Edward L. Youmans

Ciekawą postacią ze świata grafiki informacyjnej na dziś jest…

Edward Livingston Youmans
1821–1887

Amerykański popularyzator nauki i pionier tego co Richard Feynman określił jako the role of scientific culture in modern society1, pisarz naukowy, wykładowca, założyciel wydawanego do dziś miesięcznika Popular Science (1872) — pierwszego magazynu traktującego o nauce, zaadresowanego do ogółu społeczeństwa — mówiono o nim interpreter of science for the people2.

Z życia i z projektowania

Edward urodził się w Nowym Jorku, jego ojciec był farmerem i mechanikiem, a matka nauczycielką. Można powiedzieć, że już jako trzynastolatek był dociekliwym naukowcem i nauczycielem — za pomocą własnoręcznie wykonanych przyrządów odtwarzał eksperymenty z Natural Philosophy Comstocka, które następnie objaśniał swoim rówieśnikom.

the mind needed rather to be provoked than informed — słowa nauczyciela Youmansa2

Popularyzacja nauki zawsze wiązała się z koniecznością tworzenia skutecznych komunikatów. W celu objaśniania chemii sporządzał proste i przystępne w odbiorze diagramy. Wykorzystywał je również w swoich książkach — już o pierwszej tj. Class-Book of Chemistry mówiono:

At that time a spark of enthusiasm was no more expected in a text-book of chemistry than in a treatise on contingent remainders. But in Youmans’ pages the chemical elements were alive 2

Najbardziej znaną publikacją Youmansa jest ilustrowany infografikami Chemical Atlas; or, the Chemistry of Familiar Objects 3 z 1854 — książka sprzedała się w liczbie 144.000 egzemplarzy.

Prawdopodobnie Youmans inspirował się Euclid’s Elements (1847) Olive’a Byrne’a, gdzie użytko zbliżonego języka wizualnego do kodowania informacji4. Charakterystyczne dla w Atlasie Chemii tegoż, było prezentowanie atomów w postaci kolorowych kwadratów — przy czym każdy pierwiastek miał przyporządkowany kolor, pole kwadratu natomiast, zależało od liczby atomowej (liczby protonów / elektronów) danego pierwiastka. Budowa cząsteczek przypominała zabawę klockami. Różne ich konfiguracje budowały różne cząsteczki i umożliwia różne reakcji. Łącząc je w grupy i zamieniając miejscami można łatwo uzmysłowić sobie modularną budowę i zależności pomiędzy różnymi związkami, a także szybko zrozumieć różne zjawiska jak np. proces spalania.

W XIX w. powszechne było samokształcenie się, dlatego też, ważniejszy od łatwego dostępu do publicznego szkolnictwa, był dostęp do tanich i dobrze zredagowanych książek. Edward dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Na początku swojej kariery zainteresował zjawiskiem rozpowszechnianiem się (dyfuzji) prac naukowych w społeczeństwie. Sam ponawiał ich publikację w Stanach Zjednoczonych, i o ile były ku temu możliwości, robił to za pośrednictwem gazet i periodyków, tak aby dostęp treści był możliwie łatwy i szeroki5. Ostatecznie działania te dały początek założonemu przez niego w 1872 i wydawanemu do dziś miesięcznikowi Popular Science.

W kontekście jego osiągnięć warto wspomnieć, że Youmans od trzynastego roku życia zmagał się z poważnymi problemami ze wzrokiem i przez większość swojego życia był prawie niewidomy.


  1. Maria Popova; How Chemistry Works: Gorgeous Vintage Science Diagrams, 1854; Barin pickinghttp://www.brainpickings.org/2013/01/31/edward-youmans-chemical-atlas 
  2. Royal Society of Chemistry – Edward L. Youmans; www.rsc.org/diversity/175-faces/all-faces/edward-l-youmans 
  3. Youmans Edward Livingston; Chemical atlas, or, The chemistry of familiar objects; 1821-1887; https://archive.org/details/chemicalatlasorc00youm 
  4. John H. Lienhard; Engines of our Ingenuity no. 2063: Edward Youmans; http://www.uh.edu/engines/epi2063.htm 
  5. Wikipedia: Edward L. Youmans; https://en.wikipedia.org/wiki/Edward_L._Youmans 

Make shit happen!

Nie jestem fanem wielkich życiowych guru, którzy mają odpowiedź na wszelkie bolączki w postaci górnolotnych prawd, ani tym bardziej wodzów sprzedających receptę na powszechny dobrobyt, w postaci jakiegoś banału. Czasami jest jednak tak, że wdrożenie pewnych decyzji wymaga solidnego kopa w dupę i jeśli, w takiej sytuacji nie ma nikogo pod ręką, kto powie — nie zastanawiaj się, tylko do cholery do zrób to — wtedy warto rozglądnąć się za taką motywującą głową w internecie. Poniżej cztery pogaduchy do których od czasu do czasu, w razie potrzeby lubię wrócić. Jeśli przydadzą się wam to super, jeśli nie to w zasadzie jeszcze lepiej — warto sprawdzić.

