ZZR Huragan — mój nowy, stary rower

Nadrabiając tematykę wakacyjną, obowiązkowo powinienem wspomnieć, że w lipcu, po prawie trzech latach okazjonalnego majstrowania, tatowy rower ZZR Huragan z lat 60-tych, stanął wreszcie o własnych kołach.

Huragan przed remontem

Początkowo, w palnie była budowa „hipsterskiego” ostrego lub singla, z wykorzystaniem tylko kilku elementów — przede wszystkim ramy leciwego Huragana. Jednakże, po dokładniejszym zapoznaniu się z historią polskich rowerów (w tym z historią Zjednoczonych Zakładów Rowerowych — w skrócie ZZR) i odkryciu, że egzemplarz który posiadam, jest prawie kompletnym przykładem całkiem fajnej wersji Huraganów (aluminiowe obręcze i kierownica, lekka drążona oś supportu), postanowiłem pozostać przy oryginale. Ot żal mi było wrzucać do kosza ten cały uchowany osprzęt, tym bardziej, że wbrew pozorom, nie tak łatwo jest spotkać polskiego klasyka na ulicy.

Huragan po remoncie


Rower wyremontowałem samodzielnie, przez co cały proces był dosyć czasochłonny — ta moja nadmierna drobiazgowość. Wszystkie elementy zostały dokładnie wyczyszczone i ręcznie wypolerowane na mokro, sam nie wiem iloma rodzajami papieru ściernego. Jedynymi zleconymi pracami, było malowanie (wykonane przez firmę Colorex) oraz wyprostowanie obręczy wraz z ich zapleceniem (czego dokonał pan Witold Gątarski z serwisu od spraw niemożliwych przy ul. Halczyna 12 w Krakowie). Konieczne było również zakupienie siodełka — oczywiście oryginalnego odrestaurowanego ZZR od Pravasaris na allegro.

Skoro już wymieniam osoby trzecie chciałbym podziękować panu Witoldowi z serwisu Witold Gątarski, Markowi z Kahaki oraz Henrykowi za ich porady oraz wsparcie merytoryczno-techniczne — dzięki!

Oczywiście satysfakcja z własnej roboty i frajda z jazdy niesamowite!

Zobacz więcej