Wizualizacja danych, czy infografika?

Tekst został opublikowany w Ogólnopolskim kwartalniku projektowym 2+3D nr 57 (IV 2015).


Jakiś czas temu, wczytując się w literaturę na temat wizualizacji danych, zderzyłem się z problemem terminologicznym. Znaczenia przypisywane terminom „wizualizacja danych” i „infografika”, jakie znałem z jednych publikacji, nie potwierdzały się w innych. Czasami wyrażenia były stosowane zamiennie, innym razem funkcjonowały jako przeciwstawne. Szczególnie irytuje, że systematyki jednych autorów wywracają do góry nogami to, co twierdzą inni. Problem nie ogranicza się do materiałów polskojęzycznych. W Polsce tematyka wizualizacji nie jest jeszcze zbyt mocno eksplorowana – więc bałaganu można się spodziewać. Jednak materiały angielskojęzyczne, redagowane przez światowej sławy ekspertów, również nie są spójne w tej kwestii.

Oczywiście, szybko zapytałem wyszukiwarkę internetową o różnicę pomiędzy „wizualizacją danych” a „infografiką”. No cóż, nie ma co ukrywać, że nie byłem pierwszym mierzącym się z tą zagadką, i w wynikach otrzymałem całkiem pokaźną listę odpowiedzi na moje pytanie. Pomysły były przeróżne, niemniej kilka z nich powtarzało się bardzo często – co niestety nie znaczy, że były sensowne i należy je przyjąć do wiadomości, przynajmniej nie bezkrytycznie.

Popularne definicje „wizualizacji danych” i „infografiki”

1. Wizualizacja danych jest tworzona przez komputer, a infografika ręcznie.
To bardzo częsta próba wskazania różnicy. Problem w tym, że efekty końcowe tworzenia ręcznego i generowania komputerowego wizualizacji mogą być identyczne. Generowanie wizualizacji za pomocą komputera bywa o wiele szybsze, jednak manualnie można zrobić to równie precyzyjnie – tym bardziej kiedy używa się aplikacji do projektowania grafiki wektorowej – a zastosowany algorytm będzie tak samo skalowalny jak w przypadku wykonywania go przez komputer. Jedyna różnica to poświęcony czas. Takie postawienie sprawy bardzo trafnie skomentował Piotr Kozłowski: Nie chcę obrażać zwolenników tej tezy, ale to dla mnie absolutny bezsens. Czy samochody składane ręcznie nazywamy inaczej niż te wyjeżdżające z fabryki? 1.

Aby zrozumieć, o co chodzi, wystarczy spojrzeć na diagramy tworzone przez XIX-wiecznych prekursorów wizualizacji danych statystycznych [il. 1, 2, 3]. Nie są to upstrzone ilustracjami kolaże, raczej czysta reprezentacja danych, w której bardziej można dostrzec wynik działania algorytmu programu komputerowego niż odręczne opracowanie – a ich autorzy nie mieli przecież zbyt łatwego dostępu do komputerów…

Omawiana definicja opiera się na prostym kojarzeniu tego, co manualne, z przerostem formy nad treścią, a tego, co minimalistyczne i zorientowane na dane, z wytworem maszyny.
Termin „data visualization” – jak to widać choćby w Google Trends [il. 4] – ma dłuższą historię i względnie stabilną popularność, natomiast „infographic” dopiero niedawno, bo około roku 2010, zaczął być wyszukiwany. Jednak w przeciwieństwie do „wizualizacji danych”, „infografika” bardzo szybko zyskała dużą popularność. Co to oznacza? „Wizualizacja danych” jest terminem od dawna używanym przez wąskie grono specjalistów, natomiast „infografika” zaczęła wchodzić do słownika wraz z popularyzacją atrakcyjnych w odbiorze grafik informacyjnych przeznaczonych dla szerokiego grona odbiorców, które zaczęły się rozlewać po internecie. Trend tworzenia „infografik” na masową skalę, wręcz zagraconych tym, co Edward Tufte nazywa chart junk, jeszcze bardziej wzmacnia skojarzenie, na którym opiera się omawiana definicja. Idąc tropem Tufte’a, można by tę definicję przeformułować, mówiąc, że „wizualizacja danych” ma wysoki współczynnik data-ink 2, a „infografika” – niski. Problem w tym, że przy takim podejściu ten sam wykres, w zależności od jego upstrzenia, raz będzie infografiką, a raz wizualizacją danych – co nie trzyma się kupy.

2. Wizualizacja jest obiektywną reprezentacją danych, a infografika subiektywnym przedstawieniem punktu widzenia autora.
Dobrym puntem wyjścia do zastanowienia się nad tą propozycją będzie cytat z zeszytów naukowych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie: „Choć same dane nie mają znaczenia ani celu, to dobór odpowiednich symboli może narzucać lub sugerować ich określoną interpretację” 3.

Każda forma przedstawienia danych, nawet tabela, może mieć charakter perswazyjny – tj. przekonywać odbiorcę do przyjęcia punktu widzenia autora – lub informacyjny, prezentować możliwie kompleksowo i obiektywnie dane zjawisko. Dobrym tego przykładem mogą być diagramy przedstawiające planowaną przez demokratów strukturę służby zdrowia w Stanach Zjednoczonych [il. 5, 6].

Jak widać, za pomocą praktycznie tych samych środków i zbliżonego sposobu przedstawiania można uzyskać skrajnie różne diagramy pod względem odwzorowania struktury. Jeden został celowo przesadnie skomplikowany z pobudek politycznych, drugi natomiast stworzony przez „niezależnego” projektanta, któremu – jak się wydaje – zdecydowanie lepiej poszło przystępne zaprezentowanie zależności. Czy więc jeden diagram powinniśmy nazwać infografiką, a drugi wizualizacją danych? Problem występuje nie tylko w przypadku prezentowania danych w postaci relacji. W zależności od parametrów prostego wykresu – jak np. parametry osi – możemy uzyskać i obiektywny, i subiektywny komunikat. Jak widać, na grafice przedstawiającej konsekwencje wygaśnięcia cięć podatkowych George’a W. Busha w programie telewizji Fox celowo obcięto wykres, tak aby różnica pomiędzy dwiema wartościami wydawała się większa [il. 7]. Na tej samej ilustracji po prawej – poprawny wykres słupkowy prezentujący te same dane. Podobnie jest z doborem kolorów na kartogramie, który może w dużym stopniu wpłynąć na odbiór danych, a co za tym idzie – zmienić charakter grafiki z informacyjnego na perswazyjny. Warto zwrócić uwagę, że w powyższych przykładach to nie dane zostały sfałszowane, a jedynie sposób ich transformacji na postać wizualną został tak dobrany, aby wymowa otrzymanego komunikatu była autorowi na rękę.

3. Infografiki używa się, aby opowiedzieć historię lub odpowiedzieć na pytanie. Wizualizacja danych pozwala odbiorcy odnaleźć własną historię lub odpowiedź.
Nie wszystkie wyszukane próby rozróżnienia okazały się tak rażąco niespójne jak dwa pierwsze przykłady. Powyższy sposób odniesienia się do omawianej kwestii szanuje nasze intuicje i w wielu przypadkach pozwoli rozróżnić infografiki i wizualizacje danych. Niestety, definicja nie jest wyczerpująca, nie wydaje się wystarczająco jasna, żeby posługiwać się nią w dyskusjach, ani dość precyzyjna, żeby analizować za jej pomocą przypadki graniczne, nie jest również pomocna w praktyce projektowej.

4. Infografika i wizualizacja to to samo.
W obliczu przedstawionych powyżej trudności bardzo kuszące i w pewnych przypadkach chyba uzasadnione jest używanie terminów zamiennie. Lecz choć niewątpliwie pojęcia wizualizacji i infografiki wydają się częściowo przenikać, to czy na pewno można postawić między nimi znak równości? Mając na uwadze historię oraz konteksty użycia tych pojęć, warto podjąć próbę ich wyklarowania, aby stały się przydatnymi narzędziami w teorii i praktyce projektowej.

Dane, informacja, wiedza

Aby jednak było to możliwe, trzeba spojrzeć na problem na poziomie elementarnym, a co za tym idzie, w pierwszej kolejności zrozumieć, czym są dane i informacje oraz w jakich relacjach względem siebie się znajdują. Przy czym i w tym przypadku konieczna jest ostrożność. Terminy takie jak dane, informacje, wiedza również bywają problematyczne. Nie tylko w języku potocznym, lecz także używane przez specjalistów teorii informacji czy zarządzania wiedzą – pozostają często niejednoznaczne (co wynika częściowo z ich pierwotnego charakteru).

W ujęciu kognitywistycznym tzw. hierarchia podstawowych pojęć poznawczych ma się następująco: dane są reprezentacją faktów, zazwyczaj wybranymi na potrzeby zapamiętania lub analizowania określonych zjawisk 4. Same dane nie mają celu ani znaczenia 5 – są abstrakcyjne i nie muszą być użyteczne 6. Dane trafiają do świadomości odbiorcy w postaci komunikatu i są przekształcane w informacje poprzez kontekstualizację 7, tj. przez odniesienie do tego, co w rzeczywistości reprezentują, oraz do już istniejącej wiedzy odbiorcy – w ten sposób nadawane jest im znaczenie. Dzięki temu jest możliwa ich interpretacja i zrozumienie. Tak więc informacja to dane zawarte w komunikacie, zinterpretowane przez odbiorcę, mające dla niego znaczenie, a jeśli wnoszą do jego świadomości element nowości – zmniejszają jego niewiedzę, stając się elementem jego wiedzy. Jeśli jednak komunikat zawierający dane nie zostanie zrozumiany, jego treść nie znajdzie zaczepienia w istniejącej już wiedzy, to nie zostanie on zinterpretowany i pozostanie jedynie szumem informacyjnym – o czym często wspomina Krzysztof Lenk 8. Warto wspomnieć, że o ile dane są obiektywnym zapisem faktów, o tyle informacja ma charakter subiektywny, to znaczy jeden komunikat, a tym samym ten sam zestaw danych, może być źródłem różnych informacji dla różnych odbiorców, w zależności od posiadanej przez nich wiedzy, ich indywidualnego systemu konceptualizacji oraz sposobu kontekstualizacji danych. „Wynika z tego, że proces interpretacji danych wymaga posiadania określonej wiedzy o opisywanym świecie i o języku, w którym dane są zapisane. Wiedza odgrywa zatem aktywną rolę w procesie interpretacji danych, nadawania im znaczenia” 9. Nowa wiedza powstaje wskutek wyciągania wniosków z już posiadanej wiedzy oraz otrzymanych informacji w określonym kontekście.

Próba definicji

Wizualizacja danych

Wizualizacja danych to proces transformacji danych do postaci wizualnej, tj. do obrazu, lub rezultat takiej transformacji. Wizualizacją można nazwać nie tylko różnego rodzaju grafy, wykresy i diagramy, ale właściwie każdą formę wizualną, która powstała wskutek wykonania na zestawie danych określonego powtarzalnego algorytmu – nieważne, czy za pomocą komputera, czy też manualnie – w tym zapis tekstowy i tabelaryczny. Wizualizacja to również wizualny lub samowizualizujący się zapis danych, jak np. ten pochodzący z dawnych sejsmografów, w których wstrząsy były rejestrowane za pomocą wahadła i najpierw przyjmowały formę graficzną, a dopiero później była możliwa ich transformacja do postaci cyfrowej.

Warto się tu zastanowić nad problemem celowości wizualizacji danych, tj. nad tym, czy sposób kodowania, zapisu danych lub też ich transformacji do postaci wizualnej powinien być podporządkowany czytelności i możliwości ich interpretacji. Innymi słowy, czy wizualizacja musi być użyteczna lub efektywnie komunikować informacje. Wydaje się, że zgodnie z definicją danych 10 i przy założeniu, że wizualizacja jest szczególną formą ich zapisu, można powiedzieć, że jest postacią graficzną jedynie opartą na danych, niekoniecznie realizującą określony cel, czy narzucającą ich interpretację lub mającą sformułowany ówcześnie komunikat. Taka definicja otwiera pole z jednej strony do działań eksploracyjnych, nie do końca mających zdefiniowane cele, a z drugiej do wykorzystania wizualizacji danych w działaniach artystycznych, które w ogóle nie muszą być źródłem informacji, a wciąż mogą być nazywane wizualizacją danych.

Infografika / grafika informacyjna

Wyróżniającą cechą grafiki informacyjnej jest jej – jak łatwo się domyślić – aspekt informacyjny. Wobec tego, co już wiemy o informacji, można powiedzieć, że infografika musi zapewniać danym otoczkę, która z kolei umożliwi ich odniesienie do tego, co opisują, a także do wiedzy odbiorcy. Ale co to właściwie znaczy? Infografika oznacza bardziej kompleksową formę niż wizualizacja danych. Może kierować do odbiorcy jeden lub wiele komunikatów nawzajem się kontekstualizujących, co za tym idzie, wykorzystywać pojedynczą lub wiele wizualizacji danych, może zawierać zredagowany tekst, ilustracje, fotografie itp., wszystko po to, aby zapewnić niezrozumiałym dla odbiorcy danym kontekst i objaśnić, jak je interpretować za pomocą treści, które nawiązują do tego, co już wie. Jak twierdził Kant, „puste pojęcie może się odnieść do jakiejś intuicji empirycznej tylko wówczas, gdy istnieje jakaś aprioryczna zdolność figuratywna, która przygotowuje i wspomaga wtłoczenie nieznanej treści w znaną, zrozumiałą już treść” 11.

Infografika z założenia jest użytecznym i efektywnym źródłem określonych informacji dla danego odbiorcy, jednocześnie już pojedyncza wizualizacja danych, nawet w postaci tabeli lub ilustracja, może funkcjonować jako infografika, kiedy jest źródłem informacji.
Pojawia się jednak pytanie, czy infografika podobnie jak informacja ma charakter subiektywny? Trzymając się definicji, trzeba by stwierdzić, że tak. Specjalistyczne wizualizacje dla laika będą tylko szumem informacyjnym, natomiast dla odbiorcy posiadającego wiedzę, jak je interpretować, będą źródłem konkretnych informacji. Różnicę w pierwszym przypadku będzie czynił opis, jak interpretować, oraz elementy kontekstualizujące, dzięki którym wizualizacja nabierze również dla laika charakteru informacyjnego. Z drugiej jednak strony jeśli zawęzimy grupę docelową i tak zaprojektujemy komunikat, że pojawi się pewność jego poprawnej interpretacji wewnątrz tej grupy, będziemy mieli zawsze do czynienia z infografiką.

Co o tym wszystkim myśleć?

Czemu ma zatem służyć rozróżnianie wizualizacji danych i infografik? Na pewno nie powinno być pretekstem do próżnych sporów słownikowych. Będzie natomiast przydatne w zastanawianiu się, co jest w danej sytuacji celem projektowym, nas projektantów lub autora, którego pracę widzimy. W tym drugim przypadku nie pozwoli dać się nabrać. Kiedy natomiast projektujemy sami, musimy zadać sobie pytanie o cel naszych działań, dlaczego chcemy coś zakomunikować12. Wiedząc dlaczego, możemy zadać sobie pytanie „jak”. Z kolei odpowiedzieć na to pytanie pomoże dalsze doprecyzowanie, m.in. czy nasze działania mają charakter artystyczny czy użytkowy, a jeśli to drugie, to czy wykorzystujemy wizualizację jako narzędzie do eksplorowania danych, dając odbiorcy wolną rękę w poszukiwaniu ewentualnych korelacji (podejście eksploracyjne), czy przedstawiamy zestaw danych, prezentując już określone zależności i wnioski (podejście objaśniające). Czy zależy nam na przekonaniu odbiorcy do konkretnego punktu widzenia, wywołaniu zmiany w zakresie postawy (podejście perswazyjne), czy też na jak najbardziej obiektywnym przedstawieniu problemu, które pozwoli odbiorcy zrozumieć dane zjawisko i dokonać własnych spostrzeżeń, niekoniecznie zgodnych z naszymi (podejście informacyjne) 13.

Kolejne pytanie – jakiego narzędzia powinniśmy użyć? Niewielką ilość danych można sprawnie wyrysować ręcznie, jednak w przypadku dużej liczby danych lub takich danych, które chcemy przetwarzać w czasie rzeczywistym albo interaktywnie, najczęściej konieczne będzie stworzenie dedykowanej aplikacji.

Moim celem nie było postawienie kropki nad i, a jedynie zaznaczenie istnienia problemu, który dodatkowo komplikuje się, kiedy inforgafikę i wizualizację danych umieścimy w szerszym kontekście projektowania informacji, komunikacji wizualnej, projektowania graficznego, grafiki użytkowej itd. Nad wszystkim tym od czasu do czasu warto się zastanowić.

Ilustracja tytułowa © Ogólnopolski kwartalnik projektowy 2+3D


  1. Cytat pochodzi z prywatnej korespondencji autora. 
  2. Pojęcie chart junk i współczynnika data-ink wprowadził Tufte w książce The Visual Display of Quantitative z 1983 roku. Pierwsze oznacza graficzne elementy wykresów i diagramów, które nie są niezbędne w procesie kodowania informacji, drugie niezbędną ilość tuszu potrzebną do zaprezentowania informacji. Im wyższy współczynnik data-ink, tym mniej zbędnych elementów. 
  3. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji;
    www.uci.agh.edu.pl/uczelnia/tad/PSI11/art/Dane_informacje_wiedza.pdf 
  4. Zob. Wiedza, informacja i dane,
    www.inzynieriawiedzy.pl/wiedza/wiedza-informacje-dane 
  5. Zob. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji, dz. cyt. 
  6. Zob. T.H. Davenport, L. Prusak, Working Knowledge,
    Harvard Business Review Press 2000. 
  7. Zob. tamże oraz Wiedza, informacja i dane, dz. cyt. 
  8. Zob. K. Lenk, Wątpliwości projektanta informacji wizualnej, vimeo.com/52745649;
    tenże, Krótkie teksty o sztuce projektowania, Gdańsk [2011], s. 106. 
  9. Zob. Wiedza, informacja i dane, dz. cyt. 
  10. Zob. M. Grabowski, A. Zając, Dane, informacja, wiedza – próba definicji, dz. cyt. 
  11. J.-J. Wunenburger, Filozofia obrazów, tł. T. Stróżyński, Gdańsk 2011, s. 54. 
  12. Zob. R. Kosara, Talk: How to Visualize Data, „Eagereyes: Visualization and Visual Communication”, https://eagereyes.org/talk/talk-how-to-visualize-data 
  13. M. Ciesielska, Komunikacja wizualna w działaniu, http://tworczelaboratorium.weebly.com/uploads/1/0/6/3/10632528/komunikacja_w_dzialaniu.pdf 

Kulturnik — Open Culture Hack

Z małym opóźnieniem donoszę, że nasz Kulturnik, zajął pierwsze miejsce na Open Culture Hack — dziękujemy za wyróżnienie!

O co chodzi? Kulturnik to usługa-narzędzie służące popularyzacji kultury wśród młodych osób. Działamy podobnie jak Endomondo, z tą różnicą, że w zamian za dzielenie się informacjami o swojej aktywności wśród swoich znajomych, użytkownicy Kulturnika będą mogli zdobyć bezpłatne wejściówki na wybrane wydarzenia. Kulturnik aktywizuje również sektor prywatny na rzecz finansowania kultury. Nie jest to jednak serwis społecznościowy choć w założeniu działa w oparciu o zasięg już istniejących serwisów tego typu.

kulturnik2

Zespole! Praca z wami to największa przyjemność — jesteście super! To co zrobiliśmy w tak krótkim czasie to kawał dobrego, rozpracowanego projektu usługi. Praca wszystkich była bardzo ważna, ale pozwolicie, że oznaczę tylko dwoje najwytrwalszych, którzy walczyli ze mną do samego końca.

Zespół na starcie to: Karolina Feluś, Wojciech Olszewski, Sebastian Sikora, Ewelina Czechowicz, Jakub Szewczyk, Filip Zarębiński. Pozostałym zespołom gratulujemy!

Make shit happen!

Nie jestem fanem wielkich życiowych guru, którzy mają odpowiedź na wszelkie bolączki w postaci górnolotnych prawd, ani tym bardziej wodzów sprzedających receptę na powszechny dobrobyt, w postaci jakiegoś banału. Czasami jest jednak tak, że wdrożenie pewnych decyzji wymaga solidnego kopa w dupę i jeśli, w takiej sytuacji nie ma nikogo pod ręką, kto powie — nie zastanawiaj się, tylko do cholery do zrób to — wtedy warto rozglądnąć się za taką motywującą głową w internecie. Poniżej cztery pogaduchy do których od czasu do czasu, w razie potrzeby lubię wrócić. Jeśli przydadzą się wam to super, jeśli nie to w zasadzie jeszcze lepiej — warto sprawdzić.

James Victore

Równy gość, projektant i prowadzący skądinąd dobrze znane i lubiane Burning Questionsbio.

It gonna be hard but what’s worst is doing what’s easy. So stop waiting to be enough, stop waiting for a perfect situation—not gonna happen—begin before you will be ready.

Dla projektantów i bardziej zainteresowanych fajny wykład Jamesa na 99U.

Amy Cuddy

Psycholog społeczny. Opowiada o swojej pracy naukowej, ale jak się dalej okazuje nie była dobrze zapowiadającym się naukowcem Harvard Business School, w zasadzie po wypadku samochodowym nie wróżono jej nawet ukończenia studiów — bio.

Fake it ’til you become it.

Jacek Walkiewicz

Z polskiego podwórka psycholog związany z branżą szkoleniową — może momentami nico pretensjonalny, ale warto — bio.

Dla zainteresowanych jeszcze jedno TEDx’owe wystąpienie Jacka.

Log-in project

Kilka miesięcy temu zgłosiła się do mnie Julia z pytaniem, czy znam może kogoś kto pomógłby jej w pracy dyplomowej, a dokładniej napisałby aplikację, wyświetlającą grafy relacji. Cały projekt wydał mi się bardzo interesujący, bo nie często słyszę o studentach grafiki warsztatowej zaprzęgających do swoich prac, tak pragmatyczne narzędzia jak analizę semantyczną tekstu, czy wizualizację relacji. Ciekaw co z tego wszystkiego wyjdzie postanowiłem pomóc — warto było.

A oto co Julia pisze o projekcie:
Projekt LOG-IN jest graficznym zapisem dwóch miesięcy rozmów z Facebooka ze znajomymi z różnych części Europy i świata. Są to osoby poznane podczas podróży, a także bliscy z rodzimych miejsc. Zapiski te są moimi spotkaniami, odbywającymi się w cyberprzestrzeni, które nie tylko dają mi możliwość utrzymania przyjaźni z osobami różnych narodowości, ale także pozwalają na stały kontakt z domem. Rozmowy w mojej realizacji przedstawione są w formie sieci powstałej z grafów uformowanych z połączonych ze sobą wyrazów. Całość ulokowana jest w przestrzeni komputerowej, a środowisko 3D umożliwia widzowi łatwe poruszanie się i eksplorowanie powstałej sieci. Kształt pojedynczego grafu jest wynikiem semantycznej analizy tekstu, liczącej częstotliwość występowania słów w bliskiej odległości od siebie. Analiza ta pozwala na wychwycenie głównych kontekstów rozmowy, a także na znalezienie „słów kluczy”, będących łącznikami pomiędzy tematami. Wyrazy stanowią węzły grafów, a połączenia pomiędzy nimi relacje, w jakich znajdują się od siebie.

login--www-sebastiansikora-pl-6

login--www-sebastiansikora-pl-2

Źródło projektu na GitHub:
https://github.com/ess-seb/Grapher

Download:
Windows: 32bit | 64bit
Linux: 32bit | 64bit

Apetyt na radykalną zmianę — wystawa w Galerii Miasta Ogrodów

Jakiś czas temu, we wpisie Modern City in the Making. Katowice 1865–2015 pisałem o grupie roboczej w ramach, której pracowaliśmy nad wystawą opowiadającą o 150-ciu latach istnienia Katowic, wykorzystując wizualizację danych. Ci, który śledzą mnie na społecznościówkach zapewne wiedzą, że wystawa się odbyła. Niemniej aby formalnościom stało się zadość z lekkim opóźnieniem, chcę zakomunikować ten fakt i na blogu dodając garść linków do dokumentacji, artykułów i recenzji wystawy.

16316325514_78ab602b41_k

Fotografie w tym wpisie autorstwa Barteka Barczyka i Krzysztofa Szewczyka są publikowane na licencji CC BY-NC-SA 4.0

Super projekt graficzny wystawy opracowali Zosia Oslislo-Piekarska, Paulina Urbańska oraz Waldemar Węgrzyn — nieskromnie dodam, że na późniejszym etapie prac i ja dołączyłem do tego zespołu.
Co się tyczy przyszłości samej wystawy, nie jest to oficjalna wiadomość, ale niewykluczone, że wystawa będzie rozwijana i zaistnieje jeszcze w kolejnej odsłonie.

Zobacz koniecznie

Nacjo-polo — patriotyzm, a tanie parówki z supermarketu.

Wpis ten powstał na podstawie mojej argumentacji do swojej wypowiedzi na Facebook:

„Disko-polo, typo-polo, kato-polo… nacjo-polo”

z dołączonym linkiem do sklepu internetowego sprzedającego tzw. „odzież patriotyczną”.
Wpis wywołał małe zamieszanie na moim więc postanowiłem wyjaśnić co miałem na myśli – postanowiłem wrzucić go również tutaj, na bloga bo ładnie wpisuje się w jego już nieco zaniedbane credo.

Nie chodzi mi tylko o to jak kto manifestuje swój patriotyzm – pominęliście pozostałą część komentarza (komentujący skupili się wyłącznie na moim rzekomym ataku na patriotyzm lub dumę ze swojego pochodzenia). Chodzi mi raczej o wszędobylską bylejakość, powierzchowność, bezrefleksyjność i odpuszczenie sobie wartości jakościowej. Ale skoro już jesteśmy w temacie dumy w odniesieniu do symboli narodowych to zostańmy przez chwilę. Co z tego, że macha się trzema flagami na jednym czy drugim marszu, skoro po takich marszach miejskie śmietniki są pełne flag. Zauważcie też jak często Polacy piszą po fladze – nie ważne czy Balcerowicz musi odejść, Małysz do boju, czy Wejcherów na spotkaniu z papieżem – dlaczego tylko polskie flagi są pobazgrolone? To samo polszczyzna – wielcy polscy patrioci piszą po murach „śmierć żydĄ”. Całe szczęście, że można kupić koszulkę za 40 zł i nazywać się – jak to określają właściciele sklepu – „urodzonym patriotą”, bo polszczyzny trzeba się uczyć, flagę poskładać, państwo szanować… uf.

Mam wrażenie, że zbyt często patriotyzm, czy może powiedzmy wprost, że polskość jest traktowana jak tanie parówki z supermarketu – jako coś co powinien zjeść każdy bez zastanawiania się co jest w środku – to przecież parówki, czego od nich chcesz, co się czepiasz? Właściwie, to że są tanie w dużej mierze uzasadnia brak przyzwolenia na ich krytykę – w końcu to jedyne parówki jakie mamy. Jest to o tyle niebezpieczne, że robi się z tego wszystkiego wygodny i łatwy w użyciu wytrych do segregowania, a może nawet podporządkowywania sobie ludzi. Potem nie w imię konkretnych wartości, czy korzyści, ale w imię boga, patriotyzmu albo parówek – czyli czysto abstrakcyjnego wszechuzasadniącego konstruktu – ludzie robią strasznie dziwne i niepotrzebne rzeczy.

W skrócie, odnosząc się do muzyki – uważacie, że krytyka diskopolo będzie przejawem antypatii do muzyki w ogóle, czy może wręcz odwrotnie, tj. wyrazem troski o jej jakość?

Summer Yellow — interaktywna instalacja promująca kolor

Mała dokumentacja jednego z moich pierwszych projektów w Processing. Jest to niewielka, interaktywna instalacja, której zadaniem jest promowanie koloru z palety farb — a dokładniej ciepłego żółtego o nazwie ciepłe lato. Chodziło o to, aby zadziałać na odbiorcę możliwie szerokim spektrum bodźców powodujących skojarzenia z latem, ciepłem oraz promowanym kolorem żółtym.

Jakiś czas temu zostałem zapytany o ten projekt i w zasadzie wzruszyłem ramionami nie bardzo mogąc pochwalić się choćby zdjęciem prezentującym jego działanie to też postanowiłem rzecz odbudować.

Całość działa dosyć prosto. Kiedy naokoło piramidki pojawi się ruch, zostaje ona oświetlona na ciepły żółty kolor (opcjonalnie można również włączyć animowaną teksturę mającą się kojarzyć z cieniem rzucanym przez drzewa — jest też możliwa zmiana ustawień wyglądu i animacji tekstury), a z głośników zaczynają dobiegać odgłosy bawiących się na placu zabaw dzieci. Kiedy ruch zamiera, oświetlenie przygada, a z głośników zaczyna być słychać cykanie świerszczy.

Aplikacja została napisana w Processing i przepisana jakiś czas temu praktycznie od nowa — można sobie ją pobrać z GitHub. Za wykrywanie ruchu odpowiada kamerka na podczerwień.

Zobacz więcej

III miejsce na Hack4Good 0.6 — Lokalnie

Ostatnio blogowo nieco zamilkłem, więc czas zacząć nadrbiać zaległości! Zacznę od drugiej w tym roku edycji hack4good. Ideii nie będę rozpisywał, możecie o niej przeczytać w moim poście na temat styczniowej edycji oraz na oficjalnej stronie hackathonu. We wrześniowej edycji pochyliliśmy się nad problemami ochrony środowiska, zmian klimatu oraz świadomej konsumpcji.

Co ciekawe w drużynie której byłem członkiem nie było ani jednego programisty co, jak na hackathon było sytuacją dosyć niecodzienną — niemniej jak się później okazało, wcale nie wadą. Praktyki w pracy w multidyscyplinarnym zespole nigdy za wiele — nie ma co ukrywać, że często jest to wyzwaniem samo w sobie — jednak i rezultaty takich działań często są bardzo ciekawe.

Jeśli chodzi o nasz projekt zajęliśmy się na problemem importu żywności, a celem było zachęcenie konsumentów do kupowania lokalnie. Najpierw skupiliśmy się na samym problemie, odkrywając szereg ciekawych zależności i faktów na dziedzinie zdrowia, ochrony środowiska oraz ekonomii. Szybko powstał pomysł, aby podzielić się tymi informacjami z naszymi odbiorcami. Jeśli chodzi o target postawiliśmy na pracę u podstaw, w związku z czym adresatem naszego projektu zostały rodziny z dziećmi. Nie chodzi tylko o wychowywanie najmłodszych, ale o stworzenie pretekstu i pewnej platformy w ramach której dorośli mogliby rozmawiać o odpowiedzialnych zakupach ze swoimi pociechami, tym samym samemu nabywać wiedzy na temat problemu — ot, czasem wystarczy chwila refleksji aby go dostrzec. Ze względu na specyfikę zespołu nie poszliśmy w kodowany produkt. Ostatecznie powstał zestaw faktów i danych na temat kupowania lokalnych i importowanych produktów, a także prosty język wizualny z pomocą którego można przygotować materiały, które posłużą jako pomoc w dyskusji i dydaktyce. Całość została udostępniona na licencji CC BY-NC.

Jako przykład pierwszej implementacji w\w paczki powstał projekt animacji ilustrującej różnice pomiędzy długą, a krótką ścieżką dostaw żywności. Doskonałym przykładem okazało się jabłko. Scenariusz animacji zakłada wykorzystanie kontrastu i pokazanie w pierwszej kolejności ścieżki dostawy polskiemu konsumentowi jabłek z Argentyny (~120.000 km), a następnie takich uprawianych lokalnie tj. do 150 km od docelowego odbiorcy. Scenariusz uwzględnia wcześniej wspomnia fakty i zależności przy tym występujące. Animacja może z łatwością zostać przeprojektowana na info-plakat lub inną formę komunikatu wizualnego.

Pomimo, że powstał szczegółowy scenariusz, grafika i wstępny projekt w After Effects, samej animacji nie ukończyliśmy i biedna czeka na łaskawego animatora, który chciałby poświęcić jej kilka chwil :)

Niestandardowe jak na hackathon podejście zaowocowało III miejscem jakim zostaliśmy uhonorowani — z czego jesteśmy bardzo dumni.

Jeśli chodzi o pozostałe zespoły baaardzo polecam zainteresowanie się projektem Holepatchers, który zajął pierwsze miejsce lokalnie oraz drugie na międzynarodowym szczeblu. Polecam śledzić newsy na profilu na fb — bo dzieje się.

Dla ciekawskich wspomnę jeszcze o drugim miejscu, które zajął projekt FoodSurfing.pl. Ze szczegółami projektu FoodSurfing możecie zapoznać się w prezentacji.

Zobacz więcej

Medialab Kraków — design thinking w projektowaniu innowacji na rzecz zmiany społecznej

Jako krakus (taki oryginalny z metką, certyfikatem i hologramem), a także regularny uczestnik projektów katowickiego Medialabu, nie mogłem się powstrzymać od wzięcia udziału w Medialabie krakowskim. Warsztaty są organizowane przez Warsztat Innowacji Społecznych i trwają dwa weekndy, podczas których w multidyscyplinarnych zespołach pracujemy nad rozwiązaniami wcześniej zidentyfikowanych problemów społecznych. W przeciwieństwie do sposobu działania katowickiego Medialabu, który można określić ciągłym (a może nawet instytucjonalnym), krakowski Medialab jest wydarzeniem.

Pierwszorzędnym celem warsztatów jest nauka posługiwania się narzędziami i metodykami czerpiącymi z idei design thinking, drugorzędnym zaś wypracowanie działającego rozwiązania wykorzystującego internet. W związku z tym prace podczas pierwszego weekendu były podporządkowane ścisłemu harmonogramowi. Miało to swoje plusy jak i minusy, niemniej mając na uwadze priorytet edukacji, podejście uważam za bardzo trafne i skuteczne — często mi brakuje sztywnego planu działania podczas różnego rodzaju warsztatów. Podczas drugiego weekndu skupiliśmy się już na pracy, a sposób jej organizacji zależał os samej grupy — u nas było luźno, co nie znaczy że nieskutecznie ;) Oprócz regularnych uczestników każdy z zespołów posiadał przyporządkowanego tzw. mentora czyli moderatora, programistę oraz projektanta grafiki. Takie zaplecze praktycznie zapewniało każdemu zespołowi zdolność wypuszczenia prototypu.

W skrócie przebieg warsztatów wyglądał następująco:

  1. Określenie potencjału i kompetencji zespołu, tego co potrafimy i tego co wiemy;
  2. Zidentyfikowania inspirującego nas problemu;
  3. Określeniu grupy docelowej i jej potrzeb;
  4. Na bazie zidentyfikowanych potrzeb zaproponowanie rozwiązania oraz zaprojektowanie jego funkcjonalności;
  5. Stworzenie prototypu
  6. Opracowanie strategii marketingowej i dotarcie do grupy docelowej.

Zespół, którego byłem członkiem pracował nad serwisem Zróbmy co! dedykowanym przede wszystkim osobom zaraz przed lub bezpośrednio po obranie dyplomu, pracującymi nad swoim pierwszym projektem i mającymi problem ze skompletowaniem multidyscyplinarnego zespołu. Nasz serwis ma pomagać przełamać lody i taki zespół skompletować, niezależnie czy mamy pomysł czy chcemy zaangażować się w ciekawą inicjatywę.

Warsztaty bardzo fajne i edukacyjnie wartościowe — polecam!

Zobacz więcej

Urban Data Stories — data-driven investigation

Pod koniec maja odbyła się pierwsza seria spotkań w ramach Urban Data Stories tj. wydarzenia organizowanego przez Katoiwice Miasto Ogrodów i definiowanego jako an interdisciplinary meeting of designers, developers, planners, activists, journalists and all others interested in the acquisition, processing and analysis of data to create meaningful stories about the city. Więcej informacji znajdziecie na stronie wydarzenia.

Urban Data Stories — data-driven investigation
fot. Urban Data Stories 22-25.05.2014 — Bartek Barczyk — CC-BY Medialab Katowice

Jeśli o mnie chodzi, brałem udział w warsztatach Data-driven investigation, zorientowanych na trening w zakresie dziennikarstwa danych, które prowadził Nicolas Kayser-Bril. Celem piorytetowym było poznanie narzędzi oraz metod tworzenia treści w tzw. nowym nurcie dziennikarstwa, celem drugorzędnym było opracowanie pełnowartościowego materiału do publikacji — i udało się! Produktem trzydniowej pracy naszego zespołu jest artykuł w formie strony internetowej: Strefa Śląsk — Historia Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Strona: Strefa Śląsk Historia Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznejhttp://ksse.medialabkatowice.eu

Równolegle, w budynku CINBA, w ramach UDS odbywały się warsztaty prowadzone przez studio NAND. Korzystając z okazji, w chwili zwątpienia w swoje umiejętności w zakresie javascript, udałem się po pomoc do Stephana, załapując się tym samym na prywatny tutorial z przetwarzania danych pod kątem ich wizualizacji na mapie. Warto tu polecić jego prezentację, która została wygłoszona w klubie KATO — Radical Maps.

Oczywiście nie zabrakło również

Zobacz więcej

Modern City in the Making. Katowice 1865–2015

Tych, którzy choć troszkę śledzą to co robię, chyba nie zaskoczę jeśli prosto z mostu powiem, że biorę udział w kolejnym projekcie katowickiego Medialabu.

Projekt „Modern City in the Making. Katowice 1865–2015” nawiązuje do działalności instytutu Isotype i uniwersalnego języka wizualnego o tej samej nazwie. Odnosi się ona do opublikowanej w 1939 roku książki Modern Man in the Making autorstwa Otto Neuratha, opisującej w przystępny sposób historię ludzkości.

Celem pracy grupy roboczej jest próba zobrazowania historii i obecnej kondycji Katowic za pomocą wizualizacji danych. Forma jest podobna do tej z poprzednich Medialabów. W interdyscyplinarnych zespołach analizujemy i wizualizujemy wybrane zagadnienia dotyczące miasta. Wyniki zostaną zaprezentowane na wystawie w 2015 roku oraz kilku wcześniejszych publicznych konfrontacji projektu.

Wstępny szkic infografiki nt. bezrobocia.

Warsztaty są moderowane przez dr hab. Tomasza Bierkowskiego i dr Justynę Kucharczyk z ASP w Katowicach.

Pierwszy etap projektu zakładał wprowadzenie do tematu, tak wizualizacji informacji jak historii i problematyki Katowic. Tym sposobem mieliśmy przyjemność wysłuchać wykładów referowanych w ramach Miastolab — Nowe idee dla miasta, oraz tych wygłoszonych specjalnie na potrzeby naszej grupy roboczej tj.:

Mając już co nieco pojęcia jak mało wiemy, stanęliśmy przed problemem zdefiniowania tego, co w ogóle chcemy zrobić. Było to o tyle trudne, że na tym etapie nie dysponowaliśmy jeszcze, żadnymi konkretnymi danymi, które pomogłyby określić lub zawęzić dziedzinę projektu. Stanęliśmy więc przed pytaniem; co i w jaki sposób pozwoli nam opowiedzieć o Katowicach w ujęciu 150-ciu lat ich historii jako miasta. Ostatecznie, punktem wyjścia stała się próba odniesienia się do stereotypów, jakie funkcjonują na temat Katowic i katowiczan. W śród nich znalazły się m.in.: Katowice jako miasto górniczo-przemysłowe, zdegradowane środowisko, niska jakość życia, problematyczna tożsamość narodowościowa.

Wstępny szkic infografiki nt. bezrobocia.

Wybrane stereotypy złożyły się na szersze zagadnienia tematyczne według których, podzieliliśmy się na mniejsze zespoły:

  • pierwszy zespół pracuje nad urbanistyczną warstwą miasta;
  • zespół drugi zajmuje się socjologiczną warstwą i odpowiedzią na pytanie kim jest katowiczanin oraz;
  • zespół trzeci zajmujący się gospodarką i strukturą zatrudnienia w mieście.

Oczywiście nie sposób przedstawić kompleksowej analizy tak szerokich bloków tematycznych na przestrzeni 150-ciu lat. Z tego względu, każda z grup pracuje nad wybranymi zawężonymi zagadnieniami.

W tym celu wertujemy książki, internety, odwiedzamy biblioteki, kopalnie i muzea, a także nawiązujemy kontakty ze specjalistami w interesujących nas dziedzinach. Niestety pozyskiwanie danych historycznych w tym wypadku nie jest możliwe do zrealizowania jedynie za pomocą Google. Dane zazwyczaj trzeba pozyskiwać z różnych źródeł, co jest powodem problemów w ich spójności i jakości.

Na chwilę obecną początkowo zasobowo odseparowane grupy coraz częściej wykorzystują opracowania i dane zgromadzone przez inne zespoły. Zaczęliśmy również tworzyć wspólną makietę timelinu, a także definiować kształt jaki przyjmą końcowe wystawy i publikacje.

Wstępny szkic infografiki nt. bezrobocia.

 

Zainteresowanym zdradzę, że pierwsza publiczna konfrontacja (miniwystawa) projektu zaplanowana jest na czerwiec. Nie będzie to jednak publikacja w pełni opracowanych danych, a raczej test modelu, jaki zaprojektowaliśmy w pierwszej iteracji i w oparciu, o który pracujemy. Adresatami miniwystawy są zasadniczo dwie grupy:

  • specjaliści z analizowanych przez nas dziedzin: tu liczymy na informację zwrotną na temat poprawności merytorycznej, a także skuteczności zestawiania danych w celu zilustrowania charakterystyk i procesów;
  • grupa docelowa odbiorców wystawy: którzy pozwolą nam zorientować się czy informacje oraz sposób narracji jaki podejmujemy są dla nich interesujące.

cdn.

 

Zobacz więcej

Hack4Good 0.5 — Hacking a better world together

Dwa tygodnie temu, w Krakowie miało miejsce bardzo fajne wydarzenie tj. Hack4Good 0.5 Kraków. Hack4Good jest międzynarodową serią hackatonów (ta została organizowana w 30 miastach na całym świecie), zorientowanych na rozwiązywanie prospołecznych problemów zgłoszonych przez m.in. różnego rodzaju NGO oraz aktywistów. Na realizację rozwiązania, począwszy od zebrania zespołu, aż po działającą aplikację było jedynie 48 godzin. Może wydawać się to niewiele, jednak oglądając prezentacje projektów kolejnych grup, trudno było odnieść wrażenie, że jeszcze dwa dni wcześniej nikt nie znał problemu, nad którym będzie pracował.

Oczywiście nie wszystkim i nie wszystko udało się dopiąć na ostatni guzik, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby projekty nie mogły być rozwijane po zakończeniu weekendowego eventu — tak jak się to dzieje z projektem mojego zespołu. Oczywiście całe wydarzenie miało charakter nonprofit w sensie finansowym, bo nawet pomijając nagrody za najlepsze realizacje, profity były naprawdę niezłe — jak choćby wartościowe nowe znajomości.

© Wideorelacja — Marcin Grochowina

###Hack4Good dla Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej
Zespół którego byłem członkiem (w składzie Bartosz Janota, Bartosz Polnik, Radosław Chamot, Sebastian Sikora, Tomasz Abramski), podjął się rozwiązania problemów z jakimi boryka się Wawelska Kooperatywa Spożywcza tj. ułatwienia procesu składania zamówień oraz wspomaganie jej bieżącej działalności. W dużym skrócie kooperatywa spożywcza jest nieformalną grupą ludzi, którzy wspólnie kupują żywność bezpośrednio od lokalnych rolników. Korzyścią takiego rozwiązania jest dobra cena (wynikająca z hurtowej siły nabywczej oraz pominięcia pośredników) i pewne, ekologiczne źródła produktów. Ciekawym aspektem jest również swego rodzaju partycypacja produkcji. Dzięki Ewie (przedstawicielce Wawelskiej Koop) naprawdę nieźle zapoznaliśmy się z życiem i funkcjonowaniem kooperatywy. Podczas researchu udało nam się zidentyfikować kilka obszarów działalności, w stosunku do których mogliśmy zaproponować realne rozwiązania:

  • Zarządzanie zamówieniami;
  • Organizowanie pracy i zadań członków na rzecz kooperatywy;
  • Pozyskiwanie nowych źródeł produktów.

Research



Ostatecznie, ze względu na ograniczenia czasowe zdecydowaliśmy się skupić na problemie zarządzania zamówieniami członkowie–kooperatywa. Jest to podstawowy problem. Dotychczasowa organizacja kooperatywy (w tym składanie zamówień) jest realizowana za pomocą ogólnodostępnego i ogólnoedytowalnego przez członków arkusza kalkulacyjnego. Jak łatwo zauważyć takie rozwiązanie jest bardzo wrażliwe na błędy i na dłuższą metę po prostu niewygodne.

Rozwiązaniem jakie zaprojektowaliśmy, a chłopaki od backendu cały czas realizują, jest autorska aplikacja webowa pomagająca okiełznać cały ten galimatias. Technologia jaką wykorzystuje nasza aplikacja to: JAVA, Spring MVC / Security, Hibernate, JSP, HTML + CSS + Bootstrap. Dodatkowo widząc pewne braki, pozwoliłem sobie na mały redesign logo oraz strony kooperatywy.

Redesign in progress

Jak wspomniałem, prace cały czas trwają, jednak już teraz można powiedzieć, że nasze narzędzie z całą pewnością zostanie wykorzystane przez zaprzyjaźnioną kooperatywę. Oczywiście cały projekt jest otwarty, więc i inne kooperatywy również będą mogły z niego skorzystać, a także w ramach potrzeby rozwinąć czy też zmodyfikować.

I na koniec jeszcze nasza finałowa prezentacja, przedstawiana na koniec eventu. Niestety działanie aplikacji demonstowaliśmy na żywo, z tego względu prezentacja nie zawiera opisu samej aplikacji. Logo również przeszło kolejny, acz już nieco mniejszy redesign, więc zainteresowanych aktuanym stanem projekciku muszę prosić o cierpliwość. Na chwilę obecną rzecz stoi lokalnie, ale jak tylko będzie online — podlinkuję.

Zobacz więcej

ZZR Huragan — mój nowy, stary rower

Nadrabiając tematykę wakacyjną, obowiązkowo powinienem wspomnieć, że w lipcu, po prawie trzech latach okazjonalnego majstrowania, tatowy rower ZZR Huragan z lat 60-tych, stanął wreszcie o własnych kołach.

Huragan przed remontem

Początkowo, w palnie była budowa „hipsterskiego” ostrego lub singla, z wykorzystaniem tylko kilku elementów — przede wszystkim ramy leciwego Huragana. Jednakże, po dokładniejszym zapoznaniu się z historią polskich rowerów (w tym z historią Zjednoczonych Zakładów Rowerowych — w skrócie ZZR) i odkryciu, że egzemplarz który posiadam, jest prawie kompletnym przykładem całkiem fajnej wersji Huraganów (aluminiowe obręcze i kierownica, lekka drążona oś supportu), postanowiłem pozostać przy oryginale. Ot żal mi było wrzucać do kosza ten cały uchowany osprzęt, tym bardziej, że wbrew pozorom, nie tak łatwo jest spotkać polskiego klasyka na ulicy.

Huragan po remoncie


Rower wyremontowałem samodzielnie, przez co cały proces był dosyć czasochłonny — ta moja nadmierna drobiazgowość. Wszystkie elementy zostały dokładnie wyczyszczone i ręcznie wypolerowane na mokro, sam nie wiem iloma rodzajami papieru ściernego. Jedynymi zleconymi pracami, było malowanie (wykonane przez firmę Colorex) oraz wyprostowanie obręczy wraz z ich zapleceniem (czego dokonał pan Witold Gątarski z serwisu od spraw niemożliwych przy ul. Halczyna 12 w Krakowie). Konieczne było również zakupienie siodełka — oczywiście oryginalnego odrestaurowanego ZZR od Pravasaris na allegro.

Skoro już wymieniam osoby trzecie chciałbym podziękować panu Witoldowi z serwisu Witold Gątarski, Markowi z Kahaki oraz Henrykowi za ich porady oraz wsparcie merytoryczno-techniczne — dzięki!

Oczywiście satysfakcja z własnej roboty i frajda z jazdy niesamowite!

Zobacz więcej

Ola rysuje — drobne ćwiczenia ilustracyjne

Tym razem temat ciut luźniejszy. Mianowicie, jakiś czas temu popełniłem mały nadzór edukacyjno-artystyczny. Ola jest moją dziewięcioletnią (właściwie to od kilku dni już dziesięcioletnią) kuzynką. Podczas ostatniej wizyty u mnie, postanowiłem zorganizować jej kilka chwil zajęcia niekoniecznie sprowadzającego się do siedzenia przed telewizorem, czy też komputerem. Czasu nie było zbyt wiele, więc po przeglądnięciu moich gryzmołów w szkicowniku, niezwłocznie rozsypaliśmy na biurku kilka garści przyborów i przystąpiliśmy do zamierzonego procederu tj. do bazgrolenia.


Bazgrolimy!

Już kiedyś przepytywany przez Olę, w jaki sposób narysować to i owo, postanowiłem pokazać jej kilka narzędzi, a co za tym idzie śladów, jakie można za ich pomocą uzyskać. Zależało mi również, aby samo rysowanie / ilustrowanie miało kontekst i cel. Zakres tematyczny obraliśmy dosyć ogólny — zwierzak lub inny stwór. W krótkim czasie powstało kilka rysunków, spośród których wybraliśmy jeden i już po krótkiej chwili Ola była szczęśliwą posiadaczką zestawu własnego autorstwa wlepek… znaczy się naklejek — np. do przyozdobienia przydomowej rynny.


Zestaw



Kilka dni temu Ola obchodziła dziesiąte urodziny w związku, z czym sprezentowany jej został mały zestaw ilustratora, złożony z farb, pędzli, cienkopisów, szkicownika i kilku innych drobiazgów, które pomogą jej trwale i skutecznie upaprać sobie trochę ciuszków. Ażeby młodzieży nazbyt nie rozpieścić, dostała również zadanie. Otóż, ma sobie wybrać zwierzaka, następnie zgromadzić na jego temat materiały (zdjęcia, ilustracje, dowiedzieć się gdzie i jak żyje), aby później spróbować go rysować na różne, jakże wymyślne sposoby. Zadanie to było jednym z ćwiczeń, które przerabiałem w pracowni ilustracji — prowadzone przez dr Annę Machwic — które to ćwiczenie uważam za jedno z najciekawszych, i które z resztą bardzo dobrze wspominam.

Jeśli macie jakieś pomysły na zadania dla Oli, piszcie śmiało!
Ewentualne efekty postaram się oczywiście opublikować :)

Zobacz również

Przyjemność eksperymentowania — raport Medialab Katowice 2012

Jak pewnie wiecie, w tym oraz w ubiegłem roku miałem przyjemność uczestniczyć w kilku projektach i warsztatach realizowanych przez katowicki Medialab. Wspominam o tym dlatego, że właśnie został opublikowany raport o bardzo trafnym tytule Przyjemnosc eksperymentowania, podsumowujący działaność Medialabu w roku 2012. Raport polecam wszystkim począwszy od stałych uczetników, którzy znajdą w nim podsumowanie włsnej pracy, a kończąc na osobach w ogóle nie zorientowanych w działaniach Medialabu, które to z kolei znajdą w raporcie wyjaśnienie czym jest Medialab, wyczerpujący opis działalności, oraz jak sądzę zachętę do podjęcia współpracy w przyszłych projektach.

Lekturę polecam tym chętniej, że wykorzystano w niej całkiem sporo zdjęć mojego autorstwa — co z resztą bardzo mnie cieszy. :)

Na chwilę obecną publikacja jest dostępna jednynie w wersji cyfrowej, jednak wersja drukowana została już zapowiedziana.

Więcej: