Ola rysuje — drobne ćwiczenia ilustracyjne

Tym razem temat ciut luźniejszy. Mianowicie, jakiś czas temu popełniłem mały nadzór edukacyjno-artystyczny. Ola jest moją dziewięcioletnią (właściwie to od kilku dni już dziesięcioletnią) kuzynką. Podczas ostatniej wizyty u mnie, postanowiłem zorganizować jej kilka chwil zajęcia niekoniecznie sprowadzającego się do siedzenia przed telewizorem, czy też komputerem. Czasu nie było zbyt wiele, więc po przeglądnięciu moich gryzmołów w szkicowniku, niezwłocznie rozsypaliśmy na biurku kilka garści przyborów i przystąpiliśmy do zamierzonego procederu tj. do bazgrolenia.


Bazgrolimy!

Już kiedyś przepytywany przez Olę, w jaki sposób narysować to i owo, postanowiłem pokazać jej kilka narzędzi, a co za tym idzie śladów, jakie można za ich pomocą uzyskać. Zależało mi również, aby samo rysowanie / ilustrowanie miało kontekst i cel. Zakres tematyczny obraliśmy dosyć ogólny — zwierzak lub inny stwór. W krótkim czasie powstało kilka rysunków, spośród których wybraliśmy jeden i już po krótkiej chwili Ola była szczęśliwą posiadaczką zestawu własnego autorstwa wlepek… znaczy się naklejek — np. do przyozdobienia przydomowej rynny.


Zestaw



Kilka dni temu Ola obchodziła dziesiąte urodziny w związku, z czym sprezentowany jej został mały zestaw ilustratora, złożony z farb, pędzli, cienkopisów, szkicownika i kilku innych drobiazgów, które pomogą jej trwale i skutecznie upaprać sobie trochę ciuszków. Ażeby młodzieży nazbyt nie rozpieścić, dostała również zadanie. Otóż, ma sobie wybrać zwierzaka, następnie zgromadzić na jego temat materiały (zdjęcia, ilustracje, dowiedzieć się gdzie i jak żyje), aby później spróbować go rysować na różne, jakże wymyślne sposoby. Zadanie to było jednym z ćwiczeń, które przerabiałem w pracowni ilustracji — prowadzone przez dr Annę Machwic — które to ćwiczenie uważam za jedno z najciekawszych, i które z resztą bardzo dobrze wspominam.

Jeśli macie jakieś pomysły na zadania dla Oli, piszcie śmiało!
Ewentualne efekty postaram się oczywiście opublikować :)

Zobacz również

Przyjemność eksperymentowania — raport Medialab Katowice 2012

Jak pewnie wiecie, w tym oraz w ubiegłem roku miałem przyjemność uczestniczyć w kilku projektach i warsztatach realizowanych przez katowicki Medialab. Wspominam o tym dlatego, że właśnie został opublikowany raport o bardzo trafnym tytule Przyjemnosc eksperymentowania, podsumowujący działaność Medialabu w roku 2012. Raport polecam wszystkim począwszy od stałych uczetników, którzy znajdą w nim podsumowanie włsnej pracy, a kończąc na osobach w ogóle nie zorientowanych w działaniach Medialabu, które to z kolei znajdą w raporcie wyjaśnienie czym jest Medialab, wyczerpujący opis działalności, oraz jak sądzę zachętę do podjęcia współpracy w przyszłych projektach.

Lekturę polecam tym chętniej, że wykorzystano w niej całkiem sporo zdjęć mojego autorstwa — co z resztą bardzo mnie cieszy. :)

Na chwilę obecną publikacja jest dostępna jednynie w wersji cyfrowej, jednak wersja drukowana została już zapowiedziana.

Więcej:

Open Data Day — grupa robocza

Tak jak wspominałem w poprzednim poście, 23 lutego to światowy dzień otwartych danych publicznych. Z tej okazji katowicki Medialab przygotował trzy dni hucznych obchodów tj. cały zestaw warsztatów, wykładów oraz spotkań z zaproszonymi gośćmi i specjalistami (również z zagranicy). Co więcej powołano do życia grupę roboczą, która podjęła się prac nad dwoma projektami.


Startujemy

Pierwszy projekt zakładał opracowanie wizualizacji/infografiki na podstawie danych pozyskanych z katowickiego urzędu pracy. Drugim zadaniem było zaprojektowanie na poziomie projektu UX społecznościowo-narzędziowego serwisu internetowego, wspomagającego dzielenie się oraz pracę z danymi (dedykowanego przede wszystkim pracownikom organizacji pozarządowych oraz urzędnikom).








Wstępny szkic infografiki nt. bezrobocia.

Prace grupy roboczej były prowadzone przez w sumie przez 5 dni, nie licząc czasu jaki niektórzy uczestnicy poświęcili dodatkowo na dokończenie projektów indywidualnie.
W efekcie, na chwile obecną, projekt wizualizacji informacji można uważać za prawie skończony, natomiast serwis internetowy jest na etapie zdefiniowanej koncepcji, którą będzie można zaprezentować np. w celu ubiegania sie o dofinansowanie dalszych prac.

To co, mogę powiedzieć od sobie, to że praca w grupie to nie przelewki i warto poświęcić trochę czasu na zaprojektowanie samego procesu projektowego. :)




Struktura i funkcjonalność serwisu wymiany danych.

dodano 16 grudnia 2013

Prezentacja projektu grupy, której członkiem byłem czyli katalogu Daniel:

Zobacz również:

The Wall

Fanom fotografii, szwendania się po miejskich zakamarkach, a także BMX, polecam album „The Wall” autorstwa Michała Sikory — pomagałem przy składzie.
Tytuł albumu „The Wall” pochodzi od nazwy bmxowego tricku „wallride” — jest to trick, polegający na przejechaniu po pionowej powierzchni przeszkody, czyli po tzw. wallu.

Album jest dostępny w wersji cyfrowej do przeglądnięcia oraz ściągnięcia z issuu.com.

Comic Science — projektowanie graficzne w nauce

Na wstępie, przepraszam za skrót myślowy, ale pisząc o nauce, będę miał na myśli przede wszystkim nauki ścisłe, techniczne.

Czwarty lipca 2012 to wielki dzień dla współczesnej nauki. Podczas konferencji zorganizowanej przez CERN, ogłoszono odkrycie nowej cząstki subatomowej — prawdopodobnie bozonu Higgsa. Cząstki poszukiwanej od ~45-ciu lat, której istnienie jest kluczowe, dla obecnej formy modelu standardowego (najlepszej teoria opisująca budowę materii jaką mamy). Wielkie przedsięwzięcie, najbardziej skomplikowana technika jaką stworzył człowiek, doniosłe odkrycie i jak na ironię, kiedy oczy całego świata zwrócone były ku kolejnym slajdom prezentacji, opisującej meandry doświadczenia oraz jego wyniki — ukazał się… Comic Sans.

Graphic design ∩ Science = Comic Sans

Nie chcę żeby mnie źle zrozumiano — nie zamierzam nikogo wytykać palcem za typograficzne foux pas. Niemniej jednak, całe zajście wydało mi się być dobrą okazją do refleksji, na temat relacji pomiędzy środowiskami związanymi z nauką, a tymi związanymi z projektowaniem graficznym. Otóż wydaje się, że relacje te mają się dosyć słabo, o ile w ogóle o takowych można mówić.

Wizualne nieużytki nauki ciągną się aż po horyzont i nie ma co ukrywać, jest to niepożądany stan rzeczy. Niepożądany z wielu względów. Przede wszystkim jednak dlatego, że kreuje negatywny wizerunek nauki w społeczeństwie. Nauka zaczyna być identyfikowana z czymś nieatrakcyjnym i niedbałym, ale także niezorganizowanym i nielogicznym. Oczywiście nie chodzi mi o to, aby względy estetyczne czy wizerunkowe miały konkurować z merytoryką. W tym wypadku, nawet najlepszy dizajn nie powinien mieć prawa rywalizowania z treścią. Niemniej, często bywa tak, że nową wiedzę lub nowe technologie trzeba „sprzedać” — czy to w obrębie przemysłu, czy też w ramach dystrybucji wiedzy w społeczeństwie. Wtedy, formą przekazywanych informacji możemy w znacznym stopniu pomóc lub zaszkodzić merytoryce. Nie chodzi tu tylko o pierwsze wrażenie, którym możemy zachęcić lub zniechęcić potencjalnego odbiorcę do zapoznania się z treścią. Trzeba również pamiętać o tym, że czytelność oraz forma w jaką jest opakowana treść, ma istotny wpływ na proces interpretacji, uczenia się oraz ewentualną interakcję. Co więcej, warstwa graficzna umożliwia kodowanie (za pomocą kolorów, układu, piktogramów) bardzo wielu informacji i zależności, w sposób bardziej naturalny, a jednocześnie mniej obciążający odbiorcę aniżeli czysty tekst. Ważne jest dlatego, odpowiedzialne i świadome korzystanie ze środków graficznych tak, aby jako warstwa znaczniowa nie generowały sprzecznych i niechcianych skojarzeń lub komunikatów.

Rubierze

W przypadku wspomnianej konferencji CERN — pomimo tego, że wiarygodności i dbałości o szczegóły podczas prowadzenia badań, naukowcom odmówić z całą pewnością nie można, to wizualny aspekt buduje wręcz przeciwne wrażenie — prezentacji niechlujnej, niespójnej i przygotowanej na kolanie, w najlepszym wypadku na użytek wewnętrzny. Niska jakość wizualna prezentacji, w pewnym stopniu może nawet obniżać rangę tego wydarzenia, w oczach niewiele rozumiejącego, ale za to trzymającego za finansowy kurek społeczeństwa.

50. slajd prezentacji Status of Standard Model Higgs searches in ATLAS
fot. © Denis Balibouse (The Guardian „Higgs boson and Comic Sans: the perfect fusion”)

Podobny obrót przyjmują sprawy, w przypadku wielu polskich placówek naukowych i rozwiązań technicznych. Pomimo tego, że często są one wysoce konkurencyjne i nowatorskie, to bardzo niedbale podchodzi się do problemu budowania ich wizerunku — w tym dbałości o wysoką jakość publikacji oraz identyfikacji wizualnej.

Nawet w przypadku bardzo głośnych, polskich osiągnięć naukowych, jak polski niebieski laser, dbałość o komunikację wizualną nie prezentuje się zbyt dobrze. Po kilku chwilach spędzonych na stronie spółki TopGaN (producenta polskiej „niebieskiej optoelektroniki”), można nabrać przekonania, że jest to raczej mało ciekawa, garażowa firma, nijak nie związana z tym, co kiedyś okrzyknięto polskim skarbem. Pomimo kontrowersji związanych z projektem rozwoju polskiego, niebieskiego lasera, funkcjonuje on w świadomości dużej części społeczeństwa jako powód do dumy z rodzimej nauki. Stanowi więc niemałą cegiełkę w postrzeganiu polskiej nauki, co w moim mniemaniu wiąże się z pewną odpowiedzialnością za jego wizerunek i zasługuje na kilka godzin pracy profesjonalnych projektantów.

Obecnie, naszą narodową nadzieją na zaistnienie w świecie wysokich technologii i nadwiślańską dolinę krzemową, jest polska technologia produkcji grafenu. Niestety na ślad jej marki, nie natrafiłem. Temat jest jeszcze świeży, niemniej już teraz miałem nadzieję znaleźć oficjalną stronę z aktualnymi informacjami na temat polskiego grafenu, skierowaną do inwestorów, przedsiębiorców, ale również do społeczeństwa. Skoro mamy się czym chwalić, róbmy to!

Trzeba również pamiętać, że komunikacja z odbiorcą powinna opierać się o jasne i spójne komunikaty. Przykładem braku takiej spójności może być strona instytutu Adeviq. Placówka ta, zachęcając do współpracy praktycznie każdego zainteresowanego i chętnego do pracy, swoją niewątpliwie ciekawą działalność otwiera na społeczeństwo. Jednocześnie doświadczenia płynące z korzystania z witryny internetowej instytutu, są zdecydowanie negatywne i zniechęcające. Nie dość, że struktura strony przypomina labirynt, to odwiedzający jest traktowany kalejdoskopem niczego nie kodujących kolorów. W efekcie czego, dezorientacja bardzo szybko bierze górę nad motywacją, a sfrustrowany użytkownik ucieka, zanim jeszcze zdąży się czegokolwiek dowiedzieć.

Strona internetowa Polskiej Akademii Nauk www.pan.pl
il. © Polska Akademia Nauk (www.pan.pl)

Ostatnim przykładem z rodzimego podwórka, o jakim chciałbym napisać, są publikacje Polskiej Akademii Nauk — instytucji będącej swego rodzaju wizytówką polskiej nauki. Zrzeszająca najwybitniejszych polskich naukowców i opiniująca bardzo ważne, a nierzadko drażliwe społecznie problemy organizacja, powinna posługiwać się materiałami, które swoją formą (wizualną i użytecznościową) uwiarygodniają jej stanowisko oraz budzą zaufanie. Tymczasem, już konfrontacja ze stroną internetową PAN budzi wręcz przeciwne odczucia. Co więcej, strona swoją estetyką zahacza o lata 90-te, co bardziej zniechęca, niż nastraja do myślenia o nowych technologiach czy innowacyjności — a przypomnę, mówimy o wizytówce polskiej nauki!

Punkty widzenia

Oczywiście, nie można mieć pretensji np. do fizyków o niską jakoś wizualną. Jednak jeżeli źle zaprojektowane formy publikacji (np. strony internetowe), przez wzgląd na błędy w projekcie informacji, użyteczności czy składzie, w znacznym stopniu utrudniają dostęp do treści, należałoby się zastanowić, nad zleceniem ich projektowania osobom bardziej kompetentnym w tej materii, aniżeli przysłowiowemu asystentowi po godzinach. Niestety, w wielu przypadkach naukowcy nie wydają się być świadomymi, istnienia problemów z odbiorem ich publikacji.
Co więcej, można odnieść wrażenie, że istnieje swego rodzaju przyzwolenie na niską jakość wizualną i użytecznościową publikacji związanych z nauką, co jest argumentowane stereotypowym przekonaniem, że projektowanie graficzne to tylko estetyzacja, która w dodatku nie przystoi naukowemu pragmatyzmowi.
Problem pojawia się jednak, gdy tego typu podejście, obserwujemy w przypadku emitowanej na cały świat (opiniotwórczej) konferencji, w ramach której, ogłaszane jest najważniejsze odkrycie ostatnich 50-ciu lat.

Z drugiej strony, podczas gdy tak wiele materiałów publikowanych przez ośrodki nauk technicznych, prezentuje niski poziom czytelności, użyteczności oraz estetyczny. Projektanci nie wydają się być zainteresowani, zmianą tego stanu rzeczy. Można wręcz odnieść wrażenie, że szukając samorealizacji w co bardziej modnych, acz często próżnych przestrzeniach, przegapiają okazje wzięcia udziału w wydarzeniach istotnych, a bywa, że (tak jak przypadku konferencji CERN) w wydarzeniach o znaczeniu wręcz historycznym. Może to wynikać z faktu, iż wizualizacja informacji oraz projektowanie publikacji o charakterze naukowym, wymaga nierzadko poświęcenia większej ilości czasu na samo zrozumienie zagadnienia oraz opracowanie projektu informacji, niż na działania graficzne. Wiąże się również z absolutnym podporządkowaniem estetyki, merytoryce (funkcji oraz treści), w związku z czym, może wydawać się mało atrakcyjnym i ograniczonym polem do wizualnej samorealizacji projektantów.
Niemniej świadczyłoby to o bardzo powierzchownym podejściu do projektowania, a także zorientowaniu na projekty, które swoją jakość oraz wartość budują przede wszystkim w oparciu o pustą estetykę.

Istnieje również pole, na którym dosłownie interesy obu stron tj. projektantów i naukowców zbiegają się. Mowa oczywiście o finansach. W roku 2013 nauka w Polsce ma otrzymać finansowanie na poziomie 0,4% PKB (włącznie z dofinansowaniem z UE), co jak uważają specjaliści, jest budżetem niewystarczającym na skuteczną działalność, w zakresie prowadzenia badań oraz edukacji. Kiedy jednostki naukowe muszą martwić się o środki na swoją podstawową działalność, trudno jest od nich wymagać dbałości o jakość komunikacji wizualnej, a co za tym idzie organizowania dodatkowych budżetów na projektowanie graficzne. Projektanci z kolei, za swoją pracę mają prawo oczekiwać uczciwej zapłaty, jeśli trudno o takową ze strony nauki — trzeba zrozumieć, że decydują się na realizację projektów o charakterze co bardziej komercyjnym.

Rozwiązania

Pewnym lekarstwem na zaistniały problem, mogłaby się stać współpraca szkół i uczelni projektowania graficznego oraz ux z placówkami badawczymi i uczelniami technicznymi. Bardzo interesującą i posiadającą duży potencjał, wydaje się możliwość realizowania prac dyplomowych, zorientowanych na potrzeby komunikacji wizualnej nauk technicznych i ścisłych. Z punktu widzenia studenta ASP, możliwość pracy nad identyfikacją, czy też systemem informacji wizualnej, dla konferencji naukowej lub instytutu badawczego (z możliwością wdrożenia projektu) jest niezwykle interesująca. Tym bardziej, że tak istotna, a jednocześnie niezagospodarowana wizualnie przestrzeń jak nauka, może stanowić doskonałą okazję do wybicia się na tle bardziej oczywistych zastosowań projektowania. Istotnym wydaje się również, wprowadzenie podstaw komunikacji wizualnej do programu edukacji inżynierów.

Równie ciekawe efekty przynoszą prace realizowane przez międzyuczelniane zespoły na zbiegu dyscyplin, ale także te, realizowane przez osoby posiadające wiedzę lub wykształcenie techniczne i projektowe. Tego typu prace niejednokrotnie owocują bardzo cennym doświadczeniem, jak również bardzo wartościowymi realizacjami pomagającymi łamać granice między dyscyplinami.

Co więc następuje

Nie można zapominać, że poziom projektowania graficznego oraz UX w naukach technicznych, ma realny wpływ na postrzeganie placówek naukowych, chęć bycia naukowcem oraz na powszechną motywację, a także zdolność do zdobywania wiedzy. Jest to bardzo istotne w kontekście budowania społeczeństwa informacyjnego. Tym bardziej, należałoby się dokładniej przyjrzeć powodom wyraźnie słabszego zainteresowania projektowaniem w nauce i powziąć odpowiednie działania. Projektantom natomiast, po raz kolejny wydaje się właściwym, przypomnienie manifestu „Najpierw rzeczy pierwsze” Kena Gartlanda oraz zachęcanie do zaangażowania się we działania na rzecz poprawy jakości komunikacji wizualnej w nauce — jest to w interesie nas wszystkich jako społeczeństwa.

Zobacz również

Katowice, miasto otwarte — kilka słów o warsztatach wizualizacji informacji, w których brałem udział

Jak pewnie niektórzy z was wiedzą, od września do grudnia brałem udział w warsztatach wizualizacji informacji „Katowice, miasto otwarte”. Jest to projekt mający na celu propagowanie idei transparentnego miasta oraz otwartego dostępu do informacji, a w dalszej perspektywie (jak domniemam) dążący do stworzenia miejskiego API. W tym celu, postawiono na upowszechnianie kompetencji związanych z analizą, interpretacją i wizualizacją dużych zbiorów danych, budując w ten sposób zainteresowanie, ale również przyszłe zapotrzebowanie na tego typu rozwiązania. Organizatorem warsztatów był katowicki Medialab Katowice, a prowadzącym Krzysztof Trzewiczek. Co więcej, gościem specjalnym warsztatów, z którym mieliśmy wielką przyjemność konsultować nasze projekty, był prof. Krzysztof Lenk. Warto tu wspomnieć i polecić wykład, który profesor wygłosił w Rondzie Sztuki pt. „Wątpliwości projektanta informacji wizualnej”.

Udział w warsztatach był nieodpłatny, a do uczestnictwa mógł aplikować każdy. Niemniej, wymagane było zobowiązanie się m.in. do 100% obecności, w sumie w 6 zjazdach po 3 dni (piątek, sobota, niedziela średnio co dwa tygodnie). Ostatecznie, spośród nadesłanych zgłoszeń organizatorzy wybrali 14-to osobową multidyscyplinarną grupę, w skład której wchodziły osoby związane m.in. z projektowaniem graficznym, architekturą, planowaniem przestrzeni, analizą transportu, kulturą.

miastootwarte__www_sebastiansikora_pl_14

Pierwsza część warsztatów (6 dni) zakładała intensywną naukę metod pozyskiwania i przetwarzania danych — w tym posługiwanie się wyrażeniami regularnymi, programowanie w języku Python, korzystanie z webowych API, a także web scraping. Trzeba zaznaczyć, że uczestnicy, którzy mieli wcześniej kontakt z programowaniem, byli w zdecydowanej mniejszości, stąd konieczne było narzucenie ostrego rygoru pracy (nie do końca przystającego do pracowni ilustracji ASP, w której odbywały się warsztaty) oraz pilne odrabianie zadań domowych.

Kolejnym etapem było zidentyfikowanie zagadnień/problemów, które następnie miały być przedmiotem opracowania i wizualizacji — krótko mówiąc research. Na tym etapie, wyłoniły się cztery kilkuosobowe grupy projektowe:

  1. Larmo o zabytki: członkowie projektu zajęli się analizą rejestru zabytków Katowic, a także tego, w jaki sposób obiekty są wpisywane na tę listę larmoozabytki.pl
  2. Miejski Kuklok: trochę na wzór Sejmometru podjął próbę opracowania serwisu internetowego, monitorującego pracę katowickich radnych miejskikuklok.pl
  3. Jak działa miasto: w przystępny sposób wyjaśnia w jaki sposób przeciętny mieszkaniec miasta może zostać radnym rysiunaradnego.pl
  4. Dzieje się w Kato: zajmuje się analizą oferty kulturalnej Katowic, podejmując walkę ze stereotypem Katowic jako miasta, w którym nic się nie dzieje (członkiem tej grupy oprócz Bartoszo Chuderskiego, Pauliny Urbańskiej, Bartłomieja Witańskiego byłem również ja) dziejesiewkatowicach.pl

Pracę w mniejszych zespołach rozpoczęliśmy od doprecyzowania problemów, a także zbudowania dookoła nich historii, wraz z określeniem ich adresatów. W przypadku mojej grupy, kwestia była o tyle trudna, że nie dysponowaliśmy jeszcze danymi, a jedynie ich strukturą, to też trzeba było mieć na uwadze nie jeden, a kilka prawdopodobnych scenariuszy jakie mogą wyniknąć z późniejszej analizy. Międzyczasie trwały prace nad pozyskaniem danych z internetowych informatorów imprezowo-kulturalnych — w tym celu powstało kilka scraperów, w pisaniu których wspomagał nas Krzysztof. Niestety, część wyscrapowanych zestawów danych okazała się być niskiej jakości, z tego też powodu nasz projekt oparliśmy tylko o jedno źródło — oczywiście z nadzieją przyszłego powiększenia próbki o kolejne.
Niemniej w trakcie analizy doszliśmy do ciekawego spostrzeżenia. Na przestrzeni ostatnich lat katowicka oferta kulturalno-imprezowa, w okresach wakacyjnych znacznie się poprawiła i pod względem ilości wydarzeń dorównała okresowi roku szkolno-akademickiego. Może to oznaczać, że Katowice nie odpowiadają już tylko w sposób zachowawczy na wzmożone zapotrzebowanie na wydarzenia, podczas gdy uczniowie i studenci są związani nauką do przebywania w mieście, ale również są w stanie, zainteresować mieszkańców swoją ofertą kulturalną także w wakacje. Podsumowanie można zobaczyć pod wyżej wspomnianym już adresem www.dziejesiewkatowicach.pl.

Efekty naszych prac w formie wydruków można było zobaczyć podczas festiwalu Art+bits w Rondzie Sztuki. Obecnie są one przenoszone na strony internetowe do powszechnego wglądu.

art+bits
art+bits

Oczywiście projekty mogą wymagać jeszcze dopracowania, niemniej wraz ze swoim zapleczem metodologicznym oraz narzędziowym stanowią bardzo dobry punkt wyjścia do dalszych, bardziej zaawansowanych lub po prostu szerzej zakrojonych prac. Jeśli chodzi o aspekt edukacyjny warsztatów, oceniam go bardzo wysoko, a udział w podobnym wydarzeniu poleciłbym każdemu. Nie można nie docenić możliwości rozwinięcia całego szeregu umiejętności, począwszy od tych czysto programistycznych, jak programowanie w Python, czy też wykorzystanie RegEx (z których już nieraz miałem okazję skorzystać w pracy), po przez zmierzenie się z problemami pozyskiwania danych, ich przetwarzania, projektowania metodologii badań, personalizacji rozwiązań, prototypowania, projektowania architektury informacji, wizualizacji informacji, aż po pracę w grupie oraz zamawianie pizzy w wersji dla wegan. ;)
Co więcej myślę, że były to najlepsze warsztaty, w jakich brałem udział.
Ogromnym plusem był fakt, że nie było to jednodniowe spotkanie, jedynie zapoznające z uczestników z danym tematem, a kilkumiesięczne, zobowiązujące przedsięwzięcie, które obranym tematem potrafiło wręcz zmęczyć. Skoro już tak chwalę, nie sposób nie wspomnieć o niestrudzonym prowadzącym, który świetnie spełnił się w swojej roli, a także o możliwości poznania profesora Lenka oraz współuczestników.

Jeśli kogoś zainteresowałem, polecam śledzić poczynania katowickiego Medialabu, bo nie jest tajemnicą, że tego typu inicjatyw będzie więcej, z czego najbliższe to Open Data Day (22 lutego 2013).

Zobacz również:

Medialab Katowice: Interaktywny syntezator dźwięku

W trakcie czerwcowego długiego weekendu postanowiłem nie obijać się i wziąć udział w trzydniowych warsztatach Medialab Katowice pt. „Interaktywny syntezator dźwięku”. Formuła warsztatów zakładała działalność w ramach jednej z dwóch grup uczestników; pierwsza grupa budowała od zera syntezatory analogowe, druga grupa (której członkiem byłem i ja) budowała/programowała wymyślone przez siebie interfejsy/sterowniki do w/w syntezatorów, wykorzystując przy tym Arduino. Ostatniego dnia miała odbyć się prezentacja działających projektów. Niestety nie wszystko zadziałało — ze względu na problemy z syntezatorami, ostatnie prace nad projektami zostały przełożone na dodatkowy dzień warsztatów — niestety, w związku z brakiem wymaganej frekwencji, nie udało się go zorganizować.

Niemniej, w skutek trzydniowej zabawy z Arduino wpadło mi do głowy kilka fajnych pomysłów (z czego jeden właśnie realizuję — to tajny projekt więc nie będę się nad nim rozwodził), a i na przyrost obycia się z tym ustrojstwem (oraz wieloma rodzajami czujników) nie mogę narzekać. :)

Zobacz więcej:

Processing + Arduino + Eclipse (+ Proclipsing) — tutorial

W związku z tym, że ostatnio w ramach Medialab majstrowałem co nieco — postanowiłem opublikować mały tutorial wyjaśniający jak zacząć korzystać z Processing komunikującego się z Arduino a wszystko nie w processingowym edytorku, ale w Eclipse.

Dlaczego warto korzystać z Eclipse?
IDE (o ile w ogóle można o tym edytorku tak powiedzieć) dostarczane wraz z Processing, sprawdza się w przypadku malutkich programików. Jednak w momencie, kiedy nasza aplikacja zaczyna obrastać klasami, jej debugowanie (wyszukiwanie i naprawianie błędów) staje się praktycznie niemożliwe. Nawet w przypadku poszukiwania nie wiadomo gdzie, postawionej nieświadomie kropki, processingowy edytorek lubi się zgubić, a wręcz wprowadzić nas w błąd. Wtedy pozostaje tylko wertowanie całego kodu (wszystkich klas) linijka po linijce — w Eclipse (oraz innych poważnych IDE) takiego problemu nie ma. Błędy w składni są lokalizowane w locie, a do tego mamy do dyspozycji zestaw narzędzi umożliwiających prześledzenie co dzieje się z programem w trakcie jego działania oraz wspomagających zarządzenie kodem oraz całym projektem. Dodatkowo do Eclipse możemy zainstalować plugin Proclipsing ułatwiający pracę z Processing.

A teraz konkrety, czyli jak zacząć korzystać z Processing + Arduino w Eclipse (+ Proclipsing):

  1. Instalujemy Arduinoszczegóły na temat instalacji Arduino na stronie Arduino.
  2. Instalujemy Processingszczegóły na temat instalacji Processing na stronie projektu Processing.
  3. Konfigurujemy Processing oraz Arduino tak aby się ze sobą komunikowały za pomocą podstawowej metody wykorzystującej Firmata (wgrywamy Firmata do Arduino, instalujemy biblioteki Arduino oraz Serial dla Processing, testujemy za pomocą przykładowego kodu, nie zapominając o ustawieniu poprawnego portu COM w ów kodzie) — wszystko krok po kroku jest opisane w instrukcji na Android Playground.
  4. Jeśli wszystko poszło dobrze, przykładowy kod (sekcja Example) wklejony do Processing IDE, powinien się uruchomić i sterować stanem pinu 13 podłączonego Arduino (działanie powinno być również obserwowalne dzięki wbudowanej LED na płytce w pobliżu pinu 13, choć nie wszystkie wersje Arduino takową posiadają).
    Jeśli jednak stan pinu 13 pozostaje bez zmian, Processing nie zwraca żadnego błędu, a diody TX, RX na Arduino nie mrugają, prawdopodobnie podałeś niewłaściwy port COM via który ma się komunikować z Arduino. Metoda println(Arduino.list()); wylistuje wszystkie dostępne porty COM w konsoli, a wchodząc do Arduino IDE następnie menu Tool → Serial Port sprawdzamy pod którym z nich jest podpięte Arduino. W linijce ‚arduino = new Arduino(this, Arduino.list()[XXX], 57600);zaXXX` należy wpisać numer portu COM na którym komunikuje się Arduino z komputerem (w przykładzie domyślnie jest 0, czyli pierwszy na liście).
  5. Instalujemy Eclipse IDE for Java Developers: http://www.eclipse.org/downloads/packages/eclipse-ide-java-developers/indigosr2
  6. Instalujemy Plugin Proclipsing: szczegółowy opis instalacji na stronie Proclipsing.
  7. W Eclipse tworzymy nowy projekt File → New Project → Processing → Processing Project → Next → Podajemy nazwę projektu „Project Name” proponuję ArduinoTest, lokalizację processingu tj. folder w którym znajduje się plik processing.exe „Processing Path” oraz folder z processingowymi projektami „Processing Sketch Path” (łatwo go zlokalizować w Processing IDE: Ctrl+K)
  8. Jeśli wskazaliśmy prawidłowe foldery, w okienkach „Select Libraries” to Import powinny pojawić się checkboxy umożliwiające łatwy import bibliotek do naszego projektu już na starcie — zaznaczamy w górnym serial, w dolnym arduino → klikamy Finish.
  9. W okienku Package Explorer lub Project Explorer rozwijamy nasz projekt ArduinoTest → src → arduinotest → (podwójny klik) ArduinoTest.java
  10. Usuwamy wszystko i wklejamy program testowy:
package arduinotest;

import processing.core.PApplet;
import cc.arduino.*;
import processing.serial.*;

public class ArduinoTest extends PApplet
{

 Arduino arduino;
 int ledPin = 13;

 public void setup()
 {
  println(Arduino.list());
  arduino = new Arduino(this, Arduino.list()[0], 57600);

  //nie zapomnij podać poprawny numer portu COM
  arduino.pinMode(ledPin, Arduino.OUTPUT);
 }

 public void draw()
 {
  arduino.digitalWrite(ledPin, Arduino.HIGH);
  delay(1000);
  arduino.digitalWrite(ledPin, Arduino.LOW);
  delay(1000);
 }
}

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, po uruchomieniu (CTRL+F11), program będzie sterował pinem 13, dokładnie tak, jak to miało miejsce w punkcie 4. kiedy uruchamialiśmy przykładowy program z poziomu Processing IDE.

Jeśli macie pytania, uwagi, coś nie działa, etc. — piszcie, chętnie pomogę :)

Problemy

Jeśli używacie JDK x64/Windows x64 możecie spotkać się z czymś takim:

java.lang.UnsatisfiedLinkError:
D:Eclipse workspaceArduinoTestlibbaseserialrxtxSerial.dll:
Can't load IA 32-bit .dll on a AMD 64-bit platform thrown
while loading gnu.io.RXTXCommDriver java.lang.UnsatisfiedLinkError:
D:Eclipse workspaceArduinoTestlibbaseserialrxtxSerial.dll:
Can't load IA 32-bit .dll on a AMD 64-bit platform
at java.lang.ClassLoader$NativeLibrary.load(Native Method)
at java.lang.ClassLoader.loadLibrary0(Unknown Source)
at java.lang.ClassLoader.loadLibrary(Unknown Source)
at java.lang.Runtime.loadLibrary0(Unknown Source)
at java.lang.System.loadLibrary(Unknown Source)
at gnu.io.CommPortIdentifier.(CommPortIdentifier.java:123)
at processing.serial.Serial.list(Unknown Source)
at cc.arduino.Arduino.list(Arduino.java:139)
at arduinotest.ArduinoTest.setup(ArduinoTest.java:14)
at processing.core.PApplet.handleDraw(Unknown Source)
at processing.core.PApplet.run(Unknown Source)
at java.lang.Thread.run(Unknown Source)
Exception in thread "Animation Thread" java.lang.RuntimeException:
Error inside Serial.ports()
at processing.serial.Serial.errorMessage(Unknown Source)
at processing.serial.Serial.list(Unknown Source)
at cc.arduino.Arduino.list(Arduino.java:139)
at arduinotest.ArduinoTest.setup(ArduinoTest.java:14)
at processing.core.PApplet.handleDraw(Unknown Source)
at processing.core.PApplet.run(Unknown Source)
at java.lang.Thread.run(Unknown Source)

Wynika to z faktu, że plugin Proclipsing, domyślnie ładuje do naszego projektu 32 bitową wersję pliku rxtxSerial.dll obsługującego komunikację z portem szeregowym (COM) — musimy go teraz zastąpić wersją 64 bitową:

  1. W Project Explorer rozwijamy ArduinoTest → lib → base → (prawy przycisk myszy) serial → Import → General → File System → Next
  2. Następnie przy polu From Directory klikamy Browse, wyszukujemy folder z Processingiem (w którym znajduje się plik processing.exe), dalej rozwijamy i wskazujemy modes\java\libraries\serial\library → windows64 → OK
  3. Po prawej stronie zaznaczmy checkbox rxtxSerial.dll → Finish, powinien pojawić się komunikat „Overwrite ‚rxtxSerial.dll’ in folder ‚ArduinoTest\libs\base\serial’?” → Yes.
  4. Po uruchomieniu programu powinno wszystko działać.

Zobacz więcej

800×600 pikseli — czyli mała refleksja nad tym jak się znienia świat

Przekopując ostatnio stare zasoby, zderzyłem się (to chyba dobre określenie) z ciekawym screenshotem, z mojej prywatnej przeszłości. Na zrzucie widoczny jest pełny ekran tj. 800×600 pikseli, włącznie z paskiem systemowym (Win98 SE) oraz włączonym Photoshopem 7 — screenshot pochodzi z ~2002 (czyli dokładnie sprzed 10 lat). Ciekawie się na to patrzy mając na uwadze, że obecnie telefony oferują większe rozdzielczości ekranu.

W gwoli wyjaśnienia dodam tylko, że mój ówczesny monitor (14 cali szklanej bańki z 1996 roku) nie pozwalał na pracę w wyższej rozdzielczości, w jednocześnie rozsądnej palecie 24bit (o ile dobrze pamiętam 16bit było mało do tego obrazka). Nie a co ukrywać, że nawet zabawa w Photoshopie przy takiej rozdzielczości wymagała pewnej deterinacji, nie wspomnę już o tym że komputer dostałał zadyszki, przy nawet najprostrzych operacjach, a na dysku wiecznie brakowało miejsca. Obrazek na skreenshotcie (tu jeszcze nie skończony) rysowałem myszką — o tabletach wiedziałem wtedy jedynie z opowiadań. Trzeba przyznać, że przyrost dostępności sprzętu, który z perspektywy roku 2002 wydaje się hiperprofesjonalny robi wrażenie.

2002 — 800×600 pikseli / 14″


~2002 — 800×600 pikseli

2012 — 1920×1200 pikseli / 22″


2012 — 1920×1200 pikseli

2015 — 2880×1620 pikseli / 15,6″

2015-12-02

Programowanie i elektronika na ASP — kilka słów o warsztatach Processing i Arduino

Jakiś czas temu, a dokładnie od 30.03 do 04.04 na katowickiej ASP można było wziąć udział w warsztatach pt. „Wykorzytanie platformy [Arduino][arduino] do Tworzenia interaktywnych obiektów i instalacji” (prowadzonych przez Pan Generator) oraz warsztatów pt. „Interakcja, projektowanie, programowanie w środowisku Processing” (prowadzonych przez Piotra Ceglarka). Wyzwanie dla prowadzących warsztaty było tym większe, że dla większości osób (głównie studentów ASP) biorących udział w warsztatach, był to pierwszy kontakt z programowaniem oraz projektowaniem układów elektronicznych.
To co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, to entuzjazm i chęć zrozumienia jakimi wszyscy pawali i pomimo tego, że materiał (jak na pierwszy raz) nie był łatwy to, realizacja kolejnych etapów projektów szła naprawdę sprawnie.

Oba wydarzenia uważam za bardzo istotne, jeśli chodzi o edukację projektantów. Chcąc nie chcąc zaawansowane technologie to nasza codzienność i potężne narzędzie. Co więcej nawet na ASP, a może w szczególności tam, nie można od nich uciekać — oczywiście nie chcę zamęczać programowaniem ilustratorów (choć i oni mogą zdobyć w tej materii cenne doświadczenie), ale nie wyobrażam sobie, aby projektanci z zakresu wzornictwa/form przemysłowych, interakcji czy informacji, nie mieli kontaktu z podstawami programowania/wykonywania wstępnych prototypów. Nie twierdzę, że powinni oni biegle programować, ale posiadać wiedzę ogólną w tym zakresie (w szczególności na temat możliwości oraz ograniczeń technologicznych), umożliwiającą wykonanie prostych prac oraz sprawną komunikację z inżynierami/programistami. W Polsce takie podejście do Studentów Akademii Sztuk Pięknych może budzić lekkie zdziwienie, jednak słuchając Jana Kubasiewicza, Agnieszki Szóstek czy Jorge Meza Aguilar, zauważyłem, że studenci w innych krajach w dużej mierze samodzielnie realizują działające instalacje oraz prototypy, często właśnie w oparciu o [Arduino][arduino] i Processing. Mając na uwadze to, oraz zacięcie uczestników w/w warsztatów chyba nie ma wątpliwości, że należy zadbać chociażby podstawową edukację w tym zakresie.

A swoją drogą, ciekaw jestem czy warsztaty te wypłynęły na fali tego co zostało powiedziane na 3. Międzynarodowej Konferencji Projektowej AGRAFA (o której niedawno pisałem)?

Jeśli kogoś temat zainteresował, w najbliższym czasie bo 7–10. czerwca 2012 na katowickiej ASP odbędą się kolejne warsztaty z majsterkowania, a dokładniej Medialab pt. „Interaktywny modularny syntezator dźwięku dla początkujących” (prowadzenie: Ronnie Deelen i Piotrek Ceglarek).

###Zobacz więcej:

Distorter — czyli jak łatwo połączyć programowanie z grafiką warsztatową

Distorter to mały projekcik, który powstał trochę z przypadku. Ot tak zacząłem eksperymentować z wektorami, następnie korzystając z Processing/Java napisałem aplikację, a dokładniej edytor dystorsji, którego pomocą wykonałem projekty grafik, które to zostały wydrukowane metodą sitodruku (na czarnym bristolu oraz przeźroczystej pleksi). Sitodruki zostały uzupełnione przez generowaną w czasie rzeczywistym animację siatek, zniekształcanych przez wiele poruszających się źródeł dystorsji (podgląd podrzucę przy najbliższej okazji).

To co w projekcie było dla mnie w szczególności satysfakcjonujące, to możliwość (prawie) samodzielnego wykonania wszystkich etapów projektu tj. począwszy od pomysłu, poprzez zaprogramowanie sobie narzędzia, aż po wydruk. Raczej nie sądzę aby można było tu mówić o majstersztyku tak w materii programowania jak i grafiki, niemniej lubię (robić) rzeczy ze specyficznym autorskim podejściem, a myślę, że do takiego można zaliczyć bezpośrednie połączenie programowania oraz grafiki warsztatowej.

Przy produkcji poniższego dokumentu bardzo pomogli mi Michał Sikora (operator kamery) oraz Piotr Madej „Patrick the Pan” (któremu zawdzięczamy podkład muzyczny).
Za pomoc dziękuję również Marcie Pogorzelec, Dorocie Nowak, Dariuszowi Gajewskiemu, Janowi Nardelli, Magdalenie Konik oraz Kompany.

Sceny z filmu:

Zobacz więcej:

Marcin Ignac: Evolving Tools

Wszystkich zainteresowanych sztuką generatywną, wizualizacją informacji oraz ciekawymi zastosowaniami programowania, zachęcam do oglądnięcia nagrania prezentacji Marcina Ignaca (prezentacja w ramach FITC 2012 w Amsterdamie). Zachęcam z tym większą przyjemnością, że Marcin jest moim dobrym (choć niestety rzadko widywanym) przyjacielem, którego twórczością inspiruję się już od dłuższego czasu. I choć — nie ma się co oszukiwać — w programowaniu nigdy go nie dogonię, to właśnie jego działania miały dominujący wpływ na moje moje zainteresowanie szeroko pojętą interakcją, interfejsami oraz łączniem programowania z sztukami wizualnymi.
Polecam.

###Zobacz więcej

Bring Your Own Beamer – Kraków

Krótka wideo-relacja z BYOB tj. Bring Your Own Beamer (24.02.2012). Kameralne acz bardzo sympatyczne wydarzenie w ramach którego, każdy mógł zaprezentować swoje prace na udostępnionym przez Kompany kawałku ściany za pomocą rzutnika. Osobiście pokazałem przedpremierową wersję mojego krótkiego dokumentu „Making of silkscreen” (wkrótce w sieci tj. jak tylko poprawię trzy ujęcia) oraz kilka minut animacji generowanej na żywo.

Rzecz do oglądnięcia na youtube.com (HQ/720p) oraz vimeo.com.

Więcej o BYOB:

3. Międzynarodowa Konferencja Projektowa AGRAFA — w skrócie

Udając się na konferencję miałem nadzieję, usłyszeć na niej choćby częściowe odpowiedzi na przynajmniej kilka z miliona nurtujących mnie pytań. Jednak kiedy się zakończyła, zdałem sobie sprawę, że w głowie mam jeszcze więcej niewiadomych. Nie należy jednak rozumieć tego tak, że wystąpienia nie były dostatecznie merytoryczne — powiedziałbym, że wręcz przeciwnie — pojawienie się nowych pytań jest spowodowane raczej uświadamianiem sobie swojej niewiedzy, a w związku z tym dostrzeżeniem problemów, o których jeszcze niedawno nie miało się pojęcia. To co mnie jednak podbudowało, to to że w wielu kwestiach moje zdanie było zgodne z poglądami referentów, a i w wątpliwościach jak się okazało nie jestem sam — czasem świadomość tego, że myśli się we właściwym kierunku pomaga (mam nadzieję, że i tym razem tak będzie).

Jeśli chodzi o tematykę konferencji odniosłem wrażenie, że nie do końca była ona zrealizowana zgodnie z jej hasłem przewodnim „Badania naukowe w projektowaniu graficznym. Projektowanie graficzne w badaniach naukowych”. Trochę mi brakowało głosu i punktu widzenie osób, nie tyle projektujących, co wykorzystujących projektowanie graficzne i pracę projektantów w swoich działaniach (w tym badaniach naukowych). Nie jestem jednak rozczarowany, charakter całego wydarzenia był bardzo projektowy i ukierunkowany na interakcję — czyli dokładnie tak jak bym sobie tego życzył.

Nie będę się zbytnio rozwodził i analizował poszczególnych wystąpień, postaram się jedynie zarysować ich tematykę.

Jorge Frascara — przedstawił przykłady zastosowania złego designu, postulował także potrzebę prowadzenia badań podczas procesu projektowania, aby takich sytuacji uniknąć.

Severin Wucher — zaprezentował interaktywny stół, który jest używany do prezentacji zbiorów muzeum. Dzięki wielu możliwym wizualizacjom danych, stanowi również narzędzie do prowadzenia badań nad ów zbiorami.

Jan Kubasiewicz — mówił o projektowaniu interakcji w odniesieniu do projektów realizowanych w Dynamic Media Institute and Massachusetts College of Art and Design. Zainteresowanym polecam e-booka „The Experience of Dynamic Media” zawierającego opisy zrealizowanych projektów z ostatnich kilku lat (do pobrania za free, a i dmivideo jest).

Anja Stoffler i Kristofer Oedekoven — opowiedzieli o wystawie Moving Types — letters in motion.

Joachim Sauter — jedno z najciekawszych (jak dla mnie) wystąpień i to nawet nie ze względu na treść — bo projekty Joachima Sautera / Art+com już znałem — ale ze względu na sposób w jaki autor o nich opowiadał. Joachim wręcz zarażał kreatywnością, słuchając jego prezentacji, sam mimowolnie zacząłem bazgrolić nowe pomysły w notatniku, które wręcz obcesowo zaczęły atakować moją głowę.

Indra Kupferschmid — bardzo ciekawa prezentacja problemu klasyfikacji fontów na przykładzie projektu realizowanego dla jednego z dystrybutorów. Autorka opowiadała również o „Frutieryzacji” lotnisk, a także o tym, że (jak można było się spodziewać) badania na własnych studentach nie dają obiektywnych wyników, a jedynie potwierdza tylko to czego się ich nauczyło ;)

Guillermina Noël — zaprezentowała problematykę projektowania materiałów terapeutycznych, dla osób cierpiących na afazję (zaburzenia mowy). Podkreślona została waga jednoznaczności, klarowności, a także kontekstu w procesie projektowania tego typu materiałów.

Marina Emmanouil — omówiła współpracę projektantów, specjalistów oraz użytkowników podczas realizowania projektów.

Alecos Papademos — opowiedział o etapach tworzenia komiksu Logicomix. Wszyscy mieli możliwość zaobserwowania jak począwszy od bardzo ogólnego konceptu krystalizuje się ostateczny produkt. Później stwierdzono, że proces ten przebiega bardzo podobnie, również w przypadku innego typu prac projektowych.

Karel van der Waarde — wyjaśniał przenikające się zależności i etapy zachodzące podczas procesu projektowania. Poruszył również bardzo istotną kwestię, mianowicie w odniesieniu do studentów stwierdził, że pierwszy udany projekt, jaki zrealizują po zakończeniu edukacji, ukształtuje ich karierę nawet na trzydzieści lat do przodu (niezależnie czy się z tym zgodzimy czy też nie, daje do myślenia).

Jorge Meza Aguilar — poruszył problematykę interdyscyplinarności oraz zakresu wiedzy projektantów w kontekście programu ich edukacji. Warto przytoczyć jedną z jego myśli: być może zamiast kolejnego projektu realizowanego przez studentów z cyklu „jak zaprojektować lampę”, może byłoby lepiej porozmawiać o tym czym jest światło, jakie funkcje pełni w społeczeństwie, aby lepiej zrozumieli to co tak naprawdę mają się zaprojektować.

Panel dyskusyjny — bardzo udaną i wartościową częścią konferencji okazał się panel dyskusyjny. Ujawnił kilka istotnych problemów i różnic zdań w szczególności na tematy zawiązane z edukacją projektantów. Dyskutowano o potrzebie kompleksowego i interdyscyplinarnego podejścia do edukacji, jak i o potrzebie zadania sobie pytania jaki zakres wiedzy i umiejętności powinien posiadać projektant. Pytano, czy to aby na pewno dobrze, że uczelnie kształcące projektantów, są zamknięte na specjalistów z innych dziedzin (np. inżynierów, programistów) — tyczy się to w szczególności projektowania form/wzornictwa gdzie znajomość technologii jest niezbędna. Przy okazji, można było zaobserwować różnice w podejściu do edukacji projektowania w Polsce, gdzie jest ono mocno związane ze sztukami pięknymi, a innymi krajami w których coraz częściej projektowanie zaczyna obierać zdecydowanie bardziej utylitarny kierunek.

Niestety, nie jestem w stanie omówić wszystkich wystąpień, ponieważ nie udało mi się być na wszystkich prezentacjach, a na innych z różnych powodów nie robiłem notatek. Niemniej, myślę że ogólny obraz tego co można było usłyszeć i zobaczyć na konferencji zarysowałem.

Inne relacje z konferencji:

Code {poems}

Bardzo ciekawa inicjatywa. W skrócie chodzi o to, aby napisać poemat, używając gramatyki dowolnego języka programowania. Najlepsze nadesłane dzieła zostaną opublikowane w książce.

To trochę takie wyjście z programowaniem do „zwykłych ludzi” i pokazanie, że języki programowania to nie jakieś magiczne i wysoce abstrakcyjne ciągi znaczków, że podobnie jak „tradycyjnie” języki służą komunikacji, posiadają swoją gramatykę/składnię i nimi również można się nimi (dobrze) bawić.

Szczegóły na stronie projektu: www.code-poems.com.