Wizualizacja danych, czy infografika?

Tekst został opublikowany w Ogólnopolskim kwartalniku projektowym 2+3D nr 57 (IV 2015).


Jakiś czas temu, wczytując się w literaturę na temat wizualizacji danych, zderzyłem się z problemem terminologicznym. Znaczenia przypisywane terminom „wizualizacja danych” i „infografika”, jakie znałem z jednych publikacji, nie potwierdzały się w innych. Czasami wyrażenia były stosowane zamiennie, innym razem funkcjonowały jako przeciwstawne. Szczególnie irytuje, że systematyki jednych autorów wywracają do góry nogami to, co twierdzą inni. Problem nie ogranicza się do materiałów polskojęzycznych. W Polsce tematyka wizualizacji nie jest jeszcze zbyt mocno eksplorowana – więc bałaganu można się spodziewać. Jednak materiały angielskojęzyczne, redagowane przez światowej sławy ekspertów, również nie są spójne w tej kwestii.

Oczywiście, szybko zapytałem wyszukiwarkę internetową o różnicę pomiędzy „wizualizacją danych” a „infografiką”. No cóż, nie ma co ukrywać, że nie byłem pierwszym mierzącym się z tą zagadką, i w wynikach otrzymałem całkiem pokaźną listę odpowiedzi na moje pytanie. Pomysły były przeróżne, niemniej kilka z nich powtarzało się bardzo często – co niestety nie znaczy, że były sensowne i należy je przyjąć do wiadomości, przynajmniej nie bezkrytycznie.

Popularne definicje „wizualizacji danych” i „infografiki”

1. Wizualizacja danych jest tworzona przez komputer, a infografika ręcznie.
To bardzo częsta próba wskazania różnicy. Problem w tym, że efekty końcowe tworzenia ręcznego i generowania komputerowego wizualizacji mogą być identyczne. Generowanie wizualizacji za pomocą komputera bywa o wiele szybsze, jednak manualnie można zrobić to równie precyzyjnie – tym bardziej kiedy używa się aplikacji do projektowania grafiki wektorowej – a zastosowany algorytm będzie tak samo skalowalny jak w przypadku wykonywania go przez komputer. Jedyna różnica to poświęcony czas. Takie postawienie sprawy bardzo trafnie skomentował Piotr Kozłowski: Nie chcę obrażać zwolenników tej tezy, ale to dla mnie absolutny bezsens. Czy samochody składane ręcznie nazywamy inaczej niż te wyjeżdżające z fabryki? 1.

Aby zrozumieć, o co chodzi, wystarczy spojrzeć na diagramy tworzone przez XIX-wiecznych prekursorów wizualizacji danych statystycznych [il. 1, 2, 3]. Nie są to upstrzone ilustracjami kolaże, raczej czysta reprezentacja danych, w której bardziej można dostrzec wynik działania algorytmu programu komputerowego niż odręczne opracowanie – a ich autorzy nie mieli przecież zbyt łatwego dostępu do komputerów…

Omawiana definicja opiera się na prostym kojarzeniu tego, co manualne, z przerostem formy nad treścią, a tego, co minimalistyczne i zorientowane na dane, z wytworem maszyny.
Termin „data visualization” – jak to widać choćby w Google Trends [il. 4] – ma dłuższą historię i względnie stabilną popularność, natomiast „infographic” dopiero niedawno, bo około roku 2010, zaczął być wyszukiwany. Jednak w przeciwieństwie do „wizualizacji danych”, „infografika” bardzo szybko zyskała dużą popularność. Co to oznacza? „Wizualizacja danych” jest terminem od dawna używanym przez wąskie grono specjalistów, natomiast „infografika” zaczęła wchodzić do słownika wraz z popularyzacją atrakcyjnych w odbiorze grafik informacyjnych przeznaczonych dla szerokiego grona odbiorców, które zaczęły się rozlewać po internecie. Trend tworzenia „infografik” na masową skalę, wręcz zagraconych tym, co Edward Tufte nazywa chart junk, jeszcze bardziej wzmacnia skojarzenie, na którym opiera się omawiana definicja. Idąc tropem Tufte’a, można by tę definicję przeformułować, mówiąc, że „wizualizacja danych” ma wysoki współczynnik data-ink 2, a „infografika” – niski. Problem w tym, że przy takim podejściu ten sam wykres, w zależności od jego upstrzenia, raz będzie infografiką, a raz wizualizacją danych – co nie trzyma się kupy.

2. Wizualizacja jest obiektywną reprezentacją danych, a infografika subiektywnym przedstawieniem punktu widzenia autora.
Dobrym puntem wyjścia do zastanowienia się nad tą propozycją będzie cytat z zeszytów naukowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie: „Choć same dane nie mają znaczenia ani celu, to dobór odpowiednich symboli może narzucać lub sugerować ich określoną interpretację” 3.

Każda forma przedstawienia danych, nawet tabela, może mieć charakter perswazyjny – tj. przekonywać odbiorcę do przyjęcia punktu widzenia autora – lub informacyjny, prezentować możliwie kompleksowo i obiektywnie dane zjawisko. Dobrym tego przykładem mogą być diagramy przedstawiające planowaną przez demokratów strukturę służby zdrowia w Stanach Zjednoczonych [il. 5, 6].

Jak widać, za pomocą praktycznie tych samych środków i zbliżonego sposobu przedstawiania można uzyskać skrajnie różne diagramy pod względem odwzorowania struktury. Jeden został celowo przesadnie skomplikowany z pobudek politycznych, drugi natomiast stworzony przez „niezależnego” projektanta, któremu – jak się wydaje – zdecydowanie lepiej poszło przystępne zaprezentowanie zależności. Czy więc jeden diagram powinniśmy nazwać infografiką, a drugi wizualizacją danych? Problem występuje nie tylko w przypadku prezentowania danych w postaci relacji. W zależności od parametrów prostego wykresu – jak np. parametry osi – możemy uzyskać i obiektywny, i subiektywny komunikat. Jak widać, na grafice przedstawiającej konsekwencje wygaśnięcia cięć podatkowych George’a W. Busha w programie telewizji Fox celowo obcięto wykres, tak aby różnica pomiędzy dwiema wartościami wydawała się większa [il. 7]. Na tej samej ilustracji po prawej – poprawny wykres słupkowy prezentujący te same dane. Podobnie jest z doborem kolorów na kartogramie, który może w dużym stopniu wpłynąć na odbiór danych, a co za tym idzie – zmienić charakter grafiki z informacyjnego na perswazyjny. Warto zwrócić uwagę, że w powyższych przykładach to nie dane zostały sfałszowane, a jedynie sposób ich transformacji na postać wizualną został tak dobrany, aby wymowa otrzymanego komunikatu była autorowi na rękę.

3. Infografiki używa się, aby opowiedzieć historię lub odpowiedzieć na pytanie. Wizualizacja danych pozwala odbiorcy odnaleźć własną historię lub odpowiedź.
Nie wszystkie wyszukane próby rozróżnienia okazały się tak rażąco niespójne jak dwa pierwsze przykłady. Powyższy sposób odniesienia się do omawianej kwestii szanuje nasze intuicje i w wielu przypadkach pozwoli rozróżnić infografiki i wizualizacje danych. Niestety, definicja nie jest wyczerpująca, nie wydaje się wystarczająco jasna, żeby posługiwać się nią w dyskusjach, ani dość precyzyjna, żeby analizować za jej pomocą przypadki graniczne, nie jest również pomocna w praktyce projektowej.

4. Infografika i wizualizacja to to samo.
W obliczu przedstawionych powyżej trudności bardzo kuszące i w pewnych przypadkach chyba uzasadnione jest używanie terminów zamiennie. Lecz choć niewątpliwie pojęcia wizualizacji i infografiki wydają się częściowo przenikać, to czy na pewno można postawić między nimi znak równości? Mając na uwadze historię oraz konteksty użycia tych pojęć, warto podjąć próbę ich wyklarowania, aby stały się przydatnymi narzędziami w teorii i praktyce projektowej.

Dane, informacja, wiedza

Aby jednak było to możliwe, trzeba spojrzeć na problem na poziomie elementarnym, a co za tym idzie, w pierwszej kolejności zrozumieć, czym są dane i informacje oraz w jakich relacjach względem siebie się znajdują. Przy czym i w tym przypadku konieczna jest ostrożność. Terminy takie jak dane, informacje, wiedza również bywają problematyczne. Nie tylko w języku potocznym, lecz także używane przez specjalistów teorii informacji czy zarządzania wiedzą – pozostają często niejednoznaczne (co wynika częściowo z ich pierwotnego charakteru).

W ujęciu kognitywistycznym tzw. hierarchia podstawowych pojęć poznawczych ma się następująco: dane są reprezentacją faktów, zazwyczaj wybranymi na potrzeby zapamiętania lub analizowania określonych zjawisk 4. Same dane nie mają celu ani znaczenia 5 – są abstrakcyjne i nie muszą być użyteczne 6. Dane trafiają do świadomości odbiorcy w postaci komunikatu i są przekształcane w informacje poprzez kontekstualizację 7, tj. przez odniesienie do tego, co w rzeczywistości reprezentują, oraz do już istniejącej wiedzy odbiorcy – w ten sposób nadawane jest im znaczenie. Dzięki temu jest możliwa ich interpretacja i zrozumienie. Tak więc informacja to dane zawarte w komunikacie, zinterpretowane przez odbiorcę, mające dla niego znaczenie, a jeśli wnoszą do jego świadomości element nowości – zmniejszają jego niewiedzę, stając się elementem jego wiedzy. Jeśli jednak komunikat zawierający dane nie zostanie zrozumiany, jego treść nie znajdzie zaczepienia w istniejącej już wiedzy, to nie zostanie on zinterpretowany i pozostanie jedynie szumem informacyjnym – o czym często wspomina Krzysztof Lenk 8. Warto wspomnieć, że o ile dane są obiektywnym zapisem faktów, o tyle informacja ma charakter subiektywny, to znaczy jeden komunikat, a tym samym ten sam zestaw danych, może być źródłem różnych informacji dla różnych odbiorców, w zależności od posiadanej przez nich wiedzy, ich indywidualnego systemu konceptualizacji oraz sposobu kontekstualizacji danych. „Wynika z tego, że proces interpretacji danych wymaga posiadania określonej wiedzy o opisywanym świecie i o języku, w którym dane są zapisane. Wiedza odgrywa zatem aktywną rolę w procesie interpretacji danych, nadawania im znaczenia” 9. Nowa wiedza powstaje wskutek wyciągania wniosków z już posiadanej wiedzy oraz otrzymanych informacji w określonym kontekście.

Próba definicji

Wizualizacja danych

Wizualizacja danych to proces transformacji danych do postaci wizualnej, tj. do obrazu, lub rezultat takiej transformacji. Wizualizacją można nazwać nie tylko różnego rodzaju grafy, wykresy i diagramy, ale właściwie każdą formę wizualną, która powstała wskutek wykonania na zestawie danych określonego powtarzalnego algorytmu – nieważne, czy za pomocą komputera, czy też manualnie – w tym zapis tekstowy i tabelaryczny. Wizualizacja to również wizualny lub samowizualizujący się zapis danych, jak np. ten pochodzący z dawnych sejsmografów, w których wstrząsy były rejestrowane za pomocą wahadła i najpierw przyjmowały formę graficzną, a dopiero później była możliwa ich transformacja do postaci cyfrowej.

Warto się tu zastanowić nad problemem celowości wizualizacji danych, tj. nad tym, czy sposób kodowania, zapisu danych lub też ich transformacji do postaci wizualnej powinien być podporządkowany czytelności i możliwości ich interpretacji. Innymi słowy, czy wizualizacja musi być użyteczna lub efektywnie komunikować informacje. Wydaje się, że zgodnie z definicją danych 10 i przy założeniu, że wizualizacja jest szczególną formą ich zapisu, można powiedzieć, że jest postacią graficzną jedynie opartą na danych, niekoniecznie realizującą określony cel, czy narzucającą ich interpretację lub mającą sformułowany ówcześnie komunikat. Taka definicja otwiera pole z jednej strony do działań eksploracyjnych, nie do końca mających zdefiniowane cele, a z drugiej do wykorzystania wizualizacji danych w działaniach artystycznych, które w ogóle nie muszą być źródłem informacji, a wciąż mogą być nazywane wizualizacją danych.

Infografika / grafika informacyjna

Wyróżniającą cechą grafiki informacyjnej jest jej – jak łatwo się domyślić – aspekt informacyjny. Wobec tego, co już wiemy o informacji, można powiedzieć, że infografika musi zapewniać danym otoczkę, która z kolei umożliwi ich odniesienie do tego, co opisują, a także do wiedzy odbiorcy. Ale co to właściwie znaczy? Infografika oznacza bardziej kompleksową formę niż wizualizacja danych. Może kierować do odbiorcy jeden lub wiele komunikatów nawzajem się kontekstualizujących, co za tym idzie, wykorzystywać pojedynczą lub wiele wizualizacji danych, może zawierać zredagowany tekst, ilustracje, fotografie itp., wszystko po to, aby zapewnić niezrozumiałym dla odbiorcy danym kontekst i objaśnić, jak je interpretować za pomocą treści, które nawiązują do tego, co już wie. Jak twierdził Kant, „puste pojęcie może się odnieść do jakiejś intuicji empirycznej tylko wówczas, gdy istnieje jakaś aprioryczna zdolność figuratywna, która przygotowuje i wspomaga wtłoczenie nieznanej treści w znaną, zrozumiałą już treść” 11.

Infografika z założenia jest użytecznym i efektywnym źródłem określonych informacji dla danego odbiorcy, jednocześnie już pojedyncza wizualizacja danych, nawet w postaci tabeli lub ilustracja, może funkcjonować jako infografika, kiedy jest źródłem informacji.
Pojawia się jednak pytanie, czy infografika podobnie jak informacja ma charakter subiektywny? Trzymając się definicji, trzeba by stwierdzić, że tak. Specjalistyczne wizualizacje dla laika będą tylko szumem informacyjnym, natomiast dla odbiorcy posiadającego wiedzę, jak je interpretować, będą źródłem konkretnych informacji. Różnicę w pierwszym przypadku będzie czynił opis, jak interpretować, oraz elementy kontekstualizujące, dzięki którym wizualizacja nabierze również dla laika charakteru informacyjnego. Z drugiej jednak strony jeśli zawęzimy grupę docelową i tak zaprojektujemy komunikat, że pojawi się pewność jego poprawnej interpretacji wewnątrz tej grupy, będziemy mieli zawsze do czynienia z infografiką.

Co o tym wszystkim myśleć?

Czemu ma zatem służyć rozróżnianie wizualizacji danych i infografik? Na pewno nie powinno być pretekstem do próżnych sporów słownikowych. Będzie natomiast przydatne w zastanawianiu się, co jest w danej sytuacji celem projektowym, nas projektantów lub autora, którego pracę widzimy. W tym drugim przypadku nie pozwoli dać się nabrać. Kiedy natomiast projektujemy sami, musimy zadać sobie pytanie o cel naszych działań, dlaczego chcemy coś zakomunikować12. Wiedząc dlaczego, możemy zadać sobie pytanie „jak”. Z kolei odpowiedzieć na to pytanie pomoże dalsze doprecyzowanie, m.in. czy nasze działania mają charakter artystyczny czy użytkowy, a jeśli to drugie, to czy wykorzystujemy wizualizację jako narzędzie do eksplorowania danych, dając odbiorcy wolną rękę w poszukiwaniu ewentualnych korelacji (podejście eksploracyjne), czy przedstawiamy zestaw danych, prezentując już określone zależności i wnioski (podejście objaśniające). Czy zależy nam na przekonaniu odbiorcy do konkretnego punktu widzenia, wywołaniu zmiany w zakresie postawy (podejście perswazyjne), czy też na jak najbardziej obiektywnym przedstawieniu problemu, które pozwoli odbiorcy zrozumieć dane zjawisko i dokonać własnych spostrzeżeń, niekoniecznie zgodnych z naszymi (podejście informacyjne) 13.

Kolejne pytanie – jakiego narzędzia powinniśmy użyć? Niewielką ilość danych można sprawnie wyrysować ręcznie, jednak w przypadku dużej liczby danych lub takich danych, które chcemy przetwarzać w czasie rzeczywistym albo interaktywnie, najczęściej konieczne będzie stworzenie dedykowanej aplikacji.

Moim celem nie było postawienie kropki nad i, a jedynie zaznaczenie istnienia problemu, który dodatkowo komplikuje się, kiedy inforgafikę i wizualizację danych umieścimy w szerszym kontekście projektowania informacji, komunikacji wizualnej, projektowania graficznego, grafiki użytkowej itd. Nad wszystkim tym od czasu do czasu warto się zastanowić.

Ilustracja tytułowa © Ogólnopolski kwartalnik projektowy 2+3D


  1. Cytat pochodzi z prywatnej korespondencji autora. 
  2. Pojęcie chart junk i współczynnika data-ink wprowadził Tufte w książce The Visual Display of Quantitative z 1983 roku. Pierwsze oznacza graficzne elementy wykresów i diagramów, które nie są niezbędne w procesie kodowania informacji, drugie niezbędną ilość tuszu potrzebną do zaprezentowania informacji. Im wyższy współczynnik data-ink, tym mniej zbędnych elementów. 
  3. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji;
    www.uci.agh.edu.pl/uczelnia/tad/PSI11/art/Dane_informacje_wiedza.pdf 
  4. Zob. Wiedza, informacja i dane,
    www.inzynieriawiedzy.pl/wiedza/wiedza-informacje-dane 
  5. Zob. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji, dz. cyt. 
  6. Zob. T.H. Davenport, L. Prusak, Working Knowledge,
    Harvard Business Review Press 2000. 
  7. Zob. tamże oraz Wiedza, informacja i dane, dz. cyt. 
  8. Zob. K. Lenk, Wątpliwości projektanta informacji wizualnej, vimeo.com/52745649;
    tenże, Krótkie teksty o sztuce projektowania, Gdańsk [2011], s. 106. 
  9. Zob. Wiedza, informacja i dane, dz. cyt. 
  10. Zob. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji, dz. cyt. 
  11. J.-J. Wunenburger, Filozofia obrazów, tł. T. Stróżyński, Gdańsk 2011, s. 54. 
  12. Zob. R. Kosara, Talk: How to Visualize Data, „Eagereyes: Visualization and Visual Communication”, https://eagereyes.org/talk/talk-how-to-visualize-data 
  13. M. Ciesielska, Komunikacja wizualna w działaniu, http://tworczelaboratorium.weebly.com/uploads/1/0/6/3/10632528/komunikacja_w_dzialaniu.pdf 

Comic Science — projektowanie graficzne w nauce

Na wstępie, przepraszam za skrót myślowy, ale pisząc o nauce, będę miał na myśli przede wszystkim nauki ścisłe, techniczne.

Czwarty lipca 2012 to wielki dzień dla współczesnej nauki. Podczas konferencji zorganizowanej przez CERN, ogłoszono odkrycie nowej cząstki subatomowej — prawdopodobnie bozonu Higgsa. Cząstki poszukiwanej od ~45-ciu lat, której istnienie jest kluczowe, dla obecnej formy modelu standardowego (najlepszej teoria opisująca budowę materii jaką mamy). Wielkie przedsięwzięcie, najbardziej skomplikowana technika jaką stworzył człowiek, doniosłe odkrycie i jak na ironię, kiedy oczy całego świata zwrócone były ku kolejnym slajdom prezentacji, opisującej meandry doświadczenia oraz jego wyniki — ukazał się… Comic Sans.

Graphic design ∩ Science = Comic Sans

Nie chcę żeby mnie źle zrozumiano — nie zamierzam nikogo wytykać palcem za typograficzne foux pas. Niemniej jednak, całe zajście wydało mi się być dobrą okazją do refleksji, na temat relacji pomiędzy środowiskami związanymi z nauką, a tymi związanymi z projektowaniem graficznym. Otóż wydaje się, że relacje te mają się dosyć słabo, o ile w ogóle o takowych można mówić.

Wizualne nieużytki nauki ciągną się aż po horyzont i nie ma co ukrywać, jest to niepożądany stan rzeczy. Niepożądany z wielu względów. Przede wszystkim jednak dlatego, że kreuje negatywny wizerunek nauki w społeczeństwie. Nauka zaczyna być identyfikowana z czymś nieatrakcyjnym i niedbałym, ale także niezorganizowanym i nielogicznym. Oczywiście nie chodzi mi o to, aby względy estetyczne czy wizerunkowe miały konkurować z merytoryką. W tym wypadku, nawet najlepszy dizajn nie powinien mieć prawa rywalizowania z treścią. Niemniej, często bywa tak, że nową wiedzę lub nowe technologie trzeba „sprzedać” — czy to w obrębie przemysłu, czy też w ramach dystrybucji wiedzy w społeczeństwie. Wtedy, formą przekazywanych informacji możemy w znacznym stopniu pomóc lub zaszkodzić merytoryce. Nie chodzi tu tylko o pierwsze wrażenie, którym możemy zachęcić lub zniechęcić potencjalnego odbiorcę do zapoznania się z treścią. Trzeba również pamiętać o tym, że czytelność oraz forma w jaką jest opakowana treść, ma istotny wpływ na proces interpretacji, uczenia się oraz ewentualną interakcję. Co więcej, warstwa graficzna umożliwia kodowanie (za pomocą kolorów, układu, piktogramów) bardzo wielu informacji i zależności, w sposób bardziej naturalny, a jednocześnie mniej obciążający odbiorcę aniżeli czysty tekst. Ważne jest dlatego, odpowiedzialne i świadome korzystanie ze środków graficznych tak, aby jako warstwa znaczniowa nie generowały sprzecznych i niechcianych skojarzeń lub komunikatów.

Rubierze

W przypadku wspomnianej konferencji CERN — pomimo tego, że wiarygodności i dbałości o szczegóły podczas prowadzenia badań, naukowcom odmówić z całą pewnością nie można, to wizualny aspekt buduje wręcz przeciwne wrażenie — prezentacji niechlujnej, niespójnej i przygotowanej na kolanie, w najlepszym wypadku na użytek wewnętrzny. Niska jakość wizualna prezentacji, w pewnym stopniu może nawet obniżać rangę tego wydarzenia, w oczach niewiele rozumiejącego, ale za to trzymającego za finansowy kurek społeczeństwa.

50. slajd prezentacji Status of Standard Model Higgs searches in ATLAS
fot. © Denis Balibouse (The Guardian „Higgs boson and Comic Sans: the perfect fusion”)

Podobny obrót przyjmują sprawy, w przypadku wielu polskich placówek naukowych i rozwiązań technicznych. Pomimo tego, że często są one wysoce konkurencyjne i nowatorskie, to bardzo niedbale podchodzi się do problemu budowania ich wizerunku — w tym dbałości o wysoką jakość publikacji oraz identyfikacji wizualnej.

Nawet w przypadku bardzo głośnych, polskich osiągnięć naukowych, jak polski niebieski laser, dbałość o komunikację wizualną nie prezentuje się zbyt dobrze. Po kilku chwilach spędzonych na stronie spółki TopGaN (producenta polskiej „niebieskiej optoelektroniki”), można nabrać przekonania, że jest to raczej mało ciekawa, garażowa firma, nijak nie związana z tym, co kiedyś okrzyknięto polskim skarbem. Pomimo kontrowersji związanych z projektem rozwoju polskiego, niebieskiego lasera, funkcjonuje on w świadomości dużej części społeczeństwa jako powód do dumy z rodzimej nauki. Stanowi więc niemałą cegiełkę w postrzeganiu polskiej nauki, co w moim mniemaniu wiąże się z pewną odpowiedzialnością za jego wizerunek i zasługuje na kilka godzin pracy profesjonalnych projektantów.

Obecnie, naszą narodową nadzieją na zaistnienie w świecie wysokich technologii i nadwiślańską dolinę krzemową, jest polska technologia produkcji grafenu. Niestety na ślad jej marki, nie natrafiłem. Temat jest jeszcze świeży, niemniej już teraz miałem nadzieję znaleźć oficjalną stronę z aktualnymi informacjami na temat polskiego grafenu, skierowaną do inwestorów, przedsiębiorców, ale również do społeczeństwa. Skoro mamy się czym chwalić, róbmy to!

Trzeba również pamiętać, że komunikacja z odbiorcą powinna opierać się o jasne i spójne komunikaty. Przykładem braku takiej spójności może być strona instytutu Adeviq. Placówka ta, zachęcając do współpracy praktycznie każdego zainteresowanego i chętnego do pracy, swoją niewątpliwie ciekawą działalność otwiera na społeczeństwo. Jednocześnie doświadczenia płynące z korzystania z witryny internetowej instytutu, są zdecydowanie negatywne i zniechęcające. Nie dość, że struktura strony przypomina labirynt, to odwiedzający jest traktowany kalejdoskopem niczego nie kodujących kolorów. W efekcie czego, dezorientacja bardzo szybko bierze górę nad motywacją, a sfrustrowany użytkownik ucieka, zanim jeszcze zdąży się czegokolwiek dowiedzieć.

Strona internetowa Polskiej Akademii Nauk www.pan.pl
il. © Polska Akademia Nauk (www.pan.pl)

Ostatnim przykładem z rodzimego podwórka, o jakim chciałbym napisać, są publikacje Polskiej Akademii Nauk — instytucji będącej swego rodzaju wizytówką polskiej nauki. Zrzeszająca najwybitniejszych polskich naukowców i opiniująca bardzo ważne, a nierzadko drażliwe społecznie problemy organizacja, powinna posługiwać się materiałami, które swoją formą (wizualną i użytecznościową) uwiarygodniają jej stanowisko oraz budzą zaufanie. Tymczasem, już konfrontacja ze stroną internetową PAN budzi wręcz przeciwne odczucia. Co więcej, strona swoją estetyką zahacza o lata 90-te, co bardziej zniechęca, niż nastraja do myślenia o nowych technologiach czy innowacyjności — a przypomnę, mówimy o wizytówce polskiej nauki!

Punkty widzenia

Oczywiście, nie można mieć pretensji np. do fizyków o niską jakoś wizualną. Jednak jeżeli źle zaprojektowane formy publikacji (np. strony internetowe), przez wzgląd na błędy w projekcie informacji, użyteczności czy składzie, w znacznym stopniu utrudniają dostęp do treści, należałoby się zastanowić, nad zleceniem ich projektowania osobom bardziej kompetentnym w tej materii, aniżeli przysłowiowemu asystentowi po godzinach. Niestety, w wielu przypadkach naukowcy nie wydają się być świadomymi, istnienia problemów z odbiorem ich publikacji.
Co więcej, można odnieść wrażenie, że istnieje swego rodzaju przyzwolenie na niską jakość wizualną i użytecznościową publikacji związanych z nauką, co jest argumentowane stereotypowym przekonaniem, że projektowanie graficzne to tylko estetyzacja, która w dodatku nie przystoi naukowemu pragmatyzmowi.
Problem pojawia się jednak, gdy tego typu podejście, obserwujemy w przypadku emitowanej na cały świat (opiniotwórczej) konferencji, w ramach której, ogłaszane jest najważniejsze odkrycie ostatnich 50-ciu lat.

Z drugiej strony, podczas gdy tak wiele materiałów publikowanych przez ośrodki nauk technicznych, prezentuje niski poziom czytelności, użyteczności oraz estetyczny. Projektanci nie wydają się być zainteresowani, zmianą tego stanu rzeczy. Można wręcz odnieść wrażenie, że szukając samorealizacji w co bardziej modnych, acz często próżnych przestrzeniach, przegapiają okazje wzięcia udziału w wydarzeniach istotnych, a bywa, że (tak jak przypadku konferencji CERN) w wydarzeniach o znaczeniu wręcz historycznym. Może to wynikać z faktu, iż wizualizacja informacji oraz projektowanie publikacji o charakterze naukowym, wymaga nierzadko poświęcenia większej ilości czasu na samo zrozumienie zagadnienia oraz opracowanie projektu informacji, niż na działania graficzne. Wiąże się również z absolutnym podporządkowaniem estetyki, merytoryce (funkcji oraz treści), w związku z czym, może wydawać się mało atrakcyjnym i ograniczonym polem do wizualnej samorealizacji projektantów.
Niemniej świadczyłoby to o bardzo powierzchownym podejściu do projektowania, a także zorientowaniu na projekty, które swoją jakość oraz wartość budują przede wszystkim w oparciu o pustą estetykę.

Istnieje również pole, na którym dosłownie interesy obu stron tj. projektantów i naukowców zbiegają się. Mowa oczywiście o finansach. W roku 2013 nauka w Polsce ma otrzymać finansowanie na poziomie 0,4% PKB (włącznie z dofinansowaniem z UE), co jak uważają specjaliści, jest budżetem niewystarczającym na skuteczną działalność, w zakresie prowadzenia badań oraz edukacji. Kiedy jednostki naukowe muszą martwić się o środki na swoją podstawową działalność, trudno jest od nich wymagać dbałości o jakość komunikacji wizualnej, a co za tym idzie organizowania dodatkowych budżetów na projektowanie graficzne. Projektanci z kolei, za swoją pracę mają prawo oczekiwać uczciwej zapłaty, jeśli trudno o takową ze strony nauki — trzeba zrozumieć, że decydują się na realizację projektów o charakterze co bardziej komercyjnym.

Rozwiązania

Pewnym lekarstwem na zaistniały problem, mogłaby się stać współpraca szkół i uczelni projektowania graficznego oraz ux z placówkami badawczymi i uczelniami technicznymi. Bardzo interesującą i posiadającą duży potencjał, wydaje się możliwość realizowania prac dyplomowych, zorientowanych na potrzeby komunikacji wizualnej nauk technicznych i ścisłych. Z punktu widzenia studenta ASP, możliwość pracy nad identyfikacją, czy też systemem informacji wizualnej, dla konferencji naukowej lub instytutu badawczego (z możliwością wdrożenia projektu) jest niezwykle interesująca. Tym bardziej, że tak istotna, a jednocześnie niezagospodarowana wizualnie przestrzeń jak nauka, może stanowić doskonałą okazję do wybicia się na tle bardziej oczywistych zastosowań projektowania. Istotnym wydaje się również, wprowadzenie podstaw komunikacji wizualnej do programu edukacji inżynierów.

Równie ciekawe efekty przynoszą prace realizowane przez międzyuczelniane zespoły na zbiegu dyscyplin, ale także te, realizowane przez osoby posiadające wiedzę lub wykształcenie techniczne i projektowe. Tego typu prace niejednokrotnie owocują bardzo cennym doświadczeniem, jak również bardzo wartościowymi realizacjami pomagającymi łamać granice między dyscyplinami.

Co więc następuje

Nie można zapominać, że poziom projektowania graficznego oraz UX w naukach technicznych, ma realny wpływ na postrzeganie placówek naukowych, chęć bycia naukowcem oraz na powszechną motywację, a także zdolność do zdobywania wiedzy. Jest to bardzo istotne w kontekście budowania społeczeństwa informacyjnego. Tym bardziej, należałoby się dokładniej przyjrzeć powodom wyraźnie słabszego zainteresowania projektowaniem w nauce i powziąć odpowiednie działania. Projektantom natomiast, po raz kolejny wydaje się właściwym, przypomnienie manifestu „Najpierw rzeczy pierwsze” Kena Gartlanda oraz zachęcanie do zaangażowania się we działania na rzecz poprawy jakości komunikacji wizualnej w nauce — jest to w interesie nas wszystkich jako społeczeństwa.

Zobacz również

3. Międzynarodowa Konferencja Projektowa AGRAFA — w skrócie

Udając się na konferencję miałem nadzieję, usłyszeć na niej choćby częściowe odpowiedzi na przynajmniej kilka z miliona nurtujących mnie pytań. Jednak kiedy się zakończyła, zdałem sobie sprawę, że w głowie mam jeszcze więcej niewiadomych. Nie należy jednak rozumieć tego tak, że wystąpienia nie były dostatecznie merytoryczne — powiedziałbym, że wręcz przeciwnie — pojawienie się nowych pytań jest spowodowane raczej uświadamianiem sobie swojej niewiedzy, a w związku z tym dostrzeżeniem problemów, o których jeszcze niedawno nie miało się pojęcia. To co mnie jednak podbudowało, to to że w wielu kwestiach moje zdanie było zgodne z poglądami referentów, a i w wątpliwościach jak się okazało nie jestem sam — czasem świadomość tego, że myśli się we właściwym kierunku pomaga (mam nadzieję, że i tym razem tak będzie).

Jeśli chodzi o tematykę konferencji odniosłem wrażenie, że nie do końca była ona zrealizowana zgodnie z jej hasłem przewodnim „Badania naukowe w projektowaniu graficznym. Projektowanie graficzne w badaniach naukowych”. Trochę mi brakowało głosu i punktu widzenie osób, nie tyle projektujących, co wykorzystujących projektowanie graficzne i pracę projektantów w swoich działaniach (w tym badaniach naukowych). Nie jestem jednak rozczarowany, charakter całego wydarzenia był bardzo projektowy i ukierunkowany na interakcję — czyli dokładnie tak jak bym sobie tego życzył.

Nie będę się zbytnio rozwodził i analizował poszczególnych wystąpień, postaram się jedynie zarysować ich tematykę.

Jorge Frascara — przedstawił przykłady zastosowania złego designu, postulował także potrzebę prowadzenia badań podczas procesu projektowania, aby takich sytuacji uniknąć.

Severin Wucher — zaprezentował interaktywny stół, który jest używany do prezentacji zbiorów muzeum. Dzięki wielu możliwym wizualizacjom danych, stanowi również narzędzie do prowadzenia badań nad ów zbiorami.

Jan Kubasiewicz — mówił o projektowaniu interakcji w odniesieniu do projektów realizowanych w Dynamic Media Institute and Massachusetts College of Art and Design. Zainteresowanym polecam e-booka „The Experience of Dynamic Media” zawierającego opisy zrealizowanych projektów z ostatnich kilku lat (do pobrania za free, a i dmivideo jest).

Anja Stoffler i Kristofer Oedekoven — opowiedzieli o wystawie Moving Types — letters in motion.

Joachim Sauter — jedno z najciekawszych (jak dla mnie) wystąpień i to nawet nie ze względu na treść — bo projekty Joachima Sautera / Art+com już znałem — ale ze względu na sposób w jaki autor o nich opowiadał. Joachim wręcz zarażał kreatywnością, słuchając jego prezentacji, sam mimowolnie zacząłem bazgrolić nowe pomysły w notatniku, które wręcz obcesowo zaczęły atakować moją głowę.

Indra Kupferschmid — bardzo ciekawa prezentacja problemu klasyfikacji fontów na przykładzie projektu realizowanego dla jednego z dystrybutorów. Autorka opowiadała również o „Frutieryzacji” lotnisk, a także o tym, że (jak można było się spodziewać) badania na własnych studentach nie dają obiektywnych wyników, a jedynie potwierdza tylko to czego się ich nauczyło ;)

Guillermina Noël — zaprezentowała problematykę projektowania materiałów terapeutycznych, dla osób cierpiących na afazję (zaburzenia mowy). Podkreślona została waga jednoznaczności, klarowności, a także kontekstu w procesie projektowania tego typu materiałów.

Marina Emmanouil — omówiła współpracę projektantów, specjalistów oraz użytkowników podczas realizowania projektów.

Alecos Papademos — opowiedział o etapach tworzenia komiksu Logicomix. Wszyscy mieli możliwość zaobserwowania jak począwszy od bardzo ogólnego konceptu krystalizuje się ostateczny produkt. Później stwierdzono, że proces ten przebiega bardzo podobnie, również w przypadku innego typu prac projektowych.

Karel van der Waarde — wyjaśniał przenikające się zależności i etapy zachodzące podczas procesu projektowania. Poruszył również bardzo istotną kwestię, mianowicie w odniesieniu do studentów stwierdził, że pierwszy udany projekt, jaki zrealizują po zakończeniu edukacji, ukształtuje ich karierę nawet na trzydzieści lat do przodu (niezależnie czy się z tym zgodzimy czy też nie, daje do myślenia).

Jorge Meza Aguilar — poruszył problematykę interdyscyplinarności oraz zakresu wiedzy projektantów w kontekście programu ich edukacji. Warto przytoczyć jedną z jego myśli: być może zamiast kolejnego projektu realizowanego przez studentów z cyklu „jak zaprojektować lampę”, może byłoby lepiej porozmawiać o tym czym jest światło, jakie funkcje pełni w społeczeństwie, aby lepiej zrozumieli to co tak naprawdę mają się zaprojektować.

Panel dyskusyjny — bardzo udaną i wartościową częścią konferencji okazał się panel dyskusyjny. Ujawnił kilka istotnych problemów i różnic zdań w szczególności na tematy zawiązane z edukacją projektantów. Dyskutowano o potrzebie kompleksowego i interdyscyplinarnego podejścia do edukacji, jak i o potrzebie zadania sobie pytania jaki zakres wiedzy i umiejętności powinien posiadać projektant. Pytano, czy to aby na pewno dobrze, że uczelnie kształcące projektantów, są zamknięte na specjalistów z innych dziedzin (np. inżynierów, programistów) — tyczy się to w szczególności projektowania form/wzornictwa gdzie znajomość technologii jest niezbędna. Przy okazji, można było zaobserwować różnice w podejściu do edukacji projektowania w Polsce, gdzie jest ono mocno związane ze sztukami pięknymi, a innymi krajami w których coraz częściej projektowanie zaczyna obierać zdecydowanie bardziej utylitarny kierunek.

Niestety, nie jestem w stanie omówić wszystkich wystąpień, ponieważ nie udało mi się być na wszystkich prezentacjach, a na innych z różnych powodów nie robiłem notatek. Niemniej, myślę że ogólny obraz tego co można było usłyszeć i zobaczyć na konferencji zarysowałem.

Inne relacje z konferencji:

Identyfikacja HP by Moving Brands — po mojemu

Nie tak dawno (bo tego posta zacząłem pisać jeszcze w grudniu) pojawiła się informacja o nowej identyfikacji HP. Posypały się pozytywne opinie, nowoczesna, minimalistyczna stylistyka ku temu nastrajała — zresztą, nie ma się co dziwić, bo za ową identyfikację odpowiada Moving Brands.

moja propozycja
il. © Moving Brands

Kiedy tak dyskutowano na temat dobrości i ewentualnych niedobrości całego projektu, nagle okazało się, że HP wcale nie planuje zmiany loga, a nowa identyfikacja jest efektem zlecenia o charakterze raczej konceptualnym. Rzecz narobiła szumu, nie wiem czy traktować to w charakterze virala czy też nie — zresztą, nie do końca akurat to chcę brać pod lupę.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem „nowe” logo HP i jego ewentualną drogę rozwoju, od razu naszły mnie wątpliwości. Po pierwsze: chcąc nie chcąc logo się czyta… od razu kojarzy się z tekstem (i nim de facto jest), a skoro tak, należałoby zadbać o jego właściwą czytelność. Na chwilę obecną brzuszki „h” oraz „p” wyglądają tak samo, przez co logo bardzo często jest czytane jako „bp” — a to już chyba problem. Prosta forma i brak wygięć czy poprzeczek (które nadały by bardziej konkretny kształt literom) jest argumentowana planem „ewolucji” loga do postaci „ultimate simplicity”. Niemniej, uważam, że na chwilę obecną sprawa wygląda tak, jak gdyby zabrakło decyzji czy logo powinno mieć formę abstrakcyjną, czy też typograficzną i nie działa to na jego korzyć. Co więcej, mam wrażenie, że wersja „ultimate simplicity”, może okazać się zbyt mało charakterystyczna i może być kojarzona z elementami innych identyfikacji np. Deutsche Bank czy AXA, gdzie już od dawna wykorzystuje się slash (ukośną kreskę) jako wiodący i charakterystyczny element identyfikacji.

Aby lepiej zwizualizować problem, wykonałem szybki koncept (poniżej) przedstawiający, jak sprawę można by rozwiązać. Dodanie delikatnych szeryfów/uszek w odpowiednich miejscach praktycznie rozwiązuje kwestię czytelności. Oczywiście nie jest to ostateczna wersja rozwiązania, należałoby jeszcze dokładnie przestudiować zakres stosowania logotypu i zastanowić się nad wielkością szeryfów — biorąc również pod uwagę kwestie technologiczne.

moja propozycja
il. po lewej © Moving Brands, po prawej ta sama ilustracja z nałożonymi szeryfami (modyfikacja wykonana wyłącznie na potrzeby tego artykułu)

Zobacz więcej:

Badania naukowe vs projektowanie graficzne — w przeddzień konferencji

Pierwszy stycznia tj. już jutro rozpocznie się 3. Międzynarodowa Konferencja Projektowa, tym razem hasłem „Badania naukowe w projektowaniu graficznym. Projektowanie graficzne w badaniach naukowych.” Wydarzenie jest organizowane przez Wydział Projektowy katowickiej ASP, a wykłady poprowadzą: Alecos Papadatos (GR), Gerard Unger (NL), Jan Kubasiewicz (USA), Joachim Sauter (DE), Jorge Frascara (CA) oraz Lucienne Roberts (UK) — szczegóły na stronie konferencji.

Na uwagę zasługuje przede wszystkim hasło konferencji, które bardzo trafnie przedstawia to co się ostatnimi czasy dzieje w szeroko pojętej nauce oraz projektowaniu graficznym.

Nauka znalazła się etapie, w którym zrozumienie przez przeciętnego człowieka tego czym dokładnie zajmują się naukowcy jest najczęściej niemożliwie — co więcej, sami naukowcy nie są w stanie przełożyć bardzo drobiazgowej wiedzy na na postać powszechnie oczywistą. Jest to o tyle istotne, że badania naukowe potrzebują argumentacji popierającej ich finansowanie. Społeczeństwo coraz bardziej zdystansowane do współczesnej nauki i żyjące w realiach gospodarki konsumpcyjnej, najzwyczajniej potrzebuje motywacji oraz oczywistych korzyści jakie może pozyskać w ramach poczynionych inwestycji. Wytłumaczenie może i cyniczne, ale w dużej mierze prawdziwe w szczególności, dla badań których efekty nie przekładają się bezpośrednio na rozwój gospodarki — poświadczyć mogą min. naukowcy z Fermilabu (tak a propos ostatnich doniesień o bozonie Higgsa). Należy również pamiętać, że samo dojście do pewnych wniosków w ramach badań naukowych i zauważenie problemu często jest jeszcze dalekie od jego rozwiązania. Często zrozumienie problemu przez społeczeństwo jest konieczne tak jak to jest w przypadku ochrony środowiska, poszanowania praw człowieka czy prowadzenia transparentnej polityki.

W tym kontekście projektowanie graficzne jest narzędziem za pomocą, którego jest możliwe tworzenie nośników wiedzy (takich jak materiały edukacyjne), które swoją klarowną formą będą przedstawiały społeczeństwu procesy, fakty oraz złożone informacje w sposób łatwy do interpretacji oraz będą zachęcały do zgłębiania wiedzy, a przez to będą wspierały tworzenia społeczeństwa opartego na niej.

Co ciekawe coraz częściej słyszy się o zorientowaniu projektowania na użytkownika. Niby nic nowego, a jednak w kontekście projektowania interakcji, okazuje się, że praktycznie, każdy projekt powinien być traktowany indywidualnie i dostosowany do wymagań ściśle określonej grupy użytkowników. Określenie takiej grupy, a także jej preferencji i zachowań odbywa się właśnie na podstawie badań, których wyniki mają bezpośredni wpływ na dalsze postępy w danym projekcie. Dzięki temu jest możliwe projektowanie urządzeń, interfejsów, systemów informacji czy nawigacji tak, aby te (z punktu widzenia użytkownika) w magiczny sposób wiedziały czego mu w danej chwili potrzeba i pomagały mu osiągnąć bardziej lub mniej świadome cele.

Czego spodziewam się po konferencji?
Przede wszystkim sporej dawki projektowego pragmatyzmu — czyli tego co lubię.