Akceleracjonizm – postkapitalistyczne kołacze bez pracy?

Radical Future and Accelerationism 2016 to zorganizowana przez Uniwersytet Jagieloński konferencja, na której pojawiłem się trochę z ciekawości. Z ciekawości, ponieważ jej tematyka była, dla mnie czymś zupełnie nowym, niemniej jako fan podejścia spekulatywnego szybko dałem się zaciekawić. Koncentrowała się bowiem na eksplorowaniu radykalnych wizji przyszłości, a w szczególności na akceleracjonizmie tj. na socjo-politycznej teorii zakładającej, że obecna forma kapitalizmu, w kontekście współczesnej techniki, wyczerpała już swój potencjał i należy doprowadzić do jej redefinicji. Nie są to puste zarzuty, a tę diagnozę wydaje się potwierdzać choćby Thomas Piketty swoimi badaniami, których wnioski opisał w „Kapitałe XXI wieku”.

Na czym jednak taka redefinicja miałaby polegać? Przede wszystkim należy zaznaczyć, że akceleracjonizm nie zakłada odrzucenia czy negacji obecnego systemu, chodzi raczej o budowanie przyszłości, w oparciu o największe osiągnięciach kapitalizmu. Niezwykle istotnym założeniem jest uwolnienie się od pracy jako przymusu, tj. jedynej drogi zapewniającej ludziom podstawowy byt. Zmiana taka zaczyna być możliwa — a jednocześnie wymuszana – właśnie dzięki rozwojowi technicznemu i technologiom automatyzacji. Tym samym, technika miałaby służyć ludziom, a nie maksymalizacji zysków. Nie chodzi tylko zmiany w obrębie funkcjonowania gospodarki, ale również i społeczeństwa, w świadomości którego praca nie definiowałaby już ludzkiej wartości oraz tożsamości. Przyznam się, że dopiero teraz zauważyłem, że zadając pytanie „kim jesteś?” pytana osoba prawie na pewno odpowie jaką pracę wykonuje, i to nawet, w przypadku kiedy jej nie lubi, a w zanadrzu ma ciekawą pasję. Daje do myślenia?

Zobacz koniecznie

Zobacz również

Ilustracja tytułowa © Radical Future and Accelerationism 2016.

Nacjo-polo — patriotyzm, a tanie parówki z supermarketu.

Wpis ten powstał na podstawie mojej argumentacji do swojej wypowiedzi na Facebook:

„Disko-polo, typo-polo, kato-polo… nacjo-polo”

z dołączonym linkiem do sklepu internetowego sprzedającego tzw. „odzież patriotyczną”.
Wpis wywołał małe zamieszanie na moim więc postanowiłem wyjaśnić co miałem na myśli – postanowiłem wrzucić go również tutaj, na bloga bo ładnie wpisuje się w jego już nieco zaniedbane credo.

Nie chodzi mi tylko o to jak kto manifestuje swój patriotyzm – pominęliście pozostałą część komentarza (komentujący skupili się wyłącznie na moim rzekomym ataku na patriotyzm lub dumę ze swojego pochodzenia). Chodzi mi raczej o wszędobylską bylejakość, powierzchowność, bezrefleksyjność i odpuszczenie sobie wartości jakościowej. Ale skoro już jesteśmy w temacie dumy w odniesieniu do symboli narodowych to zostańmy przez chwilę. Co z tego, że macha się trzema flagami na jednym czy drugim marszu, skoro po takich marszach miejskie śmietniki są pełne flag. Zauważcie też jak często Polacy piszą po fladze – nie ważne czy Balcerowicz musi odejść, Małysz do boju, czy Wejcherów na spotkaniu z papieżem – dlaczego tylko polskie flagi są pobazgrolone? To samo polszczyzna – wielcy polscy patrioci piszą po murach „śmierć żydĄ”. Całe szczęście, że można kupić koszulkę za 40 zł i nazywać się – jak to określają właściciele sklepu – „urodzonym patriotą”, bo polszczyzny trzeba się uczyć, flagę poskładać, państwo szanować… uf.

Mam wrażenie, że zbyt często patriotyzm, czy może powiedzmy wprost, że polskość jest traktowana jak tanie parówki z supermarketu – jako coś co powinien zjeść każdy bez zastanawiania się co jest w środku – to przecież parówki, czego od nich chcesz, co się czepiasz? Właściwie, to że są tanie w dużej mierze uzasadnia brak przyzwolenia na ich krytykę – w końcu to jedyne parówki jakie mamy. Jest to o tyle niebezpieczne, że robi się z tego wszystkiego wygodny i łatwy w użyciu wytrych do segregowania, a może nawet podporządkowywania sobie ludzi. Potem nie w imię konkretnych wartości, czy korzyści, ale w imię boga, patriotyzmu albo parówek – czyli czysto abstrakcyjnego wszechuzasadniącego konstruktu – ludzie robią strasznie dziwne i niepotrzebne rzeczy.

W skrócie, odnosząc się do muzyki – uważacie, że krytyka diskopolo będzie przejawem antypatii do muzyki w ogóle, czy może wręcz odwrotnie, tj. wyrazem troski o jej jakość?