James Victore

Równy gość, projektant i prowadzący skądinąd dobrze znane i lubiane Burning Questionsbio.

It gonna be hard but what’s worst is doing what’s easy. So stop waiting to be enough, stop waiting for a perfect situation—not gonna happen—begin before you will be ready.

Dla projektantów i bardziej zainteresowanych fajny wykład Jamesa na 99U.

Amy Cuddy

Psycholog społeczny. Opowiada o swojej pracy naukowej, ale jak się dalej okazuje nie była dobrze zapowiadającym się naukowcem Harvard Business School, w zasadzie po wypadku samochodowym nie wróżono jej nawet ukończenia studiów — bio.

Fake it ‚til you become it.

Jacek Walkiewicz

Z polskiego podwórka psycholog związany z branżą szkoleniową — może momentami nico pretensjonalny, ale warto — bio.

Dla zainteresowanych jeszcze jedno TEDx’owe wystąpienie Jacka.

Log-in project

Kilka miesięcy temu zgłosiła się do mnie Julia z pytaniem, czy znam może kogoś kto pomógłby jej w pracy dyplomowej, a dokładniej napisałby aplikację, wyświetlającą grafy relacji. Cały projekt wydał mi się bardzo interesujący, bo nie często słyszę o studentach grafiki warsztatowej zaprzęgających do swoich prac, tak pragmatyczne narzędzia jak analizę semantyczną tekstu, czy wizualizację relacji. Ciekaw co z tego wszystkiego wyjdzie postanowiłem pomóc — warto było.

A oto co Julia pisze o projekcie:
Projekt LOG-IN jest graficznym zapisem dwóch miesięcy rozmów z Facebooka ze znajomymi z różnych części Europy i świata. Są to osoby poznane podczas podróży, a także bliscy z rodzimych miejsc. Zapiski te są moimi spotkaniami, odbywającymi się w cyberprzestrzeni, które nie tylko dają mi możliwość utrzymania przyjaźni z osobami różnych narodowości, ale także pozwalają na stały kontakt z domem. Rozmowy w mojej realizacji przedstawione są w formie sieci powstałej z grafów uformowanych z połączonych ze sobą wyrazów. Całość ulokowana jest w przestrzeni komputerowej, a środowisko 3D umożliwia widzowi łatwe poruszanie się i eksplorowanie powstałej sieci. Kształt pojedynczego grafu jest wynikiem semantycznej analizy tekstu, liczącej częstotliwość występowania słów w bliskiej odległości od siebie. Analiza ta pozwala na wychwycenie głównych kontekstów rozmowy, a także na znalezienie „słów kluczy”, będących łącznikami pomiędzy tematami. Wyrazy stanowią węzły grafów, a połączenia pomiędzy nimi relacje, w jakich znajdują się od siebie.

login--www-sebastiansikora-pl-6

login--www-sebastiansikora-pl-2

Źródło projektu na GitHub:
https://github.com/ess-seb/Grapher

Download:
Windows: 32bit | 64bit
Linux: 32bit | 64bit

Apetyt na radykalną zmianę — wystawa w Galerii Miasta Ogrodów

Jakiś czas temu, we wpisie Modern City in the Making. Katowice 1865–2015 pisałem o grupie roboczej w ramach, której pracowaliśmy nad wystawą opowiadającą o 150-ciu latach istnienia Katowic, wykorzystując wizualizację danych. Ci, który śledzą mnie na społecznościówkach zapewne wiedzą, że wystawa się odbyła. Niemniej aby formalnościom stało się zadość z lekkim opóźnieniem, chcę zakomunikować ten fakt i na blogu dodając garść linków do dokumentacji, artykułów i recenzji wystawy.

16316325514_78ab602b41_k

Fotografie w tym wpisie autorstwa Barteka Barczyka i Krzysztofa Szewczyka są publikowane na licencji CC BY-NC-SA 4.0

Super projekt graficzny wystawy opracowali Zosia Oslislo-Piekarska, Paulina Urbańska oraz Waldemar Węgrzyn — nieskromnie dodam, że na późniejszym etapie prac i ja dołączyłem do tego zespołu.
Co się tyczy przyszłości samej wystawy, nie jest to oficjalna wiadomość, ale niewykluczone, że wystawa będzie rozwijana i zaistnieje jeszcze w kolejnej odsłonie.

Zobacz koniecznie

Nacjo-polo — patriotyzm, a tanie parówki z supermarketu.

Wpis ten powstał na podstawie mojej argumentacji do swojej wypowiedzi na Facebook:

„Disko-polo, typo-polo, kato-polo… nacjo-polo”

z dołączonym linkiem do sklepu internetowego sprzedającego tzw. „odzież patriotyczną”.
Wpis wywołał małe zamieszanie na moim więc postanowiłem wyjaśnić co miałem na myśli – postanowiłem wrzucić go również tutaj, na bloga bo ładnie wpisuje się w jego już nieco zaniedbane credo.

Nie chodzi mi tylko o to jak kto manifestuje swój patriotyzm – pominęliście pozostałą część komentarza (komentujący skupili się wyłącznie na moim rzekomym ataku na patriotyzm lub dumę ze swojego pochodzenia). Chodzi mi raczej o wszędobylską bylejakość, powierzchowność, bezrefleksyjność i odpuszczenie sobie wartości jakościowej. Ale skoro już jesteśmy w temacie dumy w odniesieniu do symboli narodowych to zostańmy przez chwilę. Co z tego, że macha się trzema flagami na jednym czy drugim marszu, skoro po takich marszach miejskie śmietniki są pełne flag. Zauważcie też jak często Polacy piszą po fladze – nie ważne czy Balcerowicz musi odejść, Małysz do boju, czy Wejcherów na spotkaniu z papieżem – dlaczego tylko polskie flagi są pobazgrolone? To samo polszczyzna – wielcy polscy patrioci piszą po murach „śmierć żydĄ”. Całe szczęście, że można kupić koszulkę za 40 zł i nazywać się – jak to określają właściciele sklepu – „urodzonym patriotą”, bo polszczyzny trzeba się uczyć, flagę poskładać, państwo szanować… uf.

Mam wrażenie, że zbyt często patriotyzm, czy może powiedzmy wprost, że polskość jest traktowana jak tanie parówki z supermarketu – jako coś co powinien zjeść każdy bez zastanawiania się co jest w środku – to przecież parówki, czego od nich chcesz, co się czepiasz? Właściwie, to że są tanie w dużej mierze uzasadnia brak przyzwolenia na ich krytykę – w końcu to jedyne parówki jakie mamy. Jest to o tyle niebezpieczne, że robi się z tego wszystkiego wygodny i łatwy w użyciu wytrych do segregowania, a może nawet podporządkowywania sobie ludzi. Potem nie w imię konkretnych wartości, czy korzyści, ale w imię boga, patriotyzmu albo parówek – czyli czysto abstrakcyjnego wszechuzasadniącego konstruktu – ludzie robią strasznie dziwne i niepotrzebne rzeczy.

W skrócie, odnosząc się do muzyki – uważacie, że krytyka diskopolo będzie przejawem antypatii do muzyki w ogóle, czy może wręcz odwrotnie, tj. wyrazem troski o jej jakość?

Summer Yellow — interaktywna instalacja promująca kolor

Mała dokumentacja jednego z moich pierwszych projektów w Processing. Jest to niewielka, interaktywna instalacja, której zadaniem jest promowanie koloru z palety farb — a dokładniej ciepłego żółtego o nazwie ciepłe lato. Chodziło o to, aby zadziałać na odbiorcę możliwie szerokim spektrum bodźców powodujących skojarzenia z latem, ciepłem oraz promowanym kolorem żółtym.

Jakiś czas temu zostałem zapytany o ten projekt i w zasadzie wzruszyłem ramionami nie bardzo mogąc pochwalić się choćby zdjęciem prezentującym jego działanie to też postanowiłem rzecz odbudować.

Całość działa dosyć prosto. Kiedy naokoło piramidki pojawi się ruch, zostaje ona oświetlona na ciepły żółty kolor (opcjonalnie można również włączyć animowaną teksturę mającą się kojarzyć z cieniem rzucanym przez drzewa — jest też możliwa zmiana ustawień wyglądu i animacji tekstury), a z głośników zaczynają dobiegać odgłosy bawiących się na placu zabaw dzieci. Kiedy ruch zamiera, oświetlenie przygada, a z głośników zaczyna być słychać cykanie świerszczy.

Aplikacja została napisana w Processing i przepisana jakiś czas temu praktycznie od nowa — można sobie ją pobrać z GitHub. Za wykrywanie ruchu odpowiada kamerka na podczerwień.

Zobacz więcej

III miejsce na Hack4Good 0.6 — Lokalnie

Ostatnio blogowo nieco zamilkłem, więc czas zacząć nadrbiać zaległości! Zacznę od drugiej w tym roku edycji hack4good. Ideii nie będę rozpisywał, możecie o niej przeczytać w moim poście na temat styczniowej edycji oraz na oficjalnej stronie hackathonu. We wrześniowej edycji pochyliliśmy się nad problemami ochrony środowiska, zmian klimatu oraz świadomej konsumpcji.

Co ciekawe w drużynie której byłem członkiem nie było ani jednego programisty co, jak na hackathon było sytuacją dosyć niecodzienną — niemniej jak się później okazało, wcale nie wadą. Praktyki w pracy w multidyscyplinarnym zespole nigdy za wiele — nie ma co ukrywać, że często jest to wyzwaniem samo w sobie — jednak i rezultaty takich działań często są bardzo ciekawe.

Jeśli chodzi o nasz projekt zajęliśmy się na problemem importu żywności, a celem było zachęcenie konsumentów do kupowania lokalnie. Najpierw skupiliśmy się na samym problemie, odkrywając szereg ciekawych zależności i faktów na dziedzinie zdrowia, ochrony środowiska oraz ekonomii. Szybko powstał pomysł, aby podzielić się tymi informacjami z naszymi odbiorcami. Jeśli chodzi o target postawiliśmy na pracę u podstaw, w związku z czym adresatem naszego projektu zostały rodziny z dziećmi. Nie chodzi tylko o wychowywanie najmłodszych, ale o stworzenie pretekstu i pewnej platformy w ramach której dorośli mogliby rozmawiać o odpowiedzialnych zakupach ze swoimi pociechami, tym samym samemu nabywać wiedzy na temat problemu — ot, czasem wystarczy chwila refleksji aby go dostrzec. Ze względu na specyfikę zespołu nie poszliśmy w kodowany produkt. Ostatecznie powstał zestaw faktów i danych na temat kupowania lokalnych i importowanych produktów, a także prosty język wizualny z pomocą którego można przygotować materiały, które posłużą jako pomoc w dyskusji i dydaktyce. Całość została udostępniona na licencji CC BY-NC.

Jako przykład pierwszej implementacji w\w paczki powstał projekt animacji ilustrującej różnice pomiędzy długą, a krótką ścieżką dostaw żywności. Doskonałym przykładem okazało się jabłko. Scenariusz animacji zakłada wykorzystanie kontrastu i pokazanie w pierwszej kolejności ścieżki dostawy polskiemu konsumentowi jabłek z Argentyny (~120.000 km), a następnie takich uprawianych lokalnie tj. do 150 km od docelowego odbiorcy. Scenariusz uwzględnia wcześniej wspomnia fakty i zależności przy tym występujące. Animacja może z łatwością zostać przeprojektowana na info-plakat lub inną formę komunikatu wizualnego.

Pomimo, że powstał szczegółowy scenariusz, grafika i wstępny projekt w After Effects, samej animacji nie ukończyliśmy i biedna czeka na łaskawego animatora, który chciałby poświęcić jej kilka chwil :)

Niestandardowe jak na hackathon podejście zaowocowało III miejscem jakim zostaliśmy uhonorowani — z czego jesteśmy bardzo dumni.

Jeśli chodzi o pozostałe zespoły baaardzo polecam zainteresowanie się projektem Holepatchers, który zajął pierwsze miejsce lokalnie oraz drugie na międzynarodowym szczeblu. Polecam śledzić newsy na profilu na fb — bo dzieje się.

Dla ciekawskich wspomnę jeszcze o drugim miejscu, które zajął projekt FoodSurfing.pl. Ze szczegółami projektu FoodSurfing możecie zapoznać się w prezentacji.

Zobacz więcej

Medialab Kraków — design thinking w projektowaniu innowacji na rzecz zmiany społecznej

Jako krakus (taki oryginalny z metką, certyfikatem i hologramem), a także regularny uczestnik projektów katowickiego Medialabu, nie mogłem się powstrzymać od wzięcia udziału w Medialabie krakowskim. Warsztaty są organizowane przez Warsztat Innowacji Społecznych i trwają dwa weekndy, podczas których w multidyscyplinarnych zespołach pracujemy nad rozwiązaniami wcześniej zidentyfikowanych problemów społecznych. W przeciwieństwie do sposobu działania katowickiego Medialabu, który można określić ciągłym (a może nawet instytucjonalnym), krakowski Medialab jest wydarzeniem.

Pierwszorzędnym celem warsztatów jest nauka posługiwania się narzędziami i metodykami czerpiącymi z idei design thinking, drugorzędnym zaś wypracowanie działającego rozwiązania wykorzystującego internet. W związku z tym prace podczas pierwszego weekendu były podporządkowane ścisłemu harmonogramowi. Miało to swoje plusy jak i minusy, niemniej mając na uwadze priorytet edukacji, podejście uważam za bardzo trafne i skuteczne — często mi brakuje sztywnego planu działania podczas różnego rodzaju warsztatów. Podczas drugiego weekndu skupiliśmy się już na pracy, a sposób jej organizacji zależał os samej grupy — u nas było luźno, co nie znaczy że nieskutecznie ;) Oprócz regularnych uczestników każdy z zespołów posiadał przyporządkowanego tzw. mentora czyli moderatora, programistę oraz projektanta grafiki. Takie zaplecze praktycznie zapewniało każdemu zespołowi zdolność wypuszczenia prototypu.

W skrócie przebieg warsztatów wyglądał następująco:

  1. Określenie potencjału i kompetencji zespołu, tego co potrafimy i tego co wiemy;
  2. Zidentyfikowania inspirującego nas problemu;
  3. Określeniu grupy docelowej i jej potrzeb;
  4. Na bazie zidentyfikowanych potrzeb zaproponowanie rozwiązania oraz zaprojektowanie jego funkcjonalności;
  5. Stworzenie prototypu
  6. Opracowanie strategii marketingowej i dotarcie do grupy docelowej.

Zespół, którego byłem członkiem pracował nad serwisem Zróbmy co! dedykowanym przede wszystkim osobom zaraz przed lub bezpośrednio po obranie dyplomu, pracującymi nad swoim pierwszym projektem i mającymi problem ze skompletowaniem multidyscyplinarnego zespołu. Nasz serwis ma pomagać przełamać lody i taki zespół skompletować, niezależnie czy mamy pomysł czy chcemy zaangażować się w ciekawą inicjatywę.

Warsztaty bardzo fajne i edukacyjnie wartościowe — polecam!

Zobacz więcej

Urban Data Stories — data-driven investigation

Pod koniec maja odbyła się pierwsza seria spotkań w ramach Urban Data Stories tj. wydarzenia organizowanego przez Katoiwice Miasto Ogrodów i definiowanego jako an interdisciplinary meeting of designers, developers, planners, activists, journalists and all others interested in the acquisition, processing and analysis of data to create meaningful stories about the city. Więcej informacji znajdziecie na stronie wydarzenia.

Urban Data Stories — data-driven investigation
fot. Urban Data Stories 22-25.05.2014 — Bartek Barczyk — CC-BY Medialab Katowice

Jeśli o mnie chodzi, brałem udział w warsztatach Data-driven investigation, zorientowanych na trening w zakresie dziennikarstwa danych, które prowadził Nicolas Kayser-Bril. Celem piorytetowym było poznanie narzędzi oraz metod tworzenia treści w tzw. nowym nurcie dziennikarstwa, celem drugorzędnym było opracowanie pełnowartościowego materiału do publikacji — i udało się! Produktem trzydniowej pracy naszego zespołu jest artykuł w formie strony internetowej: Strefa Śląsk — Historia Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Strona: Strefa Śląsk Historia Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznejhttp://ksse.medialabkatowice.eu

Równolegle, w budynku CINBA, w ramach UDS odbywały się warsztaty prowadzone przez studio NAND. Korzystając z okazji, w chwili zwątpienia w swoje umiejętności w zakresie javascript, udałem się po pomoc do Stephana, załapując się tym samym na prywatny tutorial z przetwarzania danych pod kątem ich wizualizacji na mapie. Warto tu polecić jego prezentację, która została wygłoszona w klubie KATO — Radical Maps.

Oczywiście nie zabrakło również

Zobacz więcej

Modern City in the Making. Katowice 1865–2015

Tych, którzy choć troszkę śledzą to co robię, chyba nie zaskoczę jeśli prosto z mostu powiem, że biorę udział w kolejnym projekcie katowickiego Medialabu.

Projekt „Modern City in the Making. Katowice 1865–2015” nawiązuje do działalności instytutu Isotype i uniwersalnego języka wizualnego o tej samej nazwie. Odnosi się ona do opublikowanej w 1939 roku książki Modern Man in the Making autorstwa Otto Neuratha, opisującej w przystępny sposób historię ludzkości.

Celem pracy grupy roboczej jest próba zobrazowania historii i obecnej kondycji Katowic za pomocą wizualizacji danych. Forma jest podobna do tej z poprzednich Medialabów. W interdyscyplinarnych zespołach analizujemy i wizualizujemy wybrane zagadnienia dotyczące miasta. Wyniki zostaną zaprezentowane na wystawie w 2015 roku oraz kilku wcześniejszych publicznych konfrontacji projektu.

Wstępny szkic infografiki nt. bezrobocia.

Warsztaty są moderowane przez dr hab. Tomasza Bierkowskiego i dr Justynę Kucharczyk z ASP w Katowicach.

Pierwszy etap projektu zakładał wprowadzenie do tematu, tak wizualizacji informacji jak historii i problematyki Katowic. Tym sposobem mieliśmy przyjemność wysłuchać wykładów referowanych w ramach Miastolab — Nowe idee dla miasta, oraz tych wygłoszonych specjalnie na potrzeby naszej grupy roboczej tj.:

Mając już co nieco pojęcia jak mało wiemy, stanęliśmy przed problemem zdefiniowania tego, co w ogóle chcemy zrobić. Było to o tyle trudne, że na tym etapie nie dysponowaliśmy jeszcze, żadnymi konkretnymi danymi, które pomogłyby określić lub zawęzić dziedzinę projektu. Stanęliśmy więc przed pytaniem; co i w jaki sposób pozwoli nam opowiedzieć o Katowicach w ujęciu 150-ciu lat ich historii jako miasta. Ostatecznie, punktem wyjścia stała się próba odniesienia się do stereotypów, jakie funkcjonują na temat Katowic i katowiczan. W śród nich znalazły się m.in.: Katowice jako miasto górniczo-przemysłowe, zdegradowane środowisko, niska jakość życia, problematyczna tożsamość narodowościowa.

Wstępny szkic infografiki nt. bezrobocia.

Wybrane stereotypy złożyły się na szersze zagadnienia tematyczne według których, podzieliliśmy się na mniejsze zespoły:

  • pierwszy zespół pracuje nad urbanistyczną warstwą miasta;
  • zespół drugi zajmuje się socjologiczną warstwą i odpowiedzią na pytanie kim jest katowiczanin oraz;
  • zespół trzeci zajmujący się gospodarką i strukturą zatrudnienia w mieście.

Oczywiście nie sposób przedstawić kompleksowej analizy tak szerokich bloków tematycznych na przestrzeni 150-ciu lat. Z tego względu, każda z grup pracuje nad wybranymi zawężonymi zagadnieniami.

W tym celu wertujemy książki, internety, odwiedzamy biblioteki, kopalnie i muzea, a także nawiązujemy kontakty ze specjalistami w interesujących nas dziedzinach. Niestety pozyskiwanie danych historycznych w tym wypadku nie jest możliwe do zrealizowania jedynie za pomocą Google. Dane zazwyczaj trzeba pozyskiwać z różnych źródeł, co jest powodem problemów w ich spójności i jakości.

Na chwilę obecną początkowo zasobowo odseparowane grupy coraz częściej wykorzystują opracowania i dane zgromadzone przez inne zespoły. Zaczęliśmy również tworzyć wspólną makietę timelinu, a także definiować kształt jaki przyjmą końcowe wystawy i publikacje.

Wstępny szkic infografiki nt. bezrobocia.

 

Zainteresowanym zdradzę, że pierwsza publiczna konfrontacja (miniwystawa) projektu zaplanowana jest na czerwiec. Nie będzie to jednak publikacja w pełni opracowanych danych, a raczej test modelu, jaki zaprojektowaliśmy w pierwszej iteracji i w oparciu, o który pracujemy. Adresatami miniwystawy są zasadniczo dwie grupy:

  • specjaliści z analizowanych przez nas dziedzin: tu liczymy na informację zwrotną na temat poprawności merytorycznej, a także skuteczności zestawiania danych w celu zilustrowania charakterystyk i procesów;
  • grupa docelowa odbiorców wystawy: którzy pozwolą nam zorientować się czy informacje oraz sposób narracji jaki podejmujemy są dla nich interesujące.

cdn.

 

Zobacz więcej

Hack4Good 0.5 — Hacking a better world together

Dwa tygodnie temu, w Krakowie miało miejsce bardzo fajne wydarzenie tj. Hack4Good 0.5 Kraków. Hack4Good jest międzynarodową serią hackatonów (ta została organizowana w 30 miastach na całym świecie), zorientowanych na rozwiązywanie prospołecznych problemów zgłoszonych przez m.in. różnego rodzaju NGO oraz aktywistów. Na realizację rozwiązania, począwszy od zebrania zespołu, aż po działającą aplikację było jedynie 48 godzin. Może wydawać się to niewiele, jednak oglądając prezentacje projektów kolejnych grup, trudno było odnieść wrażenie, że jeszcze dwa dni wcześniej nikt nie znał problemu, nad którym będzie pracował.

Oczywiście nie wszystkim i nie wszystko udało się dopiąć na ostatni guzik, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby projekty nie mogły być rozwijane po zakończeniu weekendowego eventu — tak jak się to dzieje z projektem mojego zespołu. Oczywiście całe wydarzenie miało charakter nonprofit w sensie finansowym, bo nawet pomijając nagrody za najlepsze realizacje, profity były naprawdę niezłe — jak choćby wartościowe nowe znajomości.

© Wideorelacja — Marcin Grochowina

###Hack4Good dla Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej
Zespół którego byłem członkiem (w składzie Bartosz Janota, Bartosz Polnik, Radosław Chamot, Sebastian Sikora, Tomasz Abramski), podjął się rozwiązania problemów z jakimi boryka się Wawelska Kooperatywa Spożywcza tj. ułatwienia procesu składania zamówień oraz wspomaganie jej bieżącej działalności. W dużym skrócie kooperatywa spożywcza jest nieformalną grupą ludzi, którzy wspólnie kupują żywność bezpośrednio od lokalnych rolników. Korzyścią takiego rozwiązania jest dobra cena (wynikająca z hurtowej siły nabywczej oraz pominięcia pośredników) i pewne, ekologiczne źródła produktów. Ciekawym aspektem jest również swego rodzaju partycypacja produkcji. Dzięki Ewie (przedstawicielce Wawelskiej Koop) naprawdę nieźle zapoznaliśmy się z życiem i funkcjonowaniem kooperatywy. Podczas researchu udało nam się zidentyfikować kilka obszarów działalności, w stosunku do których mogliśmy zaproponować realne rozwiązania:

  • Zarządzanie zamówieniami;
  • Organizowanie pracy i zadań członków na rzecz kooperatywy;
  • Pozyskiwanie nowych źródeł produktów.

Research



Ostatecznie, ze względu na ograniczenia czasowe zdecydowaliśmy się skupić na problemie zarządzania zamówieniami członkowie–kooperatywa. Jest to podstawowy problem. Dotychczasowa organizacja kooperatywy (w tym składanie zamówień) jest realizowana za pomocą ogólnodostępnego i ogólnoedytowalnego przez członków arkusza kalkulacyjnego. Jak łatwo zauważyć takie rozwiązanie jest bardzo wrażliwe na błędy i na dłuższą metę po prostu niewygodne.

Rozwiązaniem jakie zaprojektowaliśmy, a chłopaki od backendu cały czas realizują, jest autorska aplikacja webowa pomagająca okiełznać cały ten galimatias. Technologia jaką wykorzystuje nasza aplikacja to: JAVA, Spring MVC / Security, Hibernate, JSP, HTML + CSS + Bootstrap. Dodatkowo widząc pewne braki, pozwoliłem sobie na mały redesign logo oraz strony kooperatywy.

Redesign in progress

Jak wspomniałem, prace cały czas trwają, jednak już teraz można powiedzieć, że nasze narzędzie z całą pewnością zostanie wykorzystane przez zaprzyjaźnioną kooperatywę. Oczywiście cały projekt jest otwarty, więc i inne kooperatywy również będą mogły z niego skorzystać, a także w ramach potrzeby rozwinąć czy też zmodyfikować.

I na koniec jeszcze nasza finałowa prezentacja, przedstawiana na koniec eventu. Niestety działanie aplikacji demonstowaliśmy na żywo, z tego względu prezentacja nie zawiera opisu samej aplikacji. Logo również przeszło kolejny, acz już nieco mniejszy redesign, więc zainteresowanych aktuanym stanem projekciku muszę prosić o cierpliwość. Na chwilę obecną rzecz stoi lokalnie, ale jak tylko będzie online — podlinkuję.

Zobacz więcej

ZZR Huragan — mój nowy, stary rower

Nadrabiając tematykę wakacyjną, obowiązkowo powinienem wspomnieć, że w lipcu, po prawie trzech latach okazjonalnego majstrowania, tatowy rower ZZR Huragan z lat 60-tych, stanął wreszcie o własnych kołach.

Huragan przed remontem

Początkowo, w palnie była budowa „hipsterskiego” ostrego lub singla, z wykorzystaniem tylko kilku elementów — przede wszystkim ramy leciwego Huragana. Jednakże, po dokładniejszym zapoznaniu się z historią polskich rowerów (w tym z historią Zjednoczonych Zakładów Rowerowych — w skrócie ZZR) i odkryciu, że egzemplarz który posiadam, jest prawie kompletnym przykładem całkiem fajnej wersji Huraganów (aluminiowe obręcze i kierownica, lekka drążona oś supportu), postanowiłem pozostać przy oryginale. Ot żal mi było wrzucać do kosza ten cały uchowany osprzęt, tym bardziej, że wbrew pozorom, nie tak łatwo jest spotkać polskiego klasyka na ulicy.

Huragan po remoncie


Rower wyremontowałem samodzielnie, przez co cały proces był dosyć czasochłonny — ta moja nadmierna drobiazgowość. Wszystkie elementy zostały dokładnie wyczyszczone i ręcznie wypolerowane na mokro, sam nie wiem iloma rodzajami papieru ściernego. Jedynymi zleconymi pracami, było malowanie (wykonane przez firmę Colorex) oraz wyprostowanie obręczy wraz z ich zapleceniem (czego dokonał pan Witold Gątarski z serwisu od spraw niemożliwych przy ul. Halczyna 12 w Krakowie). Konieczne było również zakupienie siodełka — oczywiście oryginalnego odrestaurowanego ZZR od Pravasaris na allegro.

Skoro już wymieniam osoby trzecie chciałbym podziękować panu Witoldowi z serwisu Witold Gątarski, Markowi z Kahaki oraz Henrykowi za ich porady oraz wsparcie merytoryczno-techniczne — dzięki!

Oczywiście satysfakcja z własnej roboty i frajda z jazdy niesamowite!

Zobacz więcej

Ola rysuje — drobne ćwiczenia ilustracyjne

Tym razem temat ciut luźniejszy. Mianowicie, jakiś czas temu popełniłem mały nadzór edukacyjno-artystyczny. Ola jest moją dziewięcioletnią (właściwie to od kilku dni już dziesięcioletnią) kuzynką. Podczas ostatniej wizyty u mnie, postanowiłem zorganizować jej kilka chwil zajęcia niekoniecznie sprowadzającego się do siedzenia przed telewizorem, czy też komputerem. Czasu nie było zbyt wiele, więc po przeglądnięciu moich gryzmołów w szkicowniku, niezwłocznie rozsypaliśmy na biurku kilka garści przyborów i przystąpiliśmy do zamierzonego procederu tj. do bazgrolenia.


Bazgrolimy!

Już kiedyś przepytywany przez Olę, w jaki sposób narysować to i owo, postanowiłem pokazać jej kilka narzędzi, a co za tym idzie śladów, jakie można za ich pomocą uzyskać. Zależało mi również, aby samo rysowanie / ilustrowanie miało kontekst i cel. Zakres tematyczny obraliśmy dosyć ogólny — zwierzak lub inny stwór. W krótkim czasie powstało kilka rysunków, spośród których wybraliśmy jeden i już po krótkiej chwili Ola była szczęśliwą posiadaczką zestawu własnego autorstwa wlepek… znaczy się naklejek — np. do przyozdobienia przydomowej rynny.


Zestaw



Kilka dni temu Ola obchodziła dziesiąte urodziny w związku, z czym sprezentowany jej został mały zestaw ilustratora, złożony z farb, pędzli, cienkopisów, szkicownika i kilku innych drobiazgów, które pomogą jej trwale i skutecznie upaprać sobie trochę ciuszków. Ażeby młodzieży nazbyt nie rozpieścić, dostała również zadanie. Otóż, ma sobie wybrać zwierzaka, następnie zgromadzić na jego temat materiały (zdjęcia, ilustracje, dowiedzieć się gdzie i jak żyje), aby później spróbować go rysować na różne, jakże wymyślne sposoby. Zadanie to było jednym z ćwiczeń, które przerabiałem w pracowni ilustracji — prowadzone przez dr Annę Machwic — które to ćwiczenie uważam za jedno z najciekawszych, i które z resztą bardzo dobrze wspominam.

Jeśli macie jakieś pomysły na zadania dla Oli, piszcie śmiało!
Ewentualne efekty postaram się oczywiście opublikować :)

Zobacz również

Przyjemność eksperymentowania — raport Medialab Katowice 2012

Jak pewnie wiecie, w tym oraz w ubiegłem roku miałem przyjemność uczestniczyć w kilku projektach i warsztatach realizowanych przez katowicki Medialab. Wspominam o tym dlatego, że właśnie został opublikowany raport o bardzo trafnym tytule Przyjemnosc eksperymentowania, podsumowujący działaność Medialabu w roku 2012. Raport polecam wszystkim począwszy od stałych uczetników, którzy znajdą w nim podsumowanie włsnej pracy, a kończąc na osobach w ogóle nie zorientowanych w działaniach Medialabu, które to z kolei znajdą w raporcie wyjaśnienie czym jest Medialab, wyczerpujący opis działalności, oraz jak sądzę zachętę do podjęcia współpracy w przyszłych projektach.

Lekturę polecam tym chętniej, że wykorzystano w niej całkiem sporo zdjęć mojego autorstwa — co z resztą bardzo mnie cieszy. :)

Na chwilę obecną publikacja jest dostępna jednynie w wersji cyfrowej, jednak wersja drukowana została już zapowiedziana.

Więcej:

Open Data Day — grupa robocza

Tak jak wspominałem w poprzednim poście, 23 lutego to światowy dzień otwartych danych publicznych. Z tej okazji katowicki Medialab przygotował trzy dni hucznych obchodów tj. cały zestaw warsztatów, wykładów oraz spotkań z zaproszonymi gośćmi i specjalistami (również z zagranicy). Co więcej powołano do życia grupę roboczą, która podjęła się prac nad dwoma projektami.


Startujemy

Pierwszy projekt zakładał opracowanie wizualizacji/infografiki na podstawie danych pozyskanych z katowickiego urzędu pracy. Drugim zadaniem było zaprojektowanie na poziomie projektu UX społecznościowo-narzędziowego serwisu internetowego, wspomagającego dzielenie się oraz pracę z danymi (dedykowanego przede wszystkim pracownikom organizacji pozarządowych oraz urzędnikom).








Wstępny szkic infografiki nt. bezrobocia.

Prace grupy roboczej były prowadzone przez w sumie przez 5 dni, nie licząc czasu jaki niektórzy uczestnicy poświęcili dodatkowo na dokończenie projektów indywidualnie.
W efekcie, na chwile obecną, projekt wizualizacji informacji można uważać za prawie skończony, natomiast serwis internetowy jest na etapie zdefiniowanej koncepcji, którą będzie można zaprezentować np. w celu ubiegania sie o dofinansowanie dalszych prac.

To co, mogę powiedzieć od sobie, to że praca w grupie to nie przelewki i warto poświęcić trochę czasu na zaprojektowanie samego procesu projektowego. :)




Struktura i funkcjonalność serwisu wymiany danych.

dodano 16 grudnia 2013

Prezentacja projektu grupy, której członkiem byłem czyli katalogu Daniel:

Zobacz również: