TYPO Berlin: Beyond design — moja selekcja

W maju wziąłem udział TYPO Berlin — beyound design. Nie rozpisywałem się wcześniej na tenże temat na blogu, gdyż w pierwszej kolejności miał zostać popełniony tekst do 2+3D1. Skoro jednak publikację mamy za sobą, myślę, że to dobry czas, żeby i tutaj coś napomknąć. Warto zaznaczyć, że „Subiektywne opinie, obiektywne metody”1 nie jest streszczeniem przytoczonych przeze mnie prezentacji, a raczej skupieniem się na ich części wspólnej, która to jak mi się wydało, aż się prosiła o komentarz. Dlatego też, naprawdę polecam te trzy najlepsze wystąpienia skonsumować w całości – są naprawdę ciekawe i wartościowe. Na koniec wspomnę również w dwóch słowach o tych słabszych wystąpieniach.

Catherine Dixon: To hell with mediocrity – adventure beckons!

If you are not thinking as a designer, I don’t know what you are doing” Catherine Dixon

Catherine poruszyła wiele ciekawych kwestii, począwszy od roli projektanta, jego edukacji i warsztatu, zwracając przy tym uwagę na nierozerwalny związek i konieczność zachowania równowagi pomiędzy warsztatem koncepcyjnym, a tym twardym związanym z projektowaniem jako rzemiosłem.

TYPO Talks Video | TT Blog

Nadine Chahine: Designing for Split Second Clarity

Nadine rozpoczęła od podstaw teoretycznych związanych z psychofizjologią widzenia oraz tego w jaki sposób czytamy, aby ostatecznie przejść do omawiania swoich badań nad czytelnością krojów. W trakcie swojej prezentacji przedstawia niuanse oraz problematykę stosowanych przez swój zespół metodyk, a także ciekawe wyniki tychże badań.

TYPO Talks Video | Designing for Split-Second Clarity — prezentacja (slajdy) | TT Blog

Maxwell Roberts: Round in circles and back again – simplicity coherence and the need for evidence based design

We need to backup design by evidences, we need evidence based design – Maxwell Roberts

Choć wydawała się niepozorną, prezentacja Maxwella była według mnie najlepszą na konferencji. Autor opowiedział o niuansach projektowania map schematycznych oraz o związanymi z tym swoimi badaniami. Podczas prezentacji podniesiono wiele kwestii związanych z u użytecznością map schematycznych oraz przytoczono kilka ciekawostek, jak choćby to, że to londyńska mapa Becka nie była pierwszą miejską mapą schematyczną – Berlin miał taką dwa lata wcześniej!

TYPO Talks Video | TT Blog | Tube Map Central — strona Maxwella Robertsa

Trochę słabości

Na konferencji trafiły się też słabsze prezentacje, a również i takie, o których w pewnym sensie można powiedzieć, że rozczarowywały – co ciekawe, często na największej sali Hall. Można tu przytoczyć pewną – której autora ostatecznie postanowiłem nie wymieniać. Prezentacja choć trochę pompatycznie, rozpoczęła się całkiem zachęcająco. Twarde wypunktowanie zasad dobrego designu, autor wygrzmiał o potrzebie odpowiedzialności i moralności, a także szczerości w projektowaniu – negatywnym przykładem miały być systemy informacji przestrzennej na lotniskach, które według prelegenta, bardziej oprowadzają po sklepach, niż kierują podróżnych do bramek. W pewnym momencie jednak prezentację jakby ręką uciął, a przed największą widownią na konferencji mówca rozpoczął reklamę swojego stoiska oraz butiku, w których to, można było nabyć gadżety z literami. Tu oto posypała się seria slajdów i filmów prezentujących szeroki asortyment kubków, talerzy i poszewek na poduszki. Artefakty te, jak twierdził, miały być powodem do dyskusji na temat problemów typografii. Przez moją głowę przemknęło chłodne – ale bulszit. Można było odnieść wrażenie, że z widowni padły oklaski, tylko czy w tym całym moralizowaniu, król nie okazał się być nagi?

Zobacz również


  1. Sebastian Sikora, Subiektywne opinie, obiektywne metody, 2+3D nr. 60 III/2016 str. 74 

Identyfikacja HP by Moving Brands — po mojemu

Nie tak dawno (bo tego posta zacząłem pisać jeszcze w grudniu) pojawiła się informacja o nowej identyfikacji HP. Posypały się pozytywne opinie, nowoczesna, minimalistyczna stylistyka ku temu nastrajała — zresztą, nie ma się co dziwić, bo za ową identyfikację odpowiada Moving Brands.

moja propozycja
il. © Moving Brands

Kiedy tak dyskutowano na temat dobrości i ewentualnych niedobrości całego projektu, nagle okazało się, że HP wcale nie planuje zmiany loga, a nowa identyfikacja jest efektem zlecenia o charakterze raczej konceptualnym. Rzecz narobiła szumu, nie wiem czy traktować to w charakterze virala czy też nie — zresztą, nie do końca akurat to chcę brać pod lupę.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem „nowe” logo HP i jego ewentualną drogę rozwoju, od razu naszły mnie wątpliwości. Po pierwsze: chcąc nie chcąc logo się czyta… od razu kojarzy się z tekstem (i nim de facto jest), a skoro tak, należałoby zadbać o jego właściwą czytelność. Na chwilę obecną brzuszki „h” oraz „p” wyglądają tak samo, przez co logo bardzo często jest czytane jako „bp” — a to już chyba problem. Prosta forma i brak wygięć czy poprzeczek (które nadały by bardziej konkretny kształt literom) jest argumentowana planem „ewolucji” loga do postaci „ultimate simplicity”. Niemniej, uważam, że na chwilę obecną sprawa wygląda tak, jak gdyby zabrakło decyzji czy logo powinno mieć formę abstrakcyjną, czy też typograficzną i nie działa to na jego korzyć. Co więcej, mam wrażenie, że wersja „ultimate simplicity”, może okazać się zbyt mało charakterystyczna i może być kojarzona z elementami innych identyfikacji np. Deutsche Bank czy AXA, gdzie już od dawna wykorzystuje się slash (ukośną kreskę) jako wiodący i charakterystyczny element identyfikacji.

Aby lepiej zwizualizować problem, wykonałem szybki koncept (poniżej) przedstawiający, jak sprawę można by rozwiązać. Dodanie delikatnych szeryfów/uszek w odpowiednich miejscach praktycznie rozwiązuje kwestię czytelności. Oczywiście nie jest to ostateczna wersja rozwiązania, należałoby jeszcze dokładnie przestudiować zakres stosowania logotypu i zastanowić się nad wielkością szeryfów — biorąc również pod uwagę kwestie technologiczne.

moja propozycja
il. po lewej © Moving Brands, po prawej ta sama ilustracja z nałożonymi szeryfami (modyfikacja wykonana wyłącznie na potrzeby tego artykułu)

Zobacz więcej:

Litera (F) w przestrzeni

Pod koniec września, jak niektórzy wiedzą (chociażby z opowieści o moich zepsutych kolanach) byłem na plenerze (w Górkach Wielkich) w ramach którego realizowaliśmy projekt typograficzno-rzeźbiarsko-fotograficzny. Mianowicie, dobrani 2–3 osobowe zespoły mieliśmy zrealizować temat „Litera w przestrzeni” na który składało się wykonanie rzeźby (wylosowanej uprzednio) litery wykorzystując materiały znalezione w okolicy, sfotografowaniu jej tak aby elementem kompozycji była osoba, a następnie wykonaniu dokumentacji w postaci folderu. Nasz “krakowski” zespół od litery F składał się ze mnie oraz Niny Gregier, dodatkowo, kiedy rąk do pracy potrzeba było więcej, swoją pomoc chętnie oferował zespół od litery B (tj. Tomasz Gorol i Grzegorz Kowal) za co jeszcze raz dziękujemy[niny], oczywiście nie można zapomnieć również o Helenie, która po mimo chłodnego wieczoru pozowała do sceny „ze zjawą‟.

Od początku nasz projekt był inspirowany otoczeniem. Kamienista rzeka, gęste zarośla i niepokojąco spokojna tafla wody, zdecydowały o podjęciu konwencji horroru. Naszym założeniem było zbudowanie tajemniczej i niepokojącej sceny, a litera „F” miała posłużyć za element scenografii. Cała rzeźba miała 2,8 metra wysokości, 2 metry szerokości oraz 0,7 m głębokości. Przygotowując gałęzie, nie docinaliśmy ich idealnie na wymiar, ale zostawialiśmy nieco dłuższe, co pozwoliło uzyskać niepokojącą, nieregularną i autentyczną w kontekście otoczenia formę (co fajnie wyszło na zdjęciach we mgle).

Pierwszą realizacją tego założenia było „spotkanie ze zjawą”.
W scenie tej postawiliśmy na tajemniczość i zaskoczenie, próbując wykreować nie do końca racjonalne czy też oczywiste zjawiska. Do sceny, obok litery został usypany podest z kamieni, wysoki na tyle, aby nie przeciął tafli wody. Stojąca na nim postać miała robić wrażenie jak gdyby stała lub chodziła po wodzie, wrażenie to dodatkowo wzmacnia druga osoba zanurzona po kolana w wodzie. Ciekawym i dezorientującym efektem okazały się być odpowiednio oświetlone owady latające nad rzeką.

Drugą realizacja powstała dosyć spontanicznie, a główną inspiracją były bardzo sprzyjające tego rodzaju klimatowi warunki pogodowe – tj. deszcz i mgła. W tej scenie skupiliśmy się w szczególności na uczuciu niepokoju. W naszym zamierzeniu było stworzenie wrażenia, jak gdyby zaraz miało się coś wydarzyć, wzbudzić napięcie i poczucie oczekiwania na nieuniknione. Swoją drogą ciekawe sprawa taka sesja w deszczu i lodowatej wodzie po kolana ;)

Pomimo tego, że projekt, wymagał dużo pracy, samoorganizacji i odporności na trudne warunki pogodowe, dostarczył nam naprawdę dużo frajdy. Dla mnie — osoby która jeszcze niedawno ograniczała się w projektowaniu/tworzeniu wyłącznie do komputera było to tym ciekawsze doświadczenie. Zamiast herbatki, muzyki i ciepłych kapci przed komputerem, cały przemoczony targałem badyle z lasu i kaleczyłem paluchy. Niemniej widok finalnej formy a potem również i wykonanych jej zdjęć zdjęć, okazały się być warte fatygi i pracy w deszczu, niedostatku snu a nawet upadniętego obiektywu (moja sigma 24–70 2.8 zaliczyła podłogę i nie ma się zbyt dobrze).

Na zakończenie poglądowo literki innych grup, które pomagałem fotografować.

A by Karolina Zarańska, Ola Krawczyk

B by Grzegorz Kowal, Tomasz Gorol

###Zobacz więcej
Pełna galeria / Full Gallery (google+/picasaweb.com)

###Inni o projekcie
plener, Górki Wielkie (wpis na blogu Niny Gregier)
litera „F” (wpis na blogu Niny Gregier)