwość pracy nad identyfikacją, czy też systemem informacji wizualnej, dla konferencji naukowej lub instytutu badawczego (z możliwością wdrożenia projektu) jest niezwykle interesująca. Tym bardziej, że tak istotna, a jednocześnie niezagospodarowana wizualnie przestrzeń jak nauka, może stanowić doskonałą okazję do wybicia się na tle bardziej oczywistych zastosowań projektowania. Istotnym wydaje się również, wprowadzenie podstaw komunikacji wizualnej do programu edukacji inżynierów.

Równie ciekawe efekty przynoszą prace realizowane przez międzyuczelniane zespoły na zbiegu dyscyplin, ale także te, realizowane przez osoby posiadające wiedzę lub wykształcenie techniczne i projektowe. Tego typu prace niejednokrotnie owocują bardzo cennym doświadczeniem, jak również bardzo wartościowymi realizacjami pomagającymi łamać granice między dyscyplinami.

Co więc następuje

Nie można zapominać, że poziom projektowania graficznego oraz UX w naukach technicznych, ma realny wpływ na postrzeganie placówek naukowych, chęć bycia naukowcem oraz na powszechną motywację, a także zdolność do zdobywania wiedzy. Jest to bardzo istotne w kontekście budowania społeczeństwa informacyjnego. Tym bardziej, należałoby się dokładniej przyjrzeć powodom wyraźnie słabszego zainteresowania projektowaniem w nauce i powziąć odpowiednie działania. Projektantom natomiast, po raz kolejny wydaje się właściwym, przypomnienie manifestu „Najpierw rzeczy pierwsze” Kena Gartlanda oraz zachęcanie do zaangażowania się we działania na rzecz poprawy jakości komunikacji wizualnej w nauce — jest to w interesie nas wszystkich jako społeczeństwa.

Zobacz